Bohaterowie : Kim Jong Hyun & Kim Ki Bum
Zespół : Shinee
Typ : One Shot
Rodzaj : romans, fanfiction , komedia
-----------------------------------------------
Miłość? A czym ona jest?
Jest wodą, bez której nie można żyć,
Jest pokarmem, który każdy z nas spożywa,
Jest słońcem, które rozświetla każde ranki,
Jest rozumem, który mówi co dobre, a co złe,
Jest wsparciem, w tych złych chwilach,
Jest pomocą, w każdej potrzebie,
Jest szczęściem, którego pragniemy,
Jest przygodą, która się nie kończy,
Jest domem, do którego wracamy,
Jest kwiatem, co rozkwita co roku,
Jest naszą drugą połową...
~ To bardzo stary wiersz, napisałem go z dedykacją dla mojego Hyunga.
- Czyli ten wiersz jest o Jonghyunie?
- Haha, Ne, ne.
- Czyli jeśli dobrze rozumiem, to ty... Kochasz go?
- Oczywiście, baegchi! Jakbym mógł, go nie kochać?
- Arraseo oppa...
- Eh, no dobrze Yuna, opowiem ci jak powstał ten poemat.
- Anijo... Nie chcę, to będzie nudne.
- Aish! Naprawdę, tracę już do ciebie cierpliwość! Ale posłuchaj to będzie, "Very Very Cool"
- Myślisz, że jak powiesz to po angielsku, to będzie fajniej brzmieć? To jest "Big Mistake"
- Osz ty mała! Jak ci zaraz... Aish, jeśli nie chcesz, to nie, ale oni chcą.
- Oni? Kto? Tu nikogo niema...
- Tam są! - wskazuję palcem, na was.
- Ale oppa, tam nikogo nie ma...
- Czy ty zawsze, musisz psuć mi moje marzenia? - odpowiedział Key, ze spuszczoną głową.
- Oppa czy ty płaczesz?
- Idź, sobie ty nie dobra dziewucho! - odpowiedział Key, płacząc przy tym, jak małe brzydkie dziecko.
- Eum, Eum ! Mijane... Ahh, posłucham, twojej opowieści...
- Jeongmal?! Yatta! - A na twarzy oppy, pojawił się ogromny banan.
- Aigoo, teraz japońskim będzie mi tu, szpanował.
- Coś mówiłaś?
- Anijo, anijo... Możesz opowiadać. - odpowiedziała zdenerwowana dziewczynka.
- Oh? Coś taka spięta, ja się tylko pytam, ah te dzieci.
- Hajiman babo... - powiedziała dziewczynka, uderzając się ręką w czoło.
- Pff dziecko, w którym ty wieku żyjesz? Teraz to się tak robi... " FACEPALM" ... O fuck! moje czoło, moje czoło!
- ... Jak już mówiłam, baegchi...
- Aić, aić, ale boli... Ej! przestań mnie tak nazywać! ... Oppa czuję się, zażenowany...
- Dziwić się?
- Czekaj, pokaże ci to jeszcze ra....
- Ani mi się waż! Opowiadasz, albo ja idę!
- Jejku, jaki ponurak...
- Długo jeszcze?
- "Długo jeszcze?" Bla bla bla... God jaka zrzędliwa...
- Pa oppa...
- Nie! Dobra, dobra... Mijane, mijane zostań!
- Błagaj na kolanach,
- Chyba cię...Nie dobra stój! Mijane, mijane zostań ...
- Hahaha, fajne zdjęcie, będę miała
- Ej ty! Aish... Siadaj. Jako iż, każdy z wersów, ma swoją własną historię, to będę opowiadać ci każdy wers z osobna.
- Tak jak w książce?
- Ne. YOU ARE READY? SO I CAN START!
- Oppa!
- Okey, okey mijane hehe...
Pierwszy wers " Jest wodą, bez której nie można żyć " To był nasz początek, a było to tak...
Rok 2013, 23 września.
Tego dnia były moje urodziny, 23 to dzień który zawsze olewałem, spędzałem go samotnie.
Zacząłem je,od codziennych czynności. Takich jak, zjedzenia śniadania, ubrania się, czy też pójścia do sklepu. Jednym słowem, NOTHING SPECIAL.
Tego roku, chciałem coś zrobić, zabawić się, ale niestety moja praca mi na to nie pozwalała.
Skończyłem pracę, tak jak co dzień, o godzinie 19:00, więc poszedłem do baru.
Będąc tam, poprosiłem o dwie butelki soju i dongdongju. Usiadłem w małym stoliczku, z dala od ludzi. Popijając alkohol, zobaczyłem, że jakiś facet się na mnie gapi. Olałem go, i piłem dalej.
Poczułem dziwne uczucie, więc znów spojrzałem w tamtą stronę. Znowu się gapił, przeraziłem się.
Zacząłem pić, większymi łykami, gdy nagle ktoś złapał mnie za ramie.
Odwróciłem się, a to był on. Odskoczyłem lekko i zapytałem.
- Czy coś się stało? - spojrzał na mnie ozięble.
- Aish, czemu sam pijesz? Mogę się dosiąść?
- Ja-jasne. Jestem Kim Ki Bum.
- I po co mi to wiedzieć? Liczysz na coś więcej? -
" Na coś więcej? " o co mu chodzi?
- Nie bardzo rozu...
- Nie obchodzi mnie to, dawaj to soju! - pochylając się w moją stronę, chwycił butelkę soju.
- Pff, apatyczny chłopak...
- Coś ty powiedział? Jaki!
- Co? Ja nic nie...
- Nie kłam! - krzyknął, uderzając przy tym pięścią w stół.
- Mijane...
- Na pole!
- C-co?
- Nie słyszałeś idioto? Na dwór! - Gdy sobie tę chwilę przypominam, to śmiać mi się chcę. Haha, chwycił mnie za kaptur od bluzy i wyczołgał na dwór, co z tego, że ludzie się na nas patrzyli.
Gdy byliśmy na dworze, zaczął się na mnie wydzierać, był bardzo wkurzony, bo tego dnia zerwała z nim jego dziewczyna. Może faktycznie nie powinienem go tak nazywać.
Przepraszałem go, a nawet błagałem, gdy ujrzałem jego łzy, to poczułem coś dziwnego.
Chciałem go przytulić, pocieszyć, nawet go nie znałem, a czułem coś takiego...
Ale uczucie szybko minęło, gdy nagle...
- I co się tak gapisz!? Dostaniesz teraz!
- C-co? Przecież przepraszałem! Nie możesz mi wybaczyć?
- Bardzo mi przykro, ale jesteś tu jedyną osobą, a muszę się na kimś wyżyć.
Zacząłem uciekać, bałem się, że to jakiś psychol. Po paru minutach znalazłem się w parku, niedaleko mojego domu. Cały zdyszany kucnąłem, mając nadzieję, że go zgubiłem.
Tak bardzo chciało mi się pić, myślałem, że zaraz umrę, dlatego też wstałem. Odwróciłem się, a tu ON! Gdy wyciągał do mnie dłoń, błagałem o litość, zasłaniając się przy tym rękoma.
- Baegchi, masz...- na szczęście to była, tylko woda...
" Jest jak pokarm, który każdy z nas spożywa "
Parę dni później, znów spotkałem się z JongHyunem. Miałem nadzieję, że pójdziemy coś zjeść.
Przez ostatnie dni, miałem ciężko w pracy i mało jadłem. Tego dnia chciałem się porządnie najeść.
Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego...
Hyung, kazał mi być jego towarzyszem, podczas porannego biegu. Nie miałem innego wyjścia, jak zgodzić się.
Biegaliśmy przez dobre 3 godziny, miałem już dość, umierałem z głodu.
Hyung, miał zaplanowane jeszcze dobre 2 godziny, biegu po parku...
Przykucnąłem przy drzewie, skulając się przy tym z bólu.
- Hyung, ja naprawdę już nie mogę... Boli!
- Oh, co jest? Brzuch cię boli? - Jong podbiegł do mnie i wziął na swoje ramiona. Czułem się wtedy świetnie, był moim bohaterem.
Po ciężkim biegu, zjedliśmy ogromny posiłek, za który zapłacił mój kochany Hyung...
- Oppa... Miało być ciekawe...
- Szzz....!
" Jest słońcem, które rozświetla każde ranki "
To był pierwszy raz, kiedy ja i Hyung nocowaliśmy u siebie. To nie zapomniany wieczór...
Rok 2013, 24 listopada
To był chłodny, jesienny dzień. Tego dnia wstałem bardzo wcześnie, ponieważ byłem umówiony z Hyungiem na wspólne śniadanie. Trochę się ogarnąłem i wyszedłem. Na szczęście, Jonggi mieszkał niedaleko, więc nie musiałem się, jakoś szczególnie spieszyć. Hyung, przywitał mnie z uśmiechem na twarzy, co nie zdarzało się zbyt często. Weszliśmy do jadalni, Jong przygotował przepyszne śniadanie, w które włożył całe swoje serce. Po zjedzeniu poszliśmy do salonu, gdzie czekała już na nas gorąca herbata. Usiedliśmy na czarnej sofie. Rozmawialiśmy na różne tematy, pijąc przy tym herbatę. Zapadła nie zręczna cisza, wtem Hyung zadał mi pytanie.
- Key, byłeś kiedyś zakochany?
- Taaa... Ale nie chcę o tym rozmawiać..
- Pamiętaj mi możesz, powiedzieć wszystko...- wypowiedziawszy te słowa, Hyung chwycił mnie za dłoń, uśmiechając się przy tym ciepło. Szybkim ruchem oderwałem dłoń i odwróciłem wzrok.
Jonggi chichotał, przysuwając się przy tym do mnie. Myślałem, że zaraz oszaleje.
Spojrzałem na Hyunga gniewny wzrokiem i wstałem.
- To nie jest śmieszne! O co ci chodzi?
- Saranghaeyo...
Poczułem ciepło w środku, to było wspaniałe uczucie. Cieszyłem się, że pierwszy to powiedział.
Chciałem wyznać mu swoje uczucia, ale bałem się jego reakcji, że nie będzie czuł tego co ja.
Zbliżał się wieczór, a za oknem widać było, spadające płatki białego śniegu.
Hyung zaproponował mi nocowanie, oczywiście zgodziłem się.
Gdy nadeszła pora snu, obydwoje położyliśmy się w jednym łóżku. Było bardzo zimno, tak zimno, że cały się trząsłem. Gdy Jonggi to zauważył, wtulił mnie w swoje ciepłe ramiona. Od razu zrobiło mi się ciepło...
- A co potem?
- Eee, może nie będę zdradzał szczegółów,
- Ale ja chcę wiedzieć!
- Jesteś dzieckiem! Po za tym, nie wiesz moja droga, że "ciekawość to pierwszy stopień do piekła"?
- Pff, chyba chciałeś powiedzieć " do wiedzy "
- Aigoo, tak czy inaczej, wróćmy do opowiadania...
Obudziłem się wcześnie rano, było ciemno, a hyunga nie było w łóżku. Wstałem i poszedłem sprawdzić do kuchni, czy go tam nie ma. Siedział z filiżanką kawy, patrząc na wschodzące słońce.
- Chcesz się przyłączyć? - zapytał hyung. Jakże mógłbym odmówić? Usiadłem na jego kolanach i razem oglądaliśmy, piękny wschód słońca. Jonggi trzymał mnie za dłoń, masując przy tym ją lekko.
Uśmiechnąłem się do niego i czule pocałowałem...
" Jest rozumem, który mówi co dobre, a co złe "
Do tego wersu, nie mam żadnego opowiadania. Hyung po prostu zawsze mi doradzał, był nie tylko miłością mojego życia, ale także mentorem. Zawsze pragnąłem być taki jak hyung, choć daleko mi do niego, to wiem, że kiedyś będę taki jak on...
- Oppa, dlaczego mówisz o nim w czasie przeszłym? Czy coś się stało? Może gdzieś wyjechał? A może nie jesteście już razem?
- ... Ah, dowiesz się wszystkiego,
- Ale ja..
- Żadne " ale " ! Poczekamy, usłyszymy .
- Mówi się, "zobaczymy"...
- Co znowu, tam mamroczesz?
- Nothing oppa...
- Ej! Mi tylko, wolno mówić po angielskim! Naucz się innego języka i nim szpanuj...
- Jakiego? Może niemieckiego? francuskiego? Co!
- Dla mnie to, możesz nawet i polskiego.
- Hajiman babo....
- Aish! Dobra, wróćmy do mojego opowiadania...
" Jest wsparciem, w tych złych chwilach " , " Jest pomocą, w każdej potrzebie "
Te dwa wersy, są tymi o których chcę zapomnieć, ale nie potrafię...
Są tymi najważniejszymi, tymi najboleśniejszymi, najtragiczniejszymi...
Tego dnia był bardzo zimny wieczór, akurat wracałem od hyunga do domu. Poszedłem dłuższą drogą, chciałem przemyśleć parę spraw, związanych z naszym związkiem. Ostatnio nam się nie układało, Jonggi bez przerwy na mnie krzyczał, nie spaliśmy w jednym łóżku, nie spędzaliśmy ze sobą już tak dużo czasu. Mógłbym nawet rzec, że to koniec naszego związku. Parę godzin wcześniej, przyszedłem do hyunga, porozmawiać z nim o nas. Był w bardzo złym humorze, nie chciał ze mną rozmawiać, a nawet kazał mi wynosić się z jego domu, bardzo mnie to bolało, ale zostałem i próbowałem się z nim jakoś porozumieć.
- Hyung! Proszę wysłuchaj mnie, czy ty nie widzisz, że nas związek się rozpada? - Jonggi, siedział na kanapie, nawet na mnie nie patrzył, pewnie nawet nie słuchał.
- Mówię coś do ciebie! Spojrzał byś chociaż, co?! Jak dalej będziesz się zachowywać, to z nami koniec...
- Wynoś się...
- Wae! Nigdzie się stąd nie ruszam!
- Powiedziałem, albo się stąd wynosić, albo wyprowadzę cię własnoręcznie.
Uparcie siedziałem na kanapie, miałem nadzieję, że jednak ze mną porozmawia. Myliłem się.
Uderzył mnie w policzek i wyrzucił z domu...
Błądziłem samotnie po opuszczonej ulicy, która znajdowała się niedaleko domu hyunga.
Bardzo się na nim zawiodłem, ale wiedziałem, że musiał mieć powody do takiej złości. Ale jakie?
Zaczęło mocno padać, biegłem w stronę mojego domu, gdy nagle zaczepiła mnie grupka jakiś chłopców. Byli ubrani cali na czarno, umięśnieni, przeraziłem się.
- Przepraszam, czy pomóc w czymś?
- Ty jesteś Key?
- N-ne, ale czemu pan...
- To on, bierzcie go.
Dwójka z nim chwyciła mnie za ramiona i wrzuciła do auta. Musieli mi dać jakieś środki nasenne, obudziłem się, przywiązany do drzewa. Moje ubranie było pocięte nożem. Na brzuchu, nożem wycieli mi napis " MANGHAL NOM! " ... Płakałem, krzyczałem, a nawet błagałem.
Stali nade mną i się śmiali. Nie znałem ich, nie wiedziałem nawet jaki był temu powód, co ja im zrobiłem? Dlaczego...
Po paru godzinach, odwiązali mnie. Cieszyłem się, że w końcu dadzą mi spokój, nadaremnie.
Jeden z nich, chwycił mnie za kołnierz od bluzki i powiedział...
- Nauczysz się, że nie zabiera się cudzych miłości geju!
Wypowiedziawszy te słowa, uderzył mnie pięścią w twarz, a potem jeden po drugim uderzali mnie kijami, kopali, rzucali we mnie czym popadnie... Ostatnią rzeczą jaką pamiętam jest... Jest to, że pocieli mi całą nogę... Obudziłem się w czyimś łóżku, znałem to miejsce. Był to pokój hyunga, mój Jonggi na którego zawszę mogłem liczyć, nie zawiódł mnie.
- O! Key, Key! Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? - to było takie słodkie, miło było słyszeć te słowa, ta troska hyunga, którą tak kochałem. To był ten hyung, którego pokochałem.
- Ne... Ale strasznie mnie boli noga. Ale to nic, ważne jest to, że jesteś przy mnie. Cieszę się, że mi pomogłeś.
- Jakbym nie mógł! Jezu, nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałem! Co ty tam robiłeś! Czemu w tym parku... Czemu nie poszedłeś do domu! Gdybyś ty... To by, nic ci się nie stało!
- Mijane... Mijane, że musiałeś się martwić...
- Nie przepraszaj... To moja wina...
- Anijo, to nie twoja wina, nawet tak nie mów! To, że mnie wyrzuciłeś... To nie ma nic wspólnego, z tym zdarzeniem.
- To nie, ale ona tak...
- Co powiedziałeś?
- Nie nic, poczekaj idę zrobić ci herbaty.
Gdy hyung poszedł, zrobić herbatę ja wstałem i poszedłem do łazienki. Stanąłem przed lustrem, nie mogłem powstrzymać rzeki łez, która wypłynęła z moich oczów, po ujrzeniu swojej twarzy...
Co oni mi zrobili? Za co? Za co?... Powtarzałem sam do siebie.
Otarłem łzy i wróciłem do pokoju. Nagle olśniło mnie, musiałem poważnie porozmawiać z hyungiem. Jonggi wrócił, ze szklanką gorącej herbaty i usiadł obok mnie.
- H-hyung! Proszę cię, powiedz mi prawdę... Błagam, powiedz czy znasz tych zbirów? Czy oni mnie pobili, przez ciebie?
- C-co? O czym ty mówisz...- Hyung zachowywał się dziwnie, był strasznie spięty i zdenerwowany.
- Przestań hyung! Myślisz, że jestem aż taki głupi?!
- Ale o co ci chodzi? Chyba nie myślisz, że to ja ich nasłałem?!
- Skąd wiedziałeś, że byłem w parku?
- C-co?
- Odpowiedz! I jaka "ona", masz na myśli swoją byłą? A może to jej sprawka!?
- Aigoo, kiedy stałeś się taki spostrzegawczy? Dobrze powiem ci..
To była sprawka mojej byłej, nasłała na ciebie swojego brata i jego kolegów. Była zazdrosna o nas, ale też wściekła, że rzuciłem ją dla chłopaka...
- Co! Czemu mi nie powiedziałeś?! Nie ostrzegłeś!
- Chciałem, ale nie wiedziałem jak... Mijane, ostatnimi czasy, byłem zły, ale dlatego, że bałem się o ciebie. Wiedziałem, że jak będziesz przychodzić to oni...
- Nie mogłeś mi po prostu powiedzieć?! Tylko wyżywać się na mnie, przez cały ten czas!?
- Mijane...
- Mam gdzieś twoje słowa! Teraz wytłumacz mi skąd wiedziałeś, że byłem w parku!
- Widziałem cię... Widziałem wszystko, jak cię zabierali, widziałem jak w lesie cię torturowali, rozumiesz? WSZYSTKO!
- Ty gnoju! Nie pomogłeś mi, a widziałeś i wiedziałeś o wszystkim!? ...
- Bałem się, bałem się, że pobiją mnie, a ciebie zabiją...
- Byłem bliski śmierci, a ty mi tu jakieś smuty walisz?! Nienawidzę cię! Słyszysz? To koniec! A ona i oni zapłacą mi za to! ...
Minął tydzień, całymi dniami płakałem, tęskniłem, żałowałem... Dostawałem od niego, pełno smsów, na które nawet nie odpowiedziałem, nie mówiąc już, że nie obierałem telefonu...
Postanowiłem pójść do niego i porozmawiać z nim, wybaczyć mu. Gdy dotarłem na miejsce drzwi były otwarte. Wszedłem do środka, pustka. Nie było ani mebli, ani nic. Wyprowadził się? Chciałem położyć się na podłodze i drzeć jak małe dziecko, które zostało samo...
Poszedłem do kuchni, na lodówce wisiała kartka, a na stole jakieś pudełko. Wziąłem ją i pudełko do ręki. To co przeczytałem... Hyung, postanowił sam rozprawić się ze zbirami, w pudełku były nasze wspólne zdjęcia, i pierścionek.
Nagle do kuchni weszła policja. Zacząłem krzyczeć, poczułem mocne kłucie w sercu.
Upadłem na kolana, jeden z policjantów pomógł mi usiąść i podał szklankę wody.
- Ty jesteś Kim Ki Bum?
- Ne... Gdzie jest hyung? Co się stało?
- Przykro nam, ale on... NIE ŻYJE...
Mijały miesiące, a ja nie mogłem pogodzić się z jego śmiercią. Co wieczór opłakiwałem jego zdjęcia.
Umarł, a ja mu nawet nie zdążyłem wybaczyć... Umarł z myślą, że go nie kocham, że go nienawidzę... Policja dała mi pudełko, które znalazła przy Jonggim, było dla mnie. Hyung umarł, ale nie nadaremnie, oni umarli wraz z nim. Policja mówi, że przeżył by, gdy by nie to, że tak późno go znaleźli. Jeden ze zbirów uderzył go nożem, a on wykrwawił się do śmierci.
W pudełku, było pożegnalnie nagranie, to był dzień przed jego śmiercią...
- Key jeśli to oglądasz, to znaczy, że ja już nie żyje. Naprawdę cierpię, nie dlatego, że jesteś na mnie zły, ale dlatego, że to przeze mnie wszystko się stało. Zabiję ich, zabiję ! Obiecuję ci to...
Proszę cię, wybacz mi, wybacz... Mijane, za moje zachowanie, mijane za to, że cię zostawiłem, za wszystko. Odżywiaj się dobrze, ciesz się życiem, żyj dobrze i znajdź sobie kogoś, kogo pokochasz, tak jak kochałeś mnie. I proszę nie zadręczaj się myślami, że to twoja wina. Zrobiłem to z własnej woli, dla miłości mojego życia. Key Saranghaeyo...
- Oppa... Nie płacz proszę...
- Kochałem go... A ten idiota mnie zostawił, by mnie chronić. Żałuje, że to nie ja wtedy umarłem...
- Oppa! Przestań...
- Yuna, czy ty płaczesz?
- Przestań tak mówić! Oppa cię kochał, zrobił to dla ciebie...
- Heh, no chodź to mnie. - Key wtula mocno, w swoje ramiona Yunę i ociera jej łzy.
- Oppa, ja nie wiedziałam... Nie wiedziałam, że on umarł...
- Nic nie szkodzi,
- Mogłabym zobaczyć jego zdjęcie?
- Oczywiście, proszę to jestem ja i hyung.
- Słodko razem wyglądaliście.
- Wiem, mój kochany głupek, ahh... Dobrze, opowiadam dalej, zostało nam jeszcze parę wersów.
" Jest szczęście, którego pragniemy "
Po śmierci hyunga, czułem się bardzo samotny, już nie byłem tym dawnym Key'em.
Nie uśmiechałem się, nie czułem złości, smutku... Byłem apatycznym człowiekiem.
Wiedziałem, że już w życiu nie zaznam miłości, że moje życie nigdy nie będzie, takie jakie było.
Całymi dniami siedziałem w domu, słuchałem ponurej muzyki, nie miałem na nic ochoty. Jeszcze chwila, a popadłbym w depresję.
Było już po 24:00, tak jak co dzień, oglądałem nasze wspólne zdjęcia. Wspominając te wspaniałe chwile, które nigdy nie wrócą.
Gdy wziąłem do dłoni to zdjęcie, to zacząłem nieopanowanie płakać. W jeden chwili z apatycznego chłopca, zmieniłem się w płaczące dziecko.
Nagle poczułem rękę na ramieniu. Spojrzałem za siebie. Nie mogłem uwierzyć oczom, to był on.
Mój hyung, którego tak bardzo wtedy potrzebowałem, stał i uśmiechał się ciepło.
- Hyung, czy ty naprawdę...
- Tak, naprawdę.
Otarłem łzy i spojrzałem na niego. Miałem ochotę się na niego rzucić, jednakże wiedziałem, że go tak naprawdę niema.
- Key, posłuchaj mnie, ile jeszcze zamierzasz płakać? Nie widzisz co się z tobą stało?
Widząc cię takiego, czuję się winny. Nie mogę nawet odejść w spokoju, wiesz? Proszę cię, zacznij żyć od nowa. Minął rok, od mojej śmierci, a ty wciąż to przeżywasz? Ogarnij się i daj mi odejść.
- Mi-mijane...
- Nie przepraszaj mnie. Ahh, " apatyczny chłopak " pamiętasz? Nasze pierwsze spotkanie, to ty mnie tak nazwałeś. Chcesz być takim człowiekiem? Chcesz bym cierpiał?
- Anijo... Mijane, obiecuję, że się zmienię!
- Nie obiecaj,tylko taki bądź. Nie dla mnie, nie dla kogoś, ale dla siebie.
- Ne.
- Cieszę się, że cie widzę, tak bardzo chcę z tobą zostać, ale jak widać zrozumiałeś wszystko i teraz mogę odejść. Pamiętaj jestem i będę, zawsze przy tobie. Saranghaeyo...
Hyung, był właśnie tym szczęściem, którego pragnąłem. Wtedy widziałem go ostatni raz, ale zmieniłem się, znalazłem sobie pracę, przeprowadziłem się w inne miejsce. Zapomniałem o przeszłości i żyłem przyszłością...
- Oppa, czyli ty widziałeś du-ducha?!
- Haha, ne, ne. Ale to był dobry duch, to był duch, którego pragnąłem zobaczyć.
- Jesteś dziwny! Aish, aż mnie ciarki przeszły...
- Haha, dobrze, dobrze po woli kończymy nasze opowiadanie.
- Jak to nasze?
- To nie wiesz? Hyung jest cały czas z nami...
- Aaa! Przestań oppa! Wiesz, że się boje...
- No wiem. Hahaha,
- Baegchi...
" Jest przygodą, która się nie kończy "
Ah, właściwie ten wers, także nie ma historii. Tak naprawdę, hyung był moją przygodą.
Była piękna, wspaniała, nie trwała zbyt długo, ale się nie skończyła i nie skończy nigdy.
" Jest domem, do którego wracamy " , " Jest kwiatem, co rozkwita co roku "
To był dzień pogrzebu, nie pojawiłem się na nim. Nie byłem w stanie.
Nie chciałem spotkać jego rodziny, znajomych, chciałem sam się z nim pożegnać.
Gdy skończył się pogrzeb i wszyscy się rozeszli, wtedy przyszedłem. Uklęknąłem nad jego grobem, spojrzałem na jego zdjęcie. Łzy same leciały.
- Hyung, dobrze ci tam? Pamiętaj, masz na mnie czekać! Pamiętaj, ze tylko mnie kochasz, a ja kocham tylko ciebie...
Jonggi... Mijane, mijane... Dlaczego odszedłeś? Czemu to zrobiłeś? Jesteś idiotą, wiesz?
Aish, co ja bez ciebie zrobię...
Płakałem nad jego grobem godzinami, gdy w końcu nadeszła noc. Podarowałem mu kwiatki.
- Hyung, nasza miłość, jest jak ten kwiat, który będzie rozkwitać co roku. Każde roku, będę jeszcze bardziej cię kochać, jeszcze bardziej i bardziej, bardziej.
Jonggi, ty jesteś moim domem, będę do ciebie wracać... Saranghaeyo...
- I to by było na tyle. I jak podobało się?
- Ne. Ale oppa zapomniałeś o ostatnim wersie! " Jest naszą drugą połową "
- On, nie ma historii, Jonggi po prostu jest moją druga połową.
- " jest"? Przecież on nie...
- Annyeonghaseyo.
- T-to! Aaaaaaa! Duch! Duch! Oppa to on! To Duch twojego Hyunga!
- O kurde...
- Duch? Jakiego duch? Przecież ja żyje.
- Oppa! Powiedz mu, żeby poszedł! Niech wraca, tam skąd przyszedł.
- Mam wrócić do sklepu? Ale po co? Key, o co tu chodzi?
- Hahaha, wiesz to zabawne...
- Zabawne!? Ona się cala trzęsie! - Jonghyun podchodzi do Yuny i ja przytula.
- W porządku?
- Aaa! Duch mnie dotyka! Aaa!.... Zaraz, zaraz przecież duchy nie... Oppa!!! - Key, próbuje uciec po cichu uciec, jednakże zostaje przyłapany.
- Okłamałeś mnie!
- Okey, okey, kłamałem Hyung żyje, wszystko zmyśliłem. Chciałem, by opowiadanie było ciekawe...
- Ja ci zaraz pokaże, co będzie ciekawe! Jak cię walnę w tę głupią gębę!
- Key... znowu? Czy ty każdemu, musisz opowiadać te bzdury?
- Mijane...
- Aish baegchi,
- Ale widok jak płaczesz hahaha ...
- Aish! Poczekaj, aż cię złapie! Wydrapie ci ten uśmieszek z tej głupiej twarzy!
- Hyung! Help me ! Help me!
- Oh, I'm sorry... I can't hahaha
- Ej! Angielski jest mój!
- I'll kill you!!!
-----------------------------------------------
Jeśli się podobało [ albo nie xd ] zostaw po sobie komentarz ;)


