...
Cookie
25.04.2015
" Believe in yourself and do not get yourself killed" *2*
Była godzina 12:00, a ja dopiero co wstałam. Spojrzałam na budzik, w pośpiechu wstałam i pościeliłam łóżko, na którym spałam. Następnie poszłam przemyć twarz i się jakoś ogarnąć. Zajęło mi to około 15 minut. Zeszłam na dół do kuchni, w której czekał już na mnie ahjussi.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
- Wstałaś już? - zapytał. Spojrzałam na niego, uśmiechając się głupio przy tym.
- Ne. - odpowiedziałam krótko i siadłam przy stole. Zjadłam śniadanie, podziękowałam i wróciłam do pokoju. Gdy już tam byłam przebrałam się.
Nagle pan Park zawołał mnie, więc szybko zbiegłam do niego.
- Ne? Ahjussi, stało się coś? - spytałam z przerażeniem, ale o dziwo jego twarz była spokojna. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Hm? Czemu masz taką przerażoną minę? Haha, nic się nie stało. Chciałem po prostu porozmawiać.- odpowiedział, uspokoiłam się, naprawdę się bałam, że mu się coś stało. Był on moją jedyną rodziną, więc nie chciałam go stracić.
- Uff, - wzdychnęłam z ulgą, usiadłam przy nim na kanapie.
- Więc o czym chciałeś pogadać? - spytałam. Twarz ahjussiego była podejrzana, czyżby miał coś do ukrycia?
- Hm, jak wiesz Jasal Ji Rin, już długo się nie pokazuję, zaczyna mnie to martwić. To znaczy dobrze że jej nie ma, ale po prostu mam złe przeczucia. - naprawdę podziwiam jego opanowanie.
- Rozumiem twój nie pokój, ale skoro jej nie ma to czym się martwić? - spytałam chichocząc pod nosem.
- Baegchi! Nie śmiej się! To bardzo poważna sprawa. - nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem. Jego wyraz twarzy był tak brzydki, że nie dało się śmiać.
- I z czego ty się śmiejesz? Aish... Naprawdę nie wiem co mam z tobą zrobić. Zachowujesz się jak małe dziecko! Jesteś już dorosła, więc się zachowuj jak przystało na twój wiek! - wyraz twarzy pana Parka z poważniał, przeraziło mnie to trochu, ahjussi był człowiekiem rozważnym, inteligentnym, zawsze poważnym, ale w tamtej chwili wydawało mi się że naprawdę go coś nie pokoi. Nie pozostawało mi nic innego jak zapytać go.
- Ahjussi, powiedz mi co cię tak dręczy? Stało się coś? - spuścił głowę w dół, nie mówiąc nic złapał się za klatkę piersiową i wyszedł z salonu. A może jest chory? Nie wiedziałam o co może mu chodzić, może ktoś złamał mu serce? Aish, ten ahjussi nigdy nic mi nie mówi. Tak jak oppa...
Obiecałam sobie że będę chronić pana Parka, i nie pozwolę by stała mu się krzywda. Nie chciałam go stracić... Postanowiłam więc dowiedzieć się nieco więcej. Dosłownie mówiąc, śledziłam go.
Wyszedł jakiś czas po naszej rozmowie. Ubrałam więc moje balerinki, czarną skórzaną kurtkę i wyszłam. Na moje nie szczęście pojechał gdzieś autem, wzięłam więc rower i pojechałam za nim.
Pedałowałam co sił w nogach by go nie zgubić. Zatrzymał się nie daleko naszego domu.
Wszedł do nie wielkiego budynku. Nie weszłam za nim, bo wiedziałam że mógłby się skapnąć co i jak . Nie musiałam długo na niego czekać, ponieważ już po 15 minutach wyszedł. Ale nie był sam, był z nim jakiś mężczyzna, chyba w jego wieku. Stali chwilę, podali sobie dłonie i rozeszli się.
Ahjussi miał jakiś niewyraźny wyraz twarzy, aish dziwne...
Postanowiłam wejść do środka, i zapytać się tego mężczyzny, może on coś będzie wiedział. Stanęłam przed drzwiami na których widniał napis "Gabinet kardiologiczny" Co? Ale po co ahjussi... Pan Park coś przede mną ukrywał, a teraz to na pewno muszę się dowiedzieć co i jak. W czekalni, siedziało parę osób. Usiadłam obok starszej pani, która czytała jakąś książkę. Strasznie się nudziłam, siedziałam tam zaledwie 15 minut, a było to jak wieczność. Zrezygnowana poszłam w stronę wyjścia. Włożyłam słuchawki do uszów i włączyłam muzykę. Zderzając się z tajemniczą osobą upadłam. Chwyciłam się za głowę i cicho jęknęłam. Spojrzałam przed siebie. Obok mnie leżał jakiś chłopak, który również trzymał się za głowę i mruczał coś pod nosem.
- Aish, patrz jak idziesz! Baegchi!- nagle krzyknął, spojrzał z pogardą. Wkurzyło mnie to, przecież to przez niego!
- "baegchi" ? Ja ci dam idiotkę! Trza było uważać! - podniósł głowę ku mojej twarzy, zarumienił się i odwrócił wzrok. Wstał i podał mi rękę, jako iż jestem osobą, która ma swoją godność, odtrąciłam ją i sama wstałam.
- Mijan-hamnida...- nagle usłyszałam te słowa, które wydobyły się z jego ust.
- Hm? Ah... Nie to ja przepraszam, mogłam patrzeć jak idę - słysząc moje słowa zarumienił się i zachichotał. Zrobił to bardzo uroczo, uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Nazywam się Do Kyungsoo, ale możesz mówić po prostu Kyung Miło poznać - powiedział podając dłoń, ahh jaki kochany.
- Mi również, Park Ji Na, ale mów do mnie Ji Na. - chciałam mu podać dłoń, lecz mocny ból głowy mi przeszkodził. Chwyciłam się więc szybko za nią i wyszłam na zewnątrz pozostawiając Kyunga samego. Na szczęście wzięłam ze sobą leki, więc je zażyłam. Po chwili ból ustąpił, ale wiedziałam że nie na długo. Byłam pewna, że Jasal nie długo się pojawi. Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
- Nic ci nie jest? - spytał Kyung. Odwróciłam się do niego i spojrzałam prosto w oczy, piękne oczy.
- Nie nic, przepraszam. - odpowiedziałam.
- Może podwieźć cię do domu? - spytał wskazując na jakieś czarne auto, prawdopodobnie jego.
- Nie, nie trzeba, pójdę sama. - odwróciłam się i zostawiając go samego, wróciłam do domu.
Była godzina 16:00, byłam strasznie zmęczona, więc położyłam się spać.
Obudziłam się następnego dnia w jakimś dziwnym pomieszczeniu, przerażona wstałam i podbiegłam do uchylonych drzwi, na zewnątrz siedział jakiś chłopak. Podeszłam więc do niego i spytałam.
- Przepraszam, czy mógłby mi pan pow...- zamurowało mnie, ujrzałam twarz Kyungsoo.
- Co ty tu robisz? Gdzie ja jestem? - spojrzał na mnie, wstał i powiedział.
- Chodź ze mną, odpowiem na każde twoje pytanie. - Po paru minutach znaleźliśmy się w jego domu.
Był dość duży, meble pasujące do koloru ścian, dobry gust jak na mężczyznę.
Usiedliśmy na czarnej kanapie. Rozmawialiśmy popijając zieloną herbatę, którą zrobiła jego służąca.
Dowiedziałam się o nim bardzo dużo, wiem że mieszka sam, ma 20 lat, nie ma rodziców, ani nikogo bliskiego. Jego rodzice zmarli jak miał 10 lat. Opiekowała się nim jego ciotka, która nie dawno zmarła. Nie ma nikogo, tak jak ja...
Gdy skończyliśmy pić, spytałam go o wczorajsze wydarzenie.
- Kyung powiedz mi, co się wczoraj wydarzyło? - odkładając herbatę, chwytając się za kolana i lekko się kołysząc przy tym opowiedział mi wczorajsze wydarzenie.
Wczorajszego dnia pojawiła się Jasal, był świadkiem jej czynów. Chciała zabić ahjussiego...
Na szczęście był przy nim Kyung, aish co bym zrobiła gdyby nie on?
- Dziękuje ci, dziękuje że uratowałeś pana Parka, - na moje ukłony parsknął śmiechem,
- Haha, nie musisz dziękować. - odpowiedział czochrając mi włosy.
- Baegchi! - krzyknęłam odtrącając jego dłoń z mojej głowy.
- Aish, ale powiedz mi, skąd ty wiesz o mojej...- nie spodziewanie przerwał mi Ahjussi.
- Wie, ponieważ mu powiedziałem. - byłam tak bardzo zła, że miałam ochotę zabić Parka.
- Czemu mu to powiedziałeś! To jest sekret! - Ahjussi, podszedł do mnie i głaskając po głowie powiedział.
- Nie musisz się niczym martwić, jest taki jak ty. - spojrzałam na Kyungsoo, gdy on nagle powiedział.
- Ja też choruję na zaburzenie dysocjacyjne osobowości. - zaniemówiłam.
- What the hell! ...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam was w kolejnej części :D , mam nadzieję że wam się podobała ^^
Proszę o zostawienie po sobie śladu w postaci komentarza ;) * jeśli nie masz konta zrób to anonimowo*
Bardzo proszę o komentowanie, bo szczerze mówiąc nie wiem nawet ile mam czytelników ;)
Gomawo ~
Autor: Cookie
16.04.2015
" Believe in yourself and do not get yourself killed" *1*
Bohaterowie :
Park Ji Na
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
~ Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj.
Ja i mój oppa siedzieliśmy razem na łące tak pięknej, że brak słów by ją opisać.
Pamiętam, że był to słoneczny i ciepły dzień. Siedziałam wtulona w jego twarde, umięśnione ramiona. To cudowne uczucie, które krążyło w okół nas.
Gdy poprosiłam go, aby zaśpiewał dla mnie, on zrobił to. Zawszę lubił dla mnie śpiewać.
Muszę przyznać, że jak na 14 lat to miał chłopak talent, tak, tak. Przypomniała mi się jedna z jego piosenek, a brzmiała chyba tak ;
~ Not a friend
I want to be a man to you
Not just any person
The one person who will protect you
Not a friend
Starting from the first moment that I saw you
I’m not just saying this
Lady! I only have you
Park Ji Na
Do Kyungsoo
Park Chanyeol
~ Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj.
Ja i mój oppa siedzieliśmy razem na łące tak pięknej, że brak słów by ją opisać.
Pamiętam, że był to słoneczny i ciepły dzień. Siedziałam wtulona w jego twarde, umięśnione ramiona. To cudowne uczucie, które krążyło w okół nas.
Gdy poprosiłam go, aby zaśpiewał dla mnie, on zrobił to. Zawszę lubił dla mnie śpiewać.
Muszę przyznać, że jak na 14 lat to miał chłopak talent, tak, tak. Przypomniała mi się jedna z jego piosenek, a brzmiała chyba tak ;
~ Not a friend
I want to be a man to you
Not just any person
The one person who will protect you
Not a friend
Starting from the first moment that I saw you
I’m not just saying this
Lady! I only have you
Ale oczywiście jest to tylko jej malutka cząstka. Zawszę dla mnie ją śpiewał, a ja płakałam przy niej jak małe dziecko. Do tej pory nie wiem czemu, może dlatego że śpiewał ją dla mnie? Może że śpiewał ją z serca? A może bo sam tekst jest piękny? Zresztą to nie ważne.
Jak już mówiłam, to były najmilsze wspomnienia z mojego dzieciństwa, ale nie obyło się też bez tych przykrych, bez tych co zmieniły całe moje życie...Na gorsze.
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Jak koszmar z którego nie możesz, się wybudzić.
Miałam wtedy lat 14. Ja i mój oppa imieniem Park Chanyeol poszliśmy do opuszczonego parku w sobotni wieczór, tak jak zawsze. Oppa powiedział, że idzie kupić nam coś do picia, a ja zostałam całkiem sama i na niego czekałam.
Bardzo długo go nie było, zaczęłam się martwić. Nie zastanawiając się, ani chwili dłużej poszłam go szukać. W sklepie nie daleko parku go nie było. To gdzie on poszedł?
Zapytałam się sprzedawcy czy widział Chanyeola. Pan Cha bardzo dobrze znał mnie i Chana, nie tylko byliśmy jego stałymi klientami, ale też przyjaciółmi. Tak, tak wiem że to głupio brzmi, ale tak było. No, ale wracając do Chanyeola, gdy się go spytałam, odpowiedział że nie widział go, że nawet nie było go w sklepie. W tamtej chwili naprawdę zaczęłam się, martwić.
Postanowiłam więc, wrócić do parku, łudziłam się, że go tam zastanę. Jednak to co tam ujrzałam...
Stanęłam przed wielkim dębem, na którym widniał napis, napisany krwią;
~ DO NOT LET THE KILL 죽음 *śmierć* ~
Stałam jak słup, nie ruszając się, nie oddychając. Straciłam panowanie nad własnymi kończynami, upadłam na brudną ziemie i zaczęłam krzyczeć na cały park. W pewnej chwili głowa strasznie zaczęła mnie boleć, a w moim umyśle były tylko myśli samobójcze. Czułam się jakbym była w stanie hipnozy, jakbym umarła. Straciłam całkowite panowanie nad moim całym ciałem.
Poczułam woń krwi, i w tym momencie ukazał mi się Chan.
Stał nade mną i zaczął mówić ;
Stał nade mną i zaczął mówić ;
To twoja wina
To twoja wina
Spojrzałam na niego, oczy miałam czerwone we łzach. Widziałam że on także płakał.
W końcu kucnął nade mną i powiedział ;
SAVE ME ...
Zaczęłam wtedy głośno, ale to bardzo głośno krzyczeć. I wtedy się ocknęłam.
Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie, koło drzewa stał Park. Jego wzrok był skierowany w dół.
Wstałam szybko, otrzepałam się z piasku i podeszłam do niego.
Patrzyłam na niego przez kilka minut, mając nadzieję, że na mnie spojrzy. Nie zrobił tego, zaniepokoiło mnie to strasznie, więc go szturchnęłam w ramie i powiedziałam.
- Oppa? Oppa czy coś się stało? - nic nie odpowiedział, tylko stał jak to głupie drzewo.
Otarłam łzy o rękaw i chwyciłam go za dłoń. Zero reakcji z jego strony aigoo...
- Chanie! Otrząśnij się! Powiedz co się stało! Co to za krew na drzewu! - wciąż nic. Poczułam mocne kłucie w klatce piersiowej. Chwyciłam się za nią i jęknęłam głośno.
Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie, koło drzewa stał Park. Jego wzrok był skierowany w dół.
Wstałam szybko, otrzepałam się z piasku i podeszłam do niego.
Patrzyłam na niego przez kilka minut, mając nadzieję, że na mnie spojrzy. Nie zrobił tego, zaniepokoiło mnie to strasznie, więc go szturchnęłam w ramie i powiedziałam.
- Oppa? Oppa czy coś się stało? - nic nie odpowiedział, tylko stał jak to głupie drzewo.
Otarłam łzy o rękaw i chwyciłam go za dłoń. Zero reakcji z jego strony aigoo...
- Chanie! Otrząśnij się! Powiedz co się stało! Co to za krew na drzewu! - wciąż nic. Poczułam mocne kłucie w klatce piersiowej. Chwyciłam się za nią i jęknęłam głośno.
- Oppa! Odpowiedz mi co do cholery się tu dzieje! - wrzasnęłam na niego przy czym upadłam na ziemię. Zwijając się z bólu powtarzałam - Oppa, Jug-eum *śmierć* - Robiłam tak dopóki, on nie zareagował.
Spojrzał na mnie wielkimi oczami i kucnął.
- Ji Na! Ji Na, co się stało? Nic ci nie jest? - pytał i pytał wciąż opiekuńczo. A w jego oczach było przejęcie, takie jak zawsze. Widząc go tak przejętego uspokoiłam się, przynajmniej byłam pewna, że nic mu nie jest. Ale ból w klatce nie odstępował. Spojrzałam raz jeszcze na Chanyeola i po chwili zapadła ciemność. Ta sama co chwilę temu. Byłam bardzo przerażona, znów ujrzałam postać.
Jednakże to nie był on lecz ja. Stałam z złowrogi uśmieszkiem na twarzy z nożem w ręku.
Powolnym ruchem przycinałam skórę na ręce. To był obrzydliwy widok, pełno krwi spływało z moim kończyn. Postać spojrzała na mnie i zaczęła się głupawo śmiąc.
Ruszyła do mnie. Powolnym krokiem zbliżała się ku mnie. Byłam koszmarnie przerażona, bardzo chciałam się obudzić, ale nie mogłam. To było jak życie w śnie. To wszystko było tak realne jak drugi świat. Stanęła nade mną. Przeszły mnie ciarki po moim ciele, gdy ta kucnęła obok mnie.
Przyłożyła mi nóż do ręki, i zaczęła robić to samo co se swoją. Czułam potworny ból, chciałam ode niej uciec, ale nie było to możliwe. Nie mogłam ruszyć nawet palcem, a ta wciąż to robiła.
Gdy już skończyła powiedziała;
- Die... This is the end for you...- Krzyknęłam bardzo głośna, a ta zaczęła się śmiać.
Odważyłam się zapytać, zapytać kim ona jest.
- K-kim jesteś? - tak jak sądziłam, nie odpowiedziała. Spytałam więc ponownie.
- Kim do cholery jesteś!? - jej wzrok wylądował ponownie na mnie. Ze złowrogim spojrzeniem odpowiedziała.
- Nie wiesz? Jestem tobą. - zamurowało mnie. Jak ktoś taki mógłby być mną? Przecież...przecież ja taka nie jestem!
- To nie możliwe! Kłamiesz! - odpowiedziałam.
- To twoja opinia, ale prawda jest taka, że jestem tobą i nic z tym nie zrobisz. Przykro mi.- myślałam że zaraz zwariuję, jak to mogłabym być ja? Dobrze przyznaje wyglądała jak ja, ale charakter miała zupełnie inny. Może to był tylko zły koszmar? Tak właśnie myślałam. Jednakże się myliłam.
- Nie moja droga to nie jest sen. - skąd ona znała moje myśli? Nie byłam już pewna.
Krew z mojej dłoni wciąż się lała. Chwyciła mnie za nią i powiedziała.
- Jestem tobą, twoją drugą połową. To ty mnie stworzyłaś. - zrobiłam wielkie oczy z nie dowierzaniem.
- C-co? Nie rozumiem...- powiedziałam nie pewnie.
- Bo jesteś głupia. Powiem to tylko raz, więc słuchaj uważnie. - ze skupienie słuchałam co miała do powiedzenia. Jednak to co usłyszałam...
- Nie wiem jak mam ci to wytłumaczyć byś zrozumiała, więc powiem tak. Każdy człowiek ma w sobie część dobra i część zła. Ja jestem tą złą częścią. Moim zadaniem jest cię zabić, i osób na których ci zależy. - Wstając dodała.
- Jestem samobójcą więc się strzeż. Od tej pory twoje życie będzie zupełnie inne.
I ostrzegam cię lepiej niech nikt się do ciebie nie zbliża, bo jeśli to zrobi... To będzie jego koniec.- to były ostatnie słowa jakie od niej usłyszałam.
Obudziły mnie promienie słońca o poranku. Leżałam w swoim łóżku, na krześle obok czuwał nade mną Chanyeol. Uśmiechnęłam się ciepło, widząc go wyczerpanego i zmęczonego. Tak słodko wtedy wyglądał. Moje szczęście zakłóciło przypomnienie koszmaru. Przeleciałam oczami cały pokój, spojrzałam na swoje ręce i z ulgą wzdychnęłam. To był tylko sen. Jednak słowa które usłyszałam od tamtej postaci zaniepokoiły mnie.
~ Ostrzegam cię lepiej niech nikt się do ciebie nie zbliża, bo jeśli to zrobi... To będzie jego koniec ~
Co to mogło znaczyć? Anjio, to był tylko sen. Pomyślałam. Moją burzę myśli przerwał głos zaspanego Chanyeola.
- Wstałaś już? Jak się czujesz.- spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Ne, a ty jak się czujesz oppa? W porządku?- zachichotał i chwycił mą dłoń.
- To nie ja zemdlałem tylko ty, baegchi...- odpowiedział i zaczął czochrać mi włosy. Aish, nienawidziłam tego, a on dobrze o tym wiedział.
Chciałam się go zapytać o wczorajsze wydarzenie, ale nie wiedziałam jak to zrobić, wiedziałam że jeśli to co poważnego to i tak mi tego nie powie.
- Oppa może pójdziemy coś zjeść? Jestem strasznie głodna.- spytałam. Channie się zgodził.
Ubrałam się więc, i zeszłam na dół. Moja mama była zaskoczona i szczęśliwa, że nic mi nie jest.
Spytałam sie czy mogę wyjść z Chanyeolem. Nie chętnie się zgodziła, ale jak mogła mi odmówić?
Po paru minutach już byliśmy na miejscu.
Za młodych czasów mieszkałam w Japonii, ponieważ musieliśmy się przenieść, przez pracę ojca.
Miałam tylko Chanyeola. Choć mieszkałam tam dobre cztery lata to i tak wciąż z nikim się nie za kumplowałam. Jedyną osobą był właśnie on. Lecz nie tylko był moim przyjaciele, ale też pierwszą miłością, chciałam żeby był ostatnią...
Chanyeol też mieszkał w Korei, ale przez pewne wydarzenie musiał się tutaj przenieść.
Nigdy nie dowiedziałam się co się właściwie wydarzyło.
Zamówiłam sobie dwie gałki lodów waniliowych, oppa jak zawsze wziął sobie trzy gałki czekoladowych. Pamiętam, że zawsze jak się go pytałam czemu nie kupi mi trzech to on zawsze odpowiadał.
- Nie kupie ci trzech, bo będziesz gruba. Dwie to i tak za dużo. - zawsze mnie to denerwowało.
- A co cię to obchodzi, jak będę wyglądać!?- moja odpowiedź brzmiała właśnie tak. Channie chichotał jak widział mnie taką naburmuszoną, ale muszę przyznać że miał racje.
- A właśnie że obchodzi, nie chcę żeby moja dziewczyna wyglądała jak balon. Haha.- gdy usłyszałam te słowa zrobiłam się czerwona jak burak. To takie zawstydzające choć przyznam, że podobało mi się, jak to mówił.
Gdy zjedliśmy lody poszliśmy nad jeziorko. Znajdowało się ono niedaleko opuszczonego parku.
Usiedliśmy na kawałku pnia i wpatrywaliśmy się w nie. Zrobiło się nie zręcznie cicho, więc wzięłam się na odwagę i zapytałam.
- Oppa, co się wczoraj wydarzyło? - Chanyeol spojrzał na mnie.
- Wcz-wczoraj?Nic... A co miało się stać? - odpowiedział niezręcznie.
- Oppa przestań kłamać! I powiedz mi prawdę. - Channie, wstał i pociągnął mnie do siebie.
Ściskał bardzo moją dłoń, strasznie mnie to bolało.
- Oppa, to boli. Puść!- wyrwałam dłoń z jego ręki. Chanyeol zachowywał się dziwnie. Coś go gryzło i byłam już pewna, że coś musiało się stać.
Położyłam rękę na jego ramieniu i gdy chciałam go raz jeszcze spytać, poczułam ból w głowie, a jednocześnie usłyszałam głośny dźwięk, jakby ktoś we mnie czymś uderzył. Nie myliłam się.
Ostatnie co usłyszałam za nim straciłam przytomność były krzyki mojego oppy.
Ciemność... znowu to samo... Ta sama postać co przedtem... czemu?
Stała z nożem w ręku i podeszła do mnie. Tym razem mogłam sie poruszać, więc z każdym jej krokiem, ja robiłam krok w tył. W końcu się zatrzymała i parsknęła śmiechem.
- Aigoo, myślałam że trochę dłużej wytrzymasz... No cóż widać na mnie już pora...-
Co to miało znaczyć? Nie zdążyłam się nawet zapytać. Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Bodajże była to piwnica. Byłam tam sama. Nie było mojego oppy, ale co ja tam robiłam? Ogarnął mną strach.
Kucnęłam, chwyciłam się za kolana i zaczęłam płakać. Bałam się, ale nie o siebie, a o Chanyeola.
Po chwili zauważyłam światełko, zza otwartych drzwi.
Wstałam więc szybko i wybiegłam z tajemniczego miejsca. Szłam przez korytarz, nie był oświecony. Wszędzie ciemność, jak w moim koszmarze.
Doszłam do pomieszczania w którym była prowadzona konwersacja.
- Jesteś śmieszny, myślisz że przekupisz nas czymś takim? Masz wrócić! - krzyknął tajemniczy męski, gruby głos.
- A-ale proszę... Zrobię wszystko co chcecie, ale wrócić nie mogę. - odpowiedział chłopiec. Pewna byłam, że był to głos oppy.
- Nie ma mowy masz wrócić, albo ona zginie. - osłupiałam.
- Anijo! Dobrze, dobrze wrócę... Ale wypuście ją...- odpowiedział z smutkiem.
Gdy chciałam podejść ciut bliżej, aby lepiej słyszeć upadłam nam kolana. Po całym pokoju rozszedł się huk. Wszyscy obecni tam spojrzeli w moją stronę.
Jeden z nich podszedł do mnie i chwycił za ramię, rzucając o podłogę powiedział.
- No proszę, proszę kogo my tu mamy co? Ładnie to tak podsłuchiwać?- powiedział po czym mnie kopnął. Ich lider, bo tak go nazwał jeden z nich, podszedł do mnie i chwycił za kaptur od bluzy, podniósł mnie i uśmiechnął się złowieszczo.
- Pf, i co ja mam teraz z tobą zrobić? Ile wiesz? Od jak długa tu stoisz? - powiedziałam tyle co usłyszałam. Jednak i tak za wiele wiem, tak powiedział. Puścił kaptur, a ja upadłam na ziemie. Channie podbiegł do mnie. Prosił ich, aby mnie wypuścili. Jednakże nie zgodzili się.
Chcieli mnie zabić. Chanyeol prosił, żeby go zabili za miast mnie. Na marne, to ja byłam ich celem.
Zresztą i tak bym się nie zgodziła na to.
- Proszę! Nie zabijajcie jej! Błagam!- Błagał, i błagał na marne. Jeden z nich powiedział, że jeśli chce to on może sam to zrobić. Oppa... zgodził się... Byłam pewna, że tego nie zrobi. Że będzie mi kazał uciec. Poszliśmy więc na zewnątrz. Spojrzał na mnie i powiedział szepcząc.
- Ji Na... Uciekaj z tąd... - nie myślałam nawet o sprzeciwie, ponieważ byłam pewna, że oppa ma jakiś plan.
- Już! Wiej! - krzyknął, a ja pobiegłam w stronę wyjścia, biegłam co sił w nogach. W końcu zatrzymałam się koło jakieś drzewa. Znałam to drzewo... Ten napis, znikł? To jest opuszczony park, więc ich tajna baza jest nie daleko parku? To może wtedy oppa poszedł do nich? Ale wciąż nie wiem co było przyczyną, co on ma z nimi wspólnego... Kucnęłam, a z moich oczów zaczęły płynąć łzy, które kapały jedna po drugiej na ziemię.
Nie wiedziałam co mam zrobić, czy iść na policję? Czy powiedzieć rodzicom? Sama nie wiem... A może zadzwonię do rodziców Chanyeola? Ahh, zapomniałam... Nawet ich nie znam.
Nagle z dala ujrzałam mojego oppe.
- Channie!- krzyknęła i podbiegłam do niego. Stanęłam nad nim, chwytając się kolan sapnęłam ze zmęczenia.
- Oppa, nic ci nie jest?- spytałam, ale on nic nie odpowiedział. Spuścił głowę w dół i chwycił mnie za rękę. Pociągnął mnie za sobą.
- Oppa? Gdzie idziemy?- spytałam,
- Zobaczysz...- powiedział nie pewnie. Ah, ta nie pewność doprowadzała mnie do szału. Stanęłam i wyrwałam rękę z jego dłoni. Lekko zatupałam i krzyknęłam.
- Anijo! Masz mi tu i teraz powiedzieć co jest grane! - spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem, bardzo mnie to przeraziło. Spuściłam więc głowę w dół i podążałam za moim oppą.
Żałuję, żałuje... Po co ja to zrobiłam? ... Baegchi...
Po paru minutach byliśmy już na miejscu. Stanęliśmy przed starym opuszczonym domem,który znajdował się w opuszczonej okolicy Japonii. Wpatrywałam się przez chwilę na dom z przerażeniem, po czym wyjąkałam.
- Op-oppa co to za miejsce? P-po co mnie tu przyprowadziłeś? - zaczął płakać. Spojrzałam w dół, a w jego ręce... A w ręce trzymał nóż.
- Oppa! Po co ci to! Co chcesz zrobić!- krzyknęłam i odsunęłam się od niego. Podszedł więc bliżej, a ja odsuwałam się od niego, szłam po woli do tyłu, a on do przodu. Potknęłam się o kamyk i upadłam. Zaczęłam błagać, żeby tego nie robił. I wtedy zaczęła boleć mnie głowa. Krzyczałam i płakałam jednocześnie, nie wiedziałam co się ze mną działo. To było okropne, bałam się tak bardzo...
Wzięłam się w garść i wstałam, spojrzałam na niego z trudnością. On wciąż płakał...
Nie zastanawiając się, ani chwili dłużej uciekłam od niego. Wiedziałam że pobiegnie za mną, to było oczywiste. Zatrzymałam się nad jakimś stawem, upadłam na ziemie.
Głowa zaczęła mnie boleć do takie stopnia, że straciłam przytomność. Urwał mi się film.
Obudziłam się, we krwi. Z przerażeniem spojrzałam przed siebie. Na ziemie leżał zakrwawiony nóż, ten Chanyeola... Szybkim ruchem wstałam i zaczęłam się rozglądać. Po moim oppie nie było ani śladu. Domyśliłam się co mogło się stać... Zabiłam go...
~ 15 stycznie 2011 rok Japonia.
- To tyle...- pan Park patrzył na mnie z przerażeniem. Nie dziwiło mnie to, każdy mój lekarz któremu się zwierzałam tak robił.
- W-więc... - z jego rąk wypadł mu notes. Trząsł się jak mały szczeniaczek, któremu jest zimno.
- Ahjussi czyżbyś się czegoś bał? Ah, jeśli chcesz to możesz opuścić mój pokój...- powiedziałam do niego z obojętnością.
- Anijo, anijo obiecałem twojej matce, że ci pomogę choćby nie wiem co usłyszał. Tak więc zrobię...
- powiedział ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy... Takie wkurzające.
- Ne? To wspaniale, ale mi nikt nie pomoże...- powiedziałam z pewnością siebie.
- To się jeszcze okaże! Ale powiedz mi... Jak straciłaś przytomność, to czy może pamiętasz, może gdzie byłaś? Gdzie się znajdowałaś? Albo co ci się śniło, może tak to ujmę. - spytał, tak bardzo był ciekawy. Wlepiał we mnie te swoje oczyska. Aish takie wkurzające.
- Tak pamiętam. Byłam w tym samym miejscu co zawszę, ale nie bardzo mi się przypomina co tam robiłam, jedyne co weszło mi do głowy to słowa mojej samobójczej osoby. - Pan Park chwycił się za brodę i zaczął rozmyślać nad moim słowami. Po chwili spytał.
- Ale co powiedziała?- odpowiedziałam mu,
- Powiedziała... " Uwierz w siebie i nie daj się zabić" Do tej pory mnie zastanawiało, o co to może znaczyć...- Ahjussi spojrzał na mnie i zaczął coś zapisywać w swoim notesie. Ogarnęła nas cisza.
Słychać było tylko dźwięk piszącego długopisu i sapiącego starca.
- Już wiem!- zakłócając ciszę, krzyknął.
- Co wiesz? - spytałam
- Ta twoja "zła strona" jak ją nazywasz, jest twoją drugą osobowością. Myślę że masz zaburzenie dysocjacyjne osobowości. W twoim przypadku jest to osobowość mnoga, ale nie jestem w stanie ci powiedzieć czy nie będziesz miała ich więcej. Miejmy nadzieję że nie.- zamarłam, wydusiłam tylko z siebie parę słów.
- C-co? Ja-jak to? Jak to się mo-mogło stać? Co to w ogóle j-jest! - spytałam jękając się.
- Hm... Dysocjacja, osobowość mnoga wytwarza się po szczególnie bolesnych, traumatycznych przeżyciach, i kryzysach, przebytych w dzieciństwie i powiązanych z tematyką śmierci oraz seksualności. Myślę że w twoim przypadku choroba zaczęła się gdy ujrzałaś ten napis na drzewie. - milczałam, byłam załamana... Myślałam że mam jakieś urojenia, a nie jakieś głupie zaburzenie czegoś tam aigoo...
- Wiem że może być ci trudno, ale nie martw się. Pomogę ci. - ten uśmiech, nie wiem czemu dał mi nadzieję.
- Aish, tylko że jest mały problem. - powiedziałam nie pewnie. Ahjussi spojrzał na mnie z zapytaniem.
- Moja " osobowość " jest samobójczynią... - Pan Park znów miał burzę myśli, ogarnęła nas ponowna chwila ciszy. W końcu podniósł głowę do góry i spojrzał na mnie poważnie.
- Rozumiem, pomogę ci.- ucieszyło mnie to bardzo. Ahjussi był pierwszą osobą która odważyła się wejść w mój świat, pomóc mi choć sama nie wiedziałam co mnie będzie czekać w przyszłości...
- OK! Ale ahjussi... Co ja mam zrobić? - spytałam.
- Ah, po pierwsze będziemy musieli jakoś przekonać twoją drugą połowę żeby nie robiła ci krzywdy, ani nikomu z twoich bliskich. Aish, będzie to bardzo trudne i może to trwać latami...- spuściłam w głowę w dół, bardzo mnie to zmartwiło. Pan Park widząc to od razu dodał.
- Ale nie martw się, tak jak już mówiłem pomogę ci...
Miałam wtedy 16 lat, i przez te 4 lata musiałam uważać i panować nad swoją drugą połową.
Musiałam przeprowadzić się do Korei, ponieważ Pan Park tam mieszkał. Odeszłam od rodziny, w obawie że może im się coś stać. Nie miałam przyjaciół, nikogo bliskiego. Jedyną osobą która ze mną była, był ahjussi. Jestem mu bardzo wdzięczna za te chwile, za to że ze mną był w tych trudnych sprawach, za to że zawsze opiekował się mną i moją drugą osobowością, że zawsze naprawiał szkody wyrządzone przez nią. Aish, tak bardzo jej nienawidzę... Jak nie chce mnie zabić, to robi wyrządza jakieś szkody... Nigdy nie zapomnę jak chciała zabić małego chłopczyka, który mieszkał po sąsiedzku... Ahjussi opowiedział mi, że rzucił we mnie piłką, bo chciał się bawić. Na jego nie szczęście nie byłam to ja tylko ona... Powiedział że wzięła go za głowę i zaczęła topić w małym basenie, który leżał na jego ogrodzie. Na całe szczęście Pan Park, zauważył to... Następnego dnia przeprosiłam jego i jego rodziców i wyprowadziliśmy się do innego miasta ... Aish, naprawdę nie wiem co by było gdyby nie on.
Do tej pory nie wiem co tak na prawdę mogło być przyczyną powstania "Jasal Ji Rin" bo tak ją nazwałam wraz z ahjussi. *Jasal z koreańskiego znaczy samobójca*
Napis na drzewie... Może ten Gang... Chanyeol...?
Moim zadaniem jest przypomnieć sobie wydarzenie z przed sześciu lat i pozbycie się Jasal, abym mogła wrócić do rodziny, która na mnie czeka i żyć jak normalny człowiek.
Na imię mam Park Ji Na, mam lat 20 i mieszkam w Korei, a dokładnie w Seulu.
Choruję na zaburzenie dysocjacji osobowości, jestem samotna moją jedyną rodziną jest Pan Park.
Ty, tak ty wchodzisz do mojego świata na własną odpowiedzialność...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No wiec, witam was z moim drugim opowiadaniem.
Rodzaj: dramat, psychologiczny z nutką romantyzmu
Jego rozdziały będą później się ukazywał, ponieważ będę poświęcać mu więcej czasu.
Jeśli już przeczytałeś to zostaw po sobie komentarz :) Możesz oczywiście zrobić to anonimowo.
Autor: Cookie
Spojrzał na mnie wielkimi oczami i kucnął.
- Ji Na! Ji Na, co się stało? Nic ci nie jest? - pytał i pytał wciąż opiekuńczo. A w jego oczach było przejęcie, takie jak zawsze. Widząc go tak przejętego uspokoiłam się, przynajmniej byłam pewna, że nic mu nie jest. Ale ból w klatce nie odstępował. Spojrzałam raz jeszcze na Chanyeola i po chwili zapadła ciemność. Ta sama co chwilę temu. Byłam bardzo przerażona, znów ujrzałam postać.
Jednakże to nie był on lecz ja. Stałam z złowrogi uśmieszkiem na twarzy z nożem w ręku.
Powolnym ruchem przycinałam skórę na ręce. To był obrzydliwy widok, pełno krwi spływało z moim kończyn. Postać spojrzała na mnie i zaczęła się głupawo śmiąc.
Ruszyła do mnie. Powolnym krokiem zbliżała się ku mnie. Byłam koszmarnie przerażona, bardzo chciałam się obudzić, ale nie mogłam. To było jak życie w śnie. To wszystko było tak realne jak drugi świat. Stanęła nade mną. Przeszły mnie ciarki po moim ciele, gdy ta kucnęła obok mnie.
Przyłożyła mi nóż do ręki, i zaczęła robić to samo co se swoją. Czułam potworny ból, chciałam ode niej uciec, ale nie było to możliwe. Nie mogłam ruszyć nawet palcem, a ta wciąż to robiła.
Gdy już skończyła powiedziała;
- Die... This is the end for you...- Krzyknęłam bardzo głośna, a ta zaczęła się śmiać.
Odważyłam się zapytać, zapytać kim ona jest.
- K-kim jesteś? - tak jak sądziłam, nie odpowiedziała. Spytałam więc ponownie.
- Kim do cholery jesteś!? - jej wzrok wylądował ponownie na mnie. Ze złowrogim spojrzeniem odpowiedziała.
- Nie wiesz? Jestem tobą. - zamurowało mnie. Jak ktoś taki mógłby być mną? Przecież...przecież ja taka nie jestem!
- To nie możliwe! Kłamiesz! - odpowiedziałam.
- To twoja opinia, ale prawda jest taka, że jestem tobą i nic z tym nie zrobisz. Przykro mi.- myślałam że zaraz zwariuję, jak to mogłabym być ja? Dobrze przyznaje wyglądała jak ja, ale charakter miała zupełnie inny. Może to był tylko zły koszmar? Tak właśnie myślałam. Jednakże się myliłam.
- Nie moja droga to nie jest sen. - skąd ona znała moje myśli? Nie byłam już pewna.
Krew z mojej dłoni wciąż się lała. Chwyciła mnie za nią i powiedziała.
- Jestem tobą, twoją drugą połową. To ty mnie stworzyłaś. - zrobiłam wielkie oczy z nie dowierzaniem.
- C-co? Nie rozumiem...- powiedziałam nie pewnie.
- Bo jesteś głupia. Powiem to tylko raz, więc słuchaj uważnie. - ze skupienie słuchałam co miała do powiedzenia. Jednak to co usłyszałam...
- Nie wiem jak mam ci to wytłumaczyć byś zrozumiała, więc powiem tak. Każdy człowiek ma w sobie część dobra i część zła. Ja jestem tą złą częścią. Moim zadaniem jest cię zabić, i osób na których ci zależy. - Wstając dodała.
- Jestem samobójcą więc się strzeż. Od tej pory twoje życie będzie zupełnie inne.
I ostrzegam cię lepiej niech nikt się do ciebie nie zbliża, bo jeśli to zrobi... To będzie jego koniec.- to były ostatnie słowa jakie od niej usłyszałam.
Obudziły mnie promienie słońca o poranku. Leżałam w swoim łóżku, na krześle obok czuwał nade mną Chanyeol. Uśmiechnęłam się ciepło, widząc go wyczerpanego i zmęczonego. Tak słodko wtedy wyglądał. Moje szczęście zakłóciło przypomnienie koszmaru. Przeleciałam oczami cały pokój, spojrzałam na swoje ręce i z ulgą wzdychnęłam. To był tylko sen. Jednak słowa które usłyszałam od tamtej postaci zaniepokoiły mnie.
~ Ostrzegam cię lepiej niech nikt się do ciebie nie zbliża, bo jeśli to zrobi... To będzie jego koniec ~
Co to mogło znaczyć? Anjio, to był tylko sen. Pomyślałam. Moją burzę myśli przerwał głos zaspanego Chanyeola.
- Wstałaś już? Jak się czujesz.- spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Ne, a ty jak się czujesz oppa? W porządku?- zachichotał i chwycił mą dłoń.
- To nie ja zemdlałem tylko ty, baegchi...- odpowiedział i zaczął czochrać mi włosy. Aish, nienawidziłam tego, a on dobrze o tym wiedział.
Chciałam się go zapytać o wczorajsze wydarzenie, ale nie wiedziałam jak to zrobić, wiedziałam że jeśli to co poważnego to i tak mi tego nie powie.
- Oppa może pójdziemy coś zjeść? Jestem strasznie głodna.- spytałam. Channie się zgodził.
Ubrałam się więc, i zeszłam na dół. Moja mama była zaskoczona i szczęśliwa, że nic mi nie jest.
Spytałam sie czy mogę wyjść z Chanyeolem. Nie chętnie się zgodziła, ale jak mogła mi odmówić?
Po paru minutach już byliśmy na miejscu.
Za młodych czasów mieszkałam w Japonii, ponieważ musieliśmy się przenieść, przez pracę ojca.
Miałam tylko Chanyeola. Choć mieszkałam tam dobre cztery lata to i tak wciąż z nikim się nie za kumplowałam. Jedyną osobą był właśnie on. Lecz nie tylko był moim przyjaciele, ale też pierwszą miłością, chciałam żeby był ostatnią...
Chanyeol też mieszkał w Korei, ale przez pewne wydarzenie musiał się tutaj przenieść.
Nigdy nie dowiedziałam się co się właściwie wydarzyło.
Zamówiłam sobie dwie gałki lodów waniliowych, oppa jak zawsze wziął sobie trzy gałki czekoladowych. Pamiętam, że zawsze jak się go pytałam czemu nie kupi mi trzech to on zawsze odpowiadał.
- Nie kupie ci trzech, bo będziesz gruba. Dwie to i tak za dużo. - zawsze mnie to denerwowało.
- A co cię to obchodzi, jak będę wyglądać!?- moja odpowiedź brzmiała właśnie tak. Channie chichotał jak widział mnie taką naburmuszoną, ale muszę przyznać że miał racje.
- A właśnie że obchodzi, nie chcę żeby moja dziewczyna wyglądała jak balon. Haha.- gdy usłyszałam te słowa zrobiłam się czerwona jak burak. To takie zawstydzające choć przyznam, że podobało mi się, jak to mówił.
Gdy zjedliśmy lody poszliśmy nad jeziorko. Znajdowało się ono niedaleko opuszczonego parku.
Usiedliśmy na kawałku pnia i wpatrywaliśmy się w nie. Zrobiło się nie zręcznie cicho, więc wzięłam się na odwagę i zapytałam.
- Oppa, co się wczoraj wydarzyło? - Chanyeol spojrzał na mnie.
- Wcz-wczoraj?Nic... A co miało się stać? - odpowiedział niezręcznie.
- Oppa przestań kłamać! I powiedz mi prawdę. - Channie, wstał i pociągnął mnie do siebie.
Ściskał bardzo moją dłoń, strasznie mnie to bolało.
- Oppa, to boli. Puść!- wyrwałam dłoń z jego ręki. Chanyeol zachowywał się dziwnie. Coś go gryzło i byłam już pewna, że coś musiało się stać.
Położyłam rękę na jego ramieniu i gdy chciałam go raz jeszcze spytać, poczułam ból w głowie, a jednocześnie usłyszałam głośny dźwięk, jakby ktoś we mnie czymś uderzył. Nie myliłam się.
Ostatnie co usłyszałam za nim straciłam przytomność były krzyki mojego oppy.
Ciemność... znowu to samo... Ta sama postać co przedtem... czemu?
Stała z nożem w ręku i podeszła do mnie. Tym razem mogłam sie poruszać, więc z każdym jej krokiem, ja robiłam krok w tył. W końcu się zatrzymała i parsknęła śmiechem.
- Aigoo, myślałam że trochę dłużej wytrzymasz... No cóż widać na mnie już pora...-
Co to miało znaczyć? Nie zdążyłam się nawet zapytać. Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Bodajże była to piwnica. Byłam tam sama. Nie było mojego oppy, ale co ja tam robiłam? Ogarnął mną strach.
Kucnęłam, chwyciłam się za kolana i zaczęłam płakać. Bałam się, ale nie o siebie, a o Chanyeola.
Po chwili zauważyłam światełko, zza otwartych drzwi.
Wstałam więc szybko i wybiegłam z tajemniczego miejsca. Szłam przez korytarz, nie był oświecony. Wszędzie ciemność, jak w moim koszmarze.
Doszłam do pomieszczania w którym była prowadzona konwersacja.
- Jesteś śmieszny, myślisz że przekupisz nas czymś takim? Masz wrócić! - krzyknął tajemniczy męski, gruby głos.
- A-ale proszę... Zrobię wszystko co chcecie, ale wrócić nie mogę. - odpowiedział chłopiec. Pewna byłam, że był to głos oppy.
- Nie ma mowy masz wrócić, albo ona zginie. - osłupiałam.
- Anijo! Dobrze, dobrze wrócę... Ale wypuście ją...- odpowiedział z smutkiem.
Gdy chciałam podejść ciut bliżej, aby lepiej słyszeć upadłam nam kolana. Po całym pokoju rozszedł się huk. Wszyscy obecni tam spojrzeli w moją stronę.
Jeden z nich podszedł do mnie i chwycił za ramię, rzucając o podłogę powiedział.
- No proszę, proszę kogo my tu mamy co? Ładnie to tak podsłuchiwać?- powiedział po czym mnie kopnął. Ich lider, bo tak go nazwał jeden z nich, podszedł do mnie i chwycił za kaptur od bluzy, podniósł mnie i uśmiechnął się złowieszczo.
- Pf, i co ja mam teraz z tobą zrobić? Ile wiesz? Od jak długa tu stoisz? - powiedziałam tyle co usłyszałam. Jednak i tak za wiele wiem, tak powiedział. Puścił kaptur, a ja upadłam na ziemie. Channie podbiegł do mnie. Prosił ich, aby mnie wypuścili. Jednakże nie zgodzili się.
Chcieli mnie zabić. Chanyeol prosił, żeby go zabili za miast mnie. Na marne, to ja byłam ich celem.
Zresztą i tak bym się nie zgodziła na to.
- Proszę! Nie zabijajcie jej! Błagam!- Błagał, i błagał na marne. Jeden z nich powiedział, że jeśli chce to on może sam to zrobić. Oppa... zgodził się... Byłam pewna, że tego nie zrobi. Że będzie mi kazał uciec. Poszliśmy więc na zewnątrz. Spojrzał na mnie i powiedział szepcząc.
- Ji Na... Uciekaj z tąd... - nie myślałam nawet o sprzeciwie, ponieważ byłam pewna, że oppa ma jakiś plan.
- Już! Wiej! - krzyknął, a ja pobiegłam w stronę wyjścia, biegłam co sił w nogach. W końcu zatrzymałam się koło jakieś drzewa. Znałam to drzewo... Ten napis, znikł? To jest opuszczony park, więc ich tajna baza jest nie daleko parku? To może wtedy oppa poszedł do nich? Ale wciąż nie wiem co było przyczyną, co on ma z nimi wspólnego... Kucnęłam, a z moich oczów zaczęły płynąć łzy, które kapały jedna po drugiej na ziemię.
Nie wiedziałam co mam zrobić, czy iść na policję? Czy powiedzieć rodzicom? Sama nie wiem... A może zadzwonię do rodziców Chanyeola? Ahh, zapomniałam... Nawet ich nie znam.
Nagle z dala ujrzałam mojego oppe.
- Channie!- krzyknęła i podbiegłam do niego. Stanęłam nad nim, chwytając się kolan sapnęłam ze zmęczenia.
- Oppa, nic ci nie jest?- spytałam, ale on nic nie odpowiedział. Spuścił głowę w dół i chwycił mnie za rękę. Pociągnął mnie za sobą.
- Oppa? Gdzie idziemy?- spytałam,
- Zobaczysz...- powiedział nie pewnie. Ah, ta nie pewność doprowadzała mnie do szału. Stanęłam i wyrwałam rękę z jego dłoni. Lekko zatupałam i krzyknęłam.
- Anijo! Masz mi tu i teraz powiedzieć co jest grane! - spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem, bardzo mnie to przeraziło. Spuściłam więc głowę w dół i podążałam za moim oppą.
Żałuję, żałuje... Po co ja to zrobiłam? ... Baegchi...
Po paru minutach byliśmy już na miejscu. Stanęliśmy przed starym opuszczonym domem,który znajdował się w opuszczonej okolicy Japonii. Wpatrywałam się przez chwilę na dom z przerażeniem, po czym wyjąkałam.
- Op-oppa co to za miejsce? P-po co mnie tu przyprowadziłeś? - zaczął płakać. Spojrzałam w dół, a w jego ręce... A w ręce trzymał nóż.
- Oppa! Po co ci to! Co chcesz zrobić!- krzyknęłam i odsunęłam się od niego. Podszedł więc bliżej, a ja odsuwałam się od niego, szłam po woli do tyłu, a on do przodu. Potknęłam się o kamyk i upadłam. Zaczęłam błagać, żeby tego nie robił. I wtedy zaczęła boleć mnie głowa. Krzyczałam i płakałam jednocześnie, nie wiedziałam co się ze mną działo. To było okropne, bałam się tak bardzo...
Wzięłam się w garść i wstałam, spojrzałam na niego z trudnością. On wciąż płakał...
Nie zastanawiając się, ani chwili dłużej uciekłam od niego. Wiedziałam że pobiegnie za mną, to było oczywiste. Zatrzymałam się nad jakimś stawem, upadłam na ziemie.
Głowa zaczęła mnie boleć do takie stopnia, że straciłam przytomność. Urwał mi się film.
Obudziłam się, we krwi. Z przerażeniem spojrzałam przed siebie. Na ziemie leżał zakrwawiony nóż, ten Chanyeola... Szybkim ruchem wstałam i zaczęłam się rozglądać. Po moim oppie nie było ani śladu. Domyśliłam się co mogło się stać... Zabiłam go...
~ 15 stycznie 2011 rok Japonia.
- To tyle...- pan Park patrzył na mnie z przerażeniem. Nie dziwiło mnie to, każdy mój lekarz któremu się zwierzałam tak robił.
- W-więc... - z jego rąk wypadł mu notes. Trząsł się jak mały szczeniaczek, któremu jest zimno.
- Ahjussi czyżbyś się czegoś bał? Ah, jeśli chcesz to możesz opuścić mój pokój...- powiedziałam do niego z obojętnością.
- Anijo, anijo obiecałem twojej matce, że ci pomogę choćby nie wiem co usłyszał. Tak więc zrobię...
- powiedział ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy... Takie wkurzające.
- Ne? To wspaniale, ale mi nikt nie pomoże...- powiedziałam z pewnością siebie.
- To się jeszcze okaże! Ale powiedz mi... Jak straciłaś przytomność, to czy może pamiętasz, może gdzie byłaś? Gdzie się znajdowałaś? Albo co ci się śniło, może tak to ujmę. - spytał, tak bardzo był ciekawy. Wlepiał we mnie te swoje oczyska. Aish takie wkurzające.
- Tak pamiętam. Byłam w tym samym miejscu co zawszę, ale nie bardzo mi się przypomina co tam robiłam, jedyne co weszło mi do głowy to słowa mojej samobójczej osoby. - Pan Park chwycił się za brodę i zaczął rozmyślać nad moim słowami. Po chwili spytał.
- Ale co powiedziała?- odpowiedziałam mu,
- Powiedziała... " Uwierz w siebie i nie daj się zabić" Do tej pory mnie zastanawiało, o co to może znaczyć...- Ahjussi spojrzał na mnie i zaczął coś zapisywać w swoim notesie. Ogarnęła nas cisza.
Słychać było tylko dźwięk piszącego długopisu i sapiącego starca.
- Już wiem!- zakłócając ciszę, krzyknął.
- Co wiesz? - spytałam
- Ta twoja "zła strona" jak ją nazywasz, jest twoją drugą osobowością. Myślę że masz zaburzenie dysocjacyjne osobowości. W twoim przypadku jest to osobowość mnoga, ale nie jestem w stanie ci powiedzieć czy nie będziesz miała ich więcej. Miejmy nadzieję że nie.- zamarłam, wydusiłam tylko z siebie parę słów.
- C-co? Ja-jak to? Jak to się mo-mogło stać? Co to w ogóle j-jest! - spytałam jękając się.
- Hm... Dysocjacja, osobowość mnoga wytwarza się po szczególnie bolesnych, traumatycznych przeżyciach, i kryzysach, przebytych w dzieciństwie i powiązanych z tematyką śmierci oraz seksualności. Myślę że w twoim przypadku choroba zaczęła się gdy ujrzałaś ten napis na drzewie. - milczałam, byłam załamana... Myślałam że mam jakieś urojenia, a nie jakieś głupie zaburzenie czegoś tam aigoo...
- Wiem że może być ci trudno, ale nie martw się. Pomogę ci. - ten uśmiech, nie wiem czemu dał mi nadzieję.
- Aish, tylko że jest mały problem. - powiedziałam nie pewnie. Ahjussi spojrzał na mnie z zapytaniem.
- Moja " osobowość " jest samobójczynią... - Pan Park znów miał burzę myśli, ogarnęła nas ponowna chwila ciszy. W końcu podniósł głowę do góry i spojrzał na mnie poważnie.
- Rozumiem, pomogę ci.- ucieszyło mnie to bardzo. Ahjussi był pierwszą osobą która odważyła się wejść w mój świat, pomóc mi choć sama nie wiedziałam co mnie będzie czekać w przyszłości...
- OK! Ale ahjussi... Co ja mam zrobić? - spytałam.
- Ah, po pierwsze będziemy musieli jakoś przekonać twoją drugą połowę żeby nie robiła ci krzywdy, ani nikomu z twoich bliskich. Aish, będzie to bardzo trudne i może to trwać latami...- spuściłam w głowę w dół, bardzo mnie to zmartwiło. Pan Park widząc to od razu dodał.
- Ale nie martw się, tak jak już mówiłem pomogę ci...
Miałam wtedy 16 lat, i przez te 4 lata musiałam uważać i panować nad swoją drugą połową.
Musiałam przeprowadzić się do Korei, ponieważ Pan Park tam mieszkał. Odeszłam od rodziny, w obawie że może im się coś stać. Nie miałam przyjaciół, nikogo bliskiego. Jedyną osobą która ze mną była, był ahjussi. Jestem mu bardzo wdzięczna za te chwile, za to że ze mną był w tych trudnych sprawach, za to że zawsze opiekował się mną i moją drugą osobowością, że zawsze naprawiał szkody wyrządzone przez nią. Aish, tak bardzo jej nienawidzę... Jak nie chce mnie zabić, to robi wyrządza jakieś szkody... Nigdy nie zapomnę jak chciała zabić małego chłopczyka, który mieszkał po sąsiedzku... Ahjussi opowiedział mi, że rzucił we mnie piłką, bo chciał się bawić. Na jego nie szczęście nie byłam to ja tylko ona... Powiedział że wzięła go za głowę i zaczęła topić w małym basenie, który leżał na jego ogrodzie. Na całe szczęście Pan Park, zauważył to... Następnego dnia przeprosiłam jego i jego rodziców i wyprowadziliśmy się do innego miasta ... Aish, naprawdę nie wiem co by było gdyby nie on.
Do tej pory nie wiem co tak na prawdę mogło być przyczyną powstania "Jasal Ji Rin" bo tak ją nazwałam wraz z ahjussi. *Jasal z koreańskiego znaczy samobójca*
Napis na drzewie... Może ten Gang... Chanyeol...?
Moim zadaniem jest przypomnieć sobie wydarzenie z przed sześciu lat i pozbycie się Jasal, abym mogła wrócić do rodziny, która na mnie czeka i żyć jak normalny człowiek.
Na imię mam Park Ji Na, mam lat 20 i mieszkam w Korei, a dokładnie w Seulu.
Choruję na zaburzenie dysocjacji osobowości, jestem samotna moją jedyną rodziną jest Pan Park.
Ty, tak ty wchodzisz do mojego świata na własną odpowiedzialność...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No wiec, witam was z moim drugim opowiadaniem.
Rodzaj: dramat, psychologiczny z nutką romantyzmu
Jego rozdziały będą później się ukazywał, ponieważ będę poświęcać mu więcej czasu.
Jeśli już przeczytałeś to zostaw po sobie komentarz :) Możesz oczywiście zrobić to anonimowo.
Autor: Cookie
10.04.2015
Rozdział XII ,, Big Love ,, *Koniec*
Sehun nie zdążył nawet wytłumaczyć Riyu dlaczego to zrobił, bo ta już uciekła.
Pogrążony w rozpaczy Sehun zadzwonił do swojej byłej dziewczyny, postanowił wygarnąć wszystko co o niej myśli. Niestety Mikyo nie odbierała. Wkurzony chłopak zaczął walić pięściami w drzewo, przy czym uszkodził sobie dłoń, upadł na ziemie i zaczął rozpaczliwie łkać.
Wołając imię dziewczyny łapał się za klatkę piersiową. Nie mógł znieść tej rozłąki.
Dobrze wiedział, że już nigdy nie będzie mógł dotknąć delikatnej dłoni jaką miała Riyu, poczuć jej ślicznego zapachu perfum, głaskać po głowie, wpatrywać w wielkie brązowe i lśniące oczęta, a przede wszystkim poczuć smak jej gorących, miękkich, różowawych ust.
Na samą myśl Sehuna trafiał szlak.
Chłopak wstał i szedł przed siebie.
Riyu biegła co sił w nogach, biegła i biegła. Stanęła przed wejściem na lotnisko.
- Może nie jest jeszcze za późno? - pomyślała.
Przy czym weszła do środka. W tłumie ludzi, poszukiwała swojego przyjaciela.
Niestety, nigdzie go nie było. Riyu miała się już poddać, jednak zauważyła Xiumina siedzącego z walizką w ręku. Widać było, że jest przygnębiony.
Na widok Xiu, dziewczyna podskoczyła ze szczęścia. Podbiegła do niego.
- Baegchi! Miałeś mnie nie ranić oppa!- krzyknęła szturchając go w ramie.
Xiumin spojrzał z nie dowierzaniem na dziewczynę, przy czym wstał.
- Co ty tu robisz? - spytał zakłopotany.
- Oppa, nie odlatuj, nie zostawiaj mnie. Cham jal osyeossseubnida oppa! *proszę* - Krzyknęła rozpaczliwie.
Xiumin miał zmieszane myśli, z jednej strony zależało mu na ukochanej i chciał zostać u jej boku, lecz myśl, że kocha Sehuna bardzo go raniła.
- Anijo. Mijan-hamnida - od powiedział odwracając wzrok.
- Nie mówisz poważnie, prawda? - powiedziała z poirytowaniem.
- Ne, wybacz ale zaraz mam samolot. - od powiedział poważnie.
- Anijo! Xiumin nie rozumiem cię, najpierw mówisz, że mnie kochasz a teraz co? Chcesz tak po prostu odejść?! Baegchi! - zdenerwowana Ri, chwyciła chłopaka za bluzkę, począwszy uderzając w jego abs pięściami.
Xiumin przyglądał się, Ri która rozpaczliwie płakała na jego ramieniu. Brało go na płacz, ale musiał trzymać to w sobie. Zacisnął pięści, i szybkim ruchem odepchnął dziewczynę.
- Mijan-hamnida...- powiedział cicho i spojrzał na dziewczynę.
- Riyu, jak już powiedziałem muszę jechać. Nigdy już tu nie wrócę. A jeśli chodzi o ciebie, ja...
Aish, nigdy nic do ciebie nie czułem. Nigdy cię nie kochałem.- Ri nie mogła uwierzyć w to co wyszło z ust ukochanego.
- T-ty nie mówisz poważnie?- zapytała z nadzieją w głosie.
- Anijo, jestem strasznie poważny. A wiesz dla czego cie nie kocham? Bo jesteś...JIBANG DWAEJI! *gruba świnia*- krzyknął, i spuścił wzrok w dół.
Riyu spojrzała z nie dowierzaniem, i smutkiem.
- Ty też? Myślałam że jesteś inny... Jesteś jak wszyscy, nienawidzę cie. NIENAWIDZĘ! - krzyczała rozpaczliwie. Po czym dodała.
- A i dla twojej świadomości, nie jestem z Sehunem. Zerwałam z nim, miejąc nadzieję że mnie kochasz. Haha, jak widać przeliczyłam się.- zawiedziona odparła.
Xiu, osłupiał na słowa dziewczyny. Był pewny, że kocha Sehuna. Gdyby tylko wiedział...
- Żegnaj oppa, mam nadzieję że znajdziesz wspaniałą, szczupłą dziewczynę. Bye bye...- To były ostatnie słowa, powiedziane przez Ri. Dziewczyna odwróciła się od chłopaka i wyszła.
Xiumin upadł na kolana i chwycił się za głowę, po chwili jednak z powrotem wstał i usiadł na ławce.
- Co ja zrobiłem? Czemu to powiedziałem, Aigoo... O nie, zaraz mam samolot... I co ja teraz zrobię... Anijo, ahh już nic na to nie poradzę. Skrzywdziłem ją, a jeśli zostanę będzie jeszcze mocniej cierpieć.
-Żegnaj Riyu, mam nadzieję że będziesz na mnie czekać.- To były ostatnie słowa, wy powiedziane przez Xiumina.
Riyu, łkając szła przez ścieżkę. Na trawie kwitły piękne kwiaty. Tak pięknie kolorowe, że od razu poprawiał się humor jak się na nie spojrzało. Ale nie w przypadku Riyu, dla niej dzisiejszy dzień to był koszmar z którego chciała się obudzić.
Myśl samobójcza przyprawiała ją o dreszczy, ale czy miała jakiś inny wybór?
Gruba, brzydka, niechciana dziewczyna, co miała począć?
- Anijo, weź się w garść Riyu! Pokażesz im! Pokażesz jak silna jesteś! -
Błąkając się po parku, Sehun ujrzał na ławce Mikyo. Dziewczyna była przygnębiona, a z jej oczów spływały pojedyncze łzy. Wściekły chłopak podbiegł do niej, chwycił za kościste ramiona i przyciągną dziewczynę do siebie.
- Ty idiotko, coś ty zrobiła?! CO? - Mikyo myślała, że Sehun ją zabije, był tak bardzo zły, tak zły że gniew spływał mu po twarzy.
- Co zamierzasz zrobić oppa? Jesteś tak bardzo zły, że masz ochotę mnie zabić? - spytała ironicznie.
- Zabić? Baegchi! Wkurzasz mnie, możesz powiedzieć dlaczego to zrobiłaś? Co! Czemu niszczysz mi życie? Nie rozumiesz że ją kocham? Czy tak trudno jest ci to zrozumieć? Odpowiedz do cholery!- Mikyo, parsknęła śmiechem.
- Haha, jesteś naprawdę aż tak głupi? Ja się nie mszczę, wyświadczam ci przysługę.- Sehun, nie mógł wytrzymać na pięcia. Uderzył dziewczynę w twarz.
Głowa dziewczyny przekręciła się w bok. Chwyciła się za policzek, i ze złością oddała Sehunowi.
- Ty idioto! Co ty sobie wyobrażasz co?! - dziewczyna wyrywając się z rąk chłopaka,krzyknęła.
Po czym, odwróciła się do niego tyłem i powiedziała.
- Jesteś głupi, to już koniec. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.- i odeszła.
Sehun został sam...
Riyu wpadła do domu, pobiegła do kuchni, osłupiała.
- Co on tu robi?!- krzyknęła.
- Kochanie nie denerwuj się, wiem że go nienawidzisz, ale to twój ojciec. - powiedziała nie pewnie mama Ri.
- To nie jest mój ojciec nienawidzę go! Nie dość, że zniszczył mi dzieciństwo to jeszcze ostatni rok szkoły! - Rodzicie dziewczyny spojrzeli na siebie, nie do końca widzieli o co może jej chodzić.
- I co sie tak gapicie co? Ty! -krzyknęła wskazując na ojca.
Pan Jang wskazał na siebie palcem, i spojrzał na dziewczynę ze znakiem zapytania.
- Tak ty! Czemu kazałeś Sehunowi to wszystko robić?- spytała,
Ojciec Ri, wszystko jej na spokojnie wytłumaczył. Dziewczyna zrozumiała co nie co, ale nie zmieniało to faktu, że Sehun ją zdradził.
Po skończonej rozmowie z ojcem, dziewczyna podeszła do mamy i powiedziała stanowczo.
- Mamo, wiesz że chcę ten ostatni rok uczyć się w szkole prawda? Dlatego przepisz mnie do innej szkoły . - Mama Ri,nie pytając dziewczyny co jest tego przyczyną zgodziła się...
Rok później...
Riyu, szykowała sobie sukienkę na zakończenie roku szkolnego. Sukienka była śliczna, do kolan, koloru różowego w białe kwiatuszki, włosy upięte miała do góry, a na twarzy lekki makijaż.
- Kochanie wyglądasz prze ślicznie.- powiedziała matka Riyu.
Dziewczyna zarumieniła się i spojrzała w lustro.
- Jejku, na prawdę śliczna... Taka szczupła, a już myślałam że nigdy nie schudniesz. - Tak jak obiecała sobie Riyu, schudła. Dziewczyna nie ważyła 80, a 60 kilogramów. Dzięki sile i wielkiej de terminacji dziewczynie udało się osiągnąć wymarzony cel. Ale nie jej jednej, pan Jang szczerze przeprosił mamę Ri i ją samą, a te my wybaczyły. Wrócił do domu, i żył wraz z nimi.
Mikyo, postanowiła studiować w Stanach, wyjechała parę dni po kłótni z Sehunem.
A jeśli chodzi o Sehuna, to Ri od kłótni nie kontaktowała się z nim. Trochę ją zastanawiało jak się czuje, co robi, czy jest szczęśliwy.
Po zakończeniu uroczystości, i rozdaniu świadectw dziewczyna, poszła na stary plac zabaw.
Usiadła na huśtawce, i spojrzała na swoje świadectwo.
- Ah, oppa szkoda że nie ma cie tu ze mną.. - pomyślała głośno. Oczy Ri w ciąg paru chwili zrobiły się mokre.
- Wiesz, że brzydko wyglądasz jak płaczesz? -
Dziewczyna wytarła szybko oczy o spód sukienki i spojrzała przed siebie. Na marne, bo ponownie z jej oczów spłynęły łzy, ale nie smutku tylko szczęścia.
- Oppa!? Co ty tu robisz?! - dziewczyna wstała z huśtawki, i wskoczyła w objęcia ukochanego.
Łkała na ramieniu Xiumina.
- Mijan-hamnida...- powiedział. Dziewczyna poczuła ciepłe łzy na policzku, ale to nie były jej.
- Oppa, nie płacz, wybaczam. - powiedziała wycierając łzy. Xiu spojrzał na nią.
- Wiedziałem że dasz sobie radę. Wyglądasz cudownie.- dziewczyna lekko zarumieniła się, a po chwili jej usta złączyły się z wargami Xiu.
Cudowne uczucie ogarnęło dziewczynę. Xiumin chwycił dziewczynę za dłoń,wtulił w siebie i powiedział.
- Saranghae Riyu...
W oddali stał Sehun, który wpatrywał się w ich dwójkę. Rozpaczliwie wycierał łzy, które nadmiernie spływały z jego oczów.
- Riyu, gdybyś tylko znała prawdę... Na pewno nie wybrałabyś jego...
------------------------------------------------------------------------------------------------------
To już koniec opowiadania :) Dziękuje wszystkim czytelnikom. Mam nadzieję że wam się podobało, a nie długo napisze jakieś nowe.
Proszę o komentowanie, pamiętaj jeśli nie masz konta możesz zrobić to anonimowo ;)
Autor : Cookie
Pogrążony w rozpaczy Sehun zadzwonił do swojej byłej dziewczyny, postanowił wygarnąć wszystko co o niej myśli. Niestety Mikyo nie odbierała. Wkurzony chłopak zaczął walić pięściami w drzewo, przy czym uszkodził sobie dłoń, upadł na ziemie i zaczął rozpaczliwie łkać.
Wołając imię dziewczyny łapał się za klatkę piersiową. Nie mógł znieść tej rozłąki.
Dobrze wiedział, że już nigdy nie będzie mógł dotknąć delikatnej dłoni jaką miała Riyu, poczuć jej ślicznego zapachu perfum, głaskać po głowie, wpatrywać w wielkie brązowe i lśniące oczęta, a przede wszystkim poczuć smak jej gorących, miękkich, różowawych ust.
Na samą myśl Sehuna trafiał szlak.
Chłopak wstał i szedł przed siebie.
Riyu biegła co sił w nogach, biegła i biegła. Stanęła przed wejściem na lotnisko.
- Może nie jest jeszcze za późno? - pomyślała.
Przy czym weszła do środka. W tłumie ludzi, poszukiwała swojego przyjaciela.
Niestety, nigdzie go nie było. Riyu miała się już poddać, jednak zauważyła Xiumina siedzącego z walizką w ręku. Widać było, że jest przygnębiony.
Na widok Xiu, dziewczyna podskoczyła ze szczęścia. Podbiegła do niego.
- Baegchi! Miałeś mnie nie ranić oppa!- krzyknęła szturchając go w ramie.
Xiumin spojrzał z nie dowierzaniem na dziewczynę, przy czym wstał.
- Co ty tu robisz? - spytał zakłopotany.
- Oppa, nie odlatuj, nie zostawiaj mnie. Cham jal osyeossseubnida oppa! *proszę* - Krzyknęła rozpaczliwie.
Xiumin miał zmieszane myśli, z jednej strony zależało mu na ukochanej i chciał zostać u jej boku, lecz myśl, że kocha Sehuna bardzo go raniła.
- Anijo. Mijan-hamnida - od powiedział odwracając wzrok.
- Nie mówisz poważnie, prawda? - powiedziała z poirytowaniem.
- Ne, wybacz ale zaraz mam samolot. - od powiedział poważnie.
- Anijo! Xiumin nie rozumiem cię, najpierw mówisz, że mnie kochasz a teraz co? Chcesz tak po prostu odejść?! Baegchi! - zdenerwowana Ri, chwyciła chłopaka za bluzkę, począwszy uderzając w jego abs pięściami.
Xiumin przyglądał się, Ri która rozpaczliwie płakała na jego ramieniu. Brało go na płacz, ale musiał trzymać to w sobie. Zacisnął pięści, i szybkim ruchem odepchnął dziewczynę.
- Mijan-hamnida...- powiedział cicho i spojrzał na dziewczynę.
- Riyu, jak już powiedziałem muszę jechać. Nigdy już tu nie wrócę. A jeśli chodzi o ciebie, ja...
Aish, nigdy nic do ciebie nie czułem. Nigdy cię nie kochałem.- Ri nie mogła uwierzyć w to co wyszło z ust ukochanego.
- T-ty nie mówisz poważnie?- zapytała z nadzieją w głosie.
- Anijo, jestem strasznie poważny. A wiesz dla czego cie nie kocham? Bo jesteś...JIBANG DWAEJI! *gruba świnia*- krzyknął, i spuścił wzrok w dół.
Riyu spojrzała z nie dowierzaniem, i smutkiem.
- Ty też? Myślałam że jesteś inny... Jesteś jak wszyscy, nienawidzę cie. NIENAWIDZĘ! - krzyczała rozpaczliwie. Po czym dodała.
- A i dla twojej świadomości, nie jestem z Sehunem. Zerwałam z nim, miejąc nadzieję że mnie kochasz. Haha, jak widać przeliczyłam się.- zawiedziona odparła.
Xiu, osłupiał na słowa dziewczyny. Był pewny, że kocha Sehuna. Gdyby tylko wiedział...
- Żegnaj oppa, mam nadzieję że znajdziesz wspaniałą, szczupłą dziewczynę. Bye bye...- To były ostatnie słowa, powiedziane przez Ri. Dziewczyna odwróciła się od chłopaka i wyszła.
Xiumin upadł na kolana i chwycił się za głowę, po chwili jednak z powrotem wstał i usiadł na ławce.
- Co ja zrobiłem? Czemu to powiedziałem, Aigoo... O nie, zaraz mam samolot... I co ja teraz zrobię... Anijo, ahh już nic na to nie poradzę. Skrzywdziłem ją, a jeśli zostanę będzie jeszcze mocniej cierpieć.
-Żegnaj Riyu, mam nadzieję że będziesz na mnie czekać.- To były ostatnie słowa, wy powiedziane przez Xiumina.
Riyu, łkając szła przez ścieżkę. Na trawie kwitły piękne kwiaty. Tak pięknie kolorowe, że od razu poprawiał się humor jak się na nie spojrzało. Ale nie w przypadku Riyu, dla niej dzisiejszy dzień to był koszmar z którego chciała się obudzić.
Myśl samobójcza przyprawiała ją o dreszczy, ale czy miała jakiś inny wybór?
Gruba, brzydka, niechciana dziewczyna, co miała począć?
- Anijo, weź się w garść Riyu! Pokażesz im! Pokażesz jak silna jesteś! -
Błąkając się po parku, Sehun ujrzał na ławce Mikyo. Dziewczyna była przygnębiona, a z jej oczów spływały pojedyncze łzy. Wściekły chłopak podbiegł do niej, chwycił za kościste ramiona i przyciągną dziewczynę do siebie.
- Ty idiotko, coś ty zrobiła?! CO? - Mikyo myślała, że Sehun ją zabije, był tak bardzo zły, tak zły że gniew spływał mu po twarzy.
- Co zamierzasz zrobić oppa? Jesteś tak bardzo zły, że masz ochotę mnie zabić? - spytała ironicznie.
- Zabić? Baegchi! Wkurzasz mnie, możesz powiedzieć dlaczego to zrobiłaś? Co! Czemu niszczysz mi życie? Nie rozumiesz że ją kocham? Czy tak trudno jest ci to zrozumieć? Odpowiedz do cholery!- Mikyo, parsknęła śmiechem.
- Haha, jesteś naprawdę aż tak głupi? Ja się nie mszczę, wyświadczam ci przysługę.- Sehun, nie mógł wytrzymać na pięcia. Uderzył dziewczynę w twarz.
Głowa dziewczyny przekręciła się w bok. Chwyciła się za policzek, i ze złością oddała Sehunowi.
- Ty idioto! Co ty sobie wyobrażasz co?! - dziewczyna wyrywając się z rąk chłopaka,krzyknęła.
Po czym, odwróciła się do niego tyłem i powiedziała.
- Jesteś głupi, to już koniec. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.- i odeszła.
Sehun został sam...
Riyu wpadła do domu, pobiegła do kuchni, osłupiała.
- Co on tu robi?!- krzyknęła.
- Kochanie nie denerwuj się, wiem że go nienawidzisz, ale to twój ojciec. - powiedziała nie pewnie mama Ri.
- To nie jest mój ojciec nienawidzę go! Nie dość, że zniszczył mi dzieciństwo to jeszcze ostatni rok szkoły! - Rodzicie dziewczyny spojrzeli na siebie, nie do końca widzieli o co może jej chodzić.
- I co sie tak gapicie co? Ty! -krzyknęła wskazując na ojca.
Pan Jang wskazał na siebie palcem, i spojrzał na dziewczynę ze znakiem zapytania.
- Tak ty! Czemu kazałeś Sehunowi to wszystko robić?- spytała,
Ojciec Ri, wszystko jej na spokojnie wytłumaczył. Dziewczyna zrozumiała co nie co, ale nie zmieniało to faktu, że Sehun ją zdradził.
Po skończonej rozmowie z ojcem, dziewczyna podeszła do mamy i powiedziała stanowczo.
- Mamo, wiesz że chcę ten ostatni rok uczyć się w szkole prawda? Dlatego przepisz mnie do innej szkoły . - Mama Ri,nie pytając dziewczyny co jest tego przyczyną zgodziła się...
Rok później...
Riyu, szykowała sobie sukienkę na zakończenie roku szkolnego. Sukienka była śliczna, do kolan, koloru różowego w białe kwiatuszki, włosy upięte miała do góry, a na twarzy lekki makijaż.
- Kochanie wyglądasz prze ślicznie.- powiedziała matka Riyu.
Dziewczyna zarumieniła się i spojrzała w lustro.
- Jejku, na prawdę śliczna... Taka szczupła, a już myślałam że nigdy nie schudniesz. - Tak jak obiecała sobie Riyu, schudła. Dziewczyna nie ważyła 80, a 60 kilogramów. Dzięki sile i wielkiej de terminacji dziewczynie udało się osiągnąć wymarzony cel. Ale nie jej jednej, pan Jang szczerze przeprosił mamę Ri i ją samą, a te my wybaczyły. Wrócił do domu, i żył wraz z nimi.
Mikyo, postanowiła studiować w Stanach, wyjechała parę dni po kłótni z Sehunem.
A jeśli chodzi o Sehuna, to Ri od kłótni nie kontaktowała się z nim. Trochę ją zastanawiało jak się czuje, co robi, czy jest szczęśliwy.
Po zakończeniu uroczystości, i rozdaniu świadectw dziewczyna, poszła na stary plac zabaw.
Usiadła na huśtawce, i spojrzała na swoje świadectwo.
- Ah, oppa szkoda że nie ma cie tu ze mną.. - pomyślała głośno. Oczy Ri w ciąg paru chwili zrobiły się mokre.
- Wiesz, że brzydko wyglądasz jak płaczesz? -
Dziewczyna wytarła szybko oczy o spód sukienki i spojrzała przed siebie. Na marne, bo ponownie z jej oczów spłynęły łzy, ale nie smutku tylko szczęścia.
- Oppa!? Co ty tu robisz?! - dziewczyna wstała z huśtawki, i wskoczyła w objęcia ukochanego.
Łkała na ramieniu Xiumina.
- Mijan-hamnida...- powiedział. Dziewczyna poczuła ciepłe łzy na policzku, ale to nie były jej.
- Oppa, nie płacz, wybaczam. - powiedziała wycierając łzy. Xiu spojrzał na nią.
- Wiedziałem że dasz sobie radę. Wyglądasz cudownie.- dziewczyna lekko zarumieniła się, a po chwili jej usta złączyły się z wargami Xiu.
Cudowne uczucie ogarnęło dziewczynę. Xiumin chwycił dziewczynę za dłoń,wtulił w siebie i powiedział.
- Saranghae Riyu...
W oddali stał Sehun, który wpatrywał się w ich dwójkę. Rozpaczliwie wycierał łzy, które nadmiernie spływały z jego oczów.
- Riyu, gdybyś tylko znała prawdę... Na pewno nie wybrałabyś jego...
------------------------------------------------------------------------------------------------------
To już koniec opowiadania :) Dziękuje wszystkim czytelnikom. Mam nadzieję że wam się podobało, a nie długo napisze jakieś nowe.
Proszę o komentowanie, pamiętaj jeśli nie masz konta możesz zrobić to anonimowo ;)
Autor : Cookie
3.04.2015
Rozdział XI ,, Big Love ,,
Riyu nie mogła wybrać pomiędzy dwójką ukochanych. Nie chciała tego robić, miała nadzieję że jakiś cud uratuje ją przed trudnym wyborem jaki musiała dokonać. No niestety dziś szczęście ją opuściło.
Mam nadzieję że podobał wam się ten rozdział. :) Dziękuje wszystkim czytelnikom, że czytają te pierdoły. Bardzo proszę o zostawienie komentarza, a jeśli nie masz konta możesz zrobić to anonimowo ;) <3
- Ri, pośpiesz się...- warką z niecierpliwiony Se Hun.
- Nie pośpieszaj jej, baegchi...- opowiedział Se Hunowi.
Se Hun spojrzał na Xiu gniewnie. Xiumin na to parsknął śmiechem.
- Przestańcie... Utrudniacie mi wybór. -powiedziała zawiedziona Riyu. Spojrzała na dwójkę przystojnych Koreańczyków i pomyślała.
- Kogo ja mam wybrać? Boże pomóż mi dokonać wyboru... Kocham oppe Se huna, ale Xiu znam od dziecka... Co ja mam zrobić...- po chwili bez zastanowienia wykrzyknęła.
- Wybieram...- i zatrzymała głos, i spojrzała nie pewnie na Se huna.
Chyba domyślacie się jaki był jej wybór. Xiumin opuścił wzrok w dół zawiedziony.
- Oppe... S-se huna. - powiedziała nie pewnie, spuszczając wzrok w dół.
Xiumin nie mógł wytrzymać napięcia, upadł na kolana i rozpaczliwie płakał. Zaczął mocno uderzać pięściami w szarawy beton. Na widok jego rozpaczy, łzy Ri w nie kontrolowany sposób zaczęły wylewać się z jej pięknych brązowych oczów. Powolnym krokiem zaczęła podchodzić do Xiumina, uklęknęła obok niego. Począwszy przytuliła go mocno. Na widok żałośnie płaczącego Xiu, Se hun wybuchnął śmiechem. Mówiąc do słownie zaczął go przedrzeźniać. Xiumin nie miał siły na jaką kol wiek odpowiedź. Po prostu go ignorował. Był w takiej rozpaczy, że nawet nie skapnął się że jest w objęciach Riyu. Gdy już to zauważył, odepchnął od siebie dziewczynę. Wstał i powiedział.
- Co ty robisz! Przestań! PRZESTAŃ! - zaczął wrzeszczeć na dziewczynę. Riyu osłupiała nie wiedziała co ma powiedzieć, nie spodziewała się takiej reakcji u przyjaciela z dzieciństwa. To był dla niej ogromny szok. Następne słowa jakie usłyszała naprawdę ją zabolały, były jak cios nożem w pierś.
- T-tak, jak już mówiłem, c-ci Riyu od-odchodzę, nie będę ci przeszkadzać w twoim szczęśliwym związku. Jutro wyjeżdżam do Stanów, tak jak obiecałem.
Riyu szybkim ruchem wstała i złapała chłopaka za rękaw od bluzy.
- Wae! WAE! - krzyknęła szarpiąc rękaw, po czym dodała.
- Czemu mi to robisz? Co? CZEMU! Wiesz że jak to zrobisz to cię z nienawidzę na zawsze! -
Xiumin, odepchnął dziewczynę i powiedział.
- Riyu, dokonałaś wyboru, a ja ci mówiłem co jest powodem mojego wyjazdu, proszę cię nie utrudniaj mi tego... - powiedział, odwracając się od dziewczyny. Zaczął iść przed siebie powolnym krokiem. Riyu podbiegła do niego i odwróciła w swoją stronę. Spojrzała na niego gniewnym wzrokiem.
-Słyszałeś co powiedziałam oppa? Jeśli odejdziesz...- Gdy Riyu chciała dokończyć, Xiu jej niegrzecznie przerwał.
- Baegchi! Nie jestem głuchy... Już wolę byś mnie nienawidziła niż, żebyś cierpiała.
- XIUMIN, ty mnie nigdy nie zraniłeś, teraz też nie, więc proszę zostań, oppa, oppa zostań.
- Żegnaj Riyu.- od powiedział Xiu.
To były ostatnie słowa jakie Riyu usłyszała od Xiu, przed jego wyjazdem.
Ri nie miała już siły, ponownie upadając na ziemie zaczęła łkać jak małe dziecko.
Krzycząc, jednocześnie uderzając nogami, rękoma w ziemie.
Całej tej sytuacji przyglądał się Sehun. To było dla niego żałosne jak i zarazem bardzo zabawne.
Widząc jak Riyu cierpi, podszedł do niej i podał dłoń. Dziewczyna spojrzała na niego z obrzydzeniem i odtrąciła dłoń. Se hun spojrzał na nią z dziwieniem. Ponownie podając dłoń powiedział.
- Wstań, Riyu wstań.
Dziewczyna nie chętnie podała dłoń Se hunowi. Chłopak szybkim ruchem przyciągnął dziewczynę do siebie. Za nim się zorientowała była już wtulona mocno w ramiona swojego oppy.
Jej serce przy śpieszyło, a łzy spływały szybciej i szybciej. Było ich coraz to więcej.
Mokrą twarz, Se hun zaczął ocierać swoim rękawem od bluzy. Spojrzał na nią i powiedział.
Mokrą twarz, Se hun zaczął ocierać swoim rękawem od bluzy. Spojrzał na nią i powiedział.
- Riyu, czy ty mnie nie kochasz? Czy na pewno dokonałaś słusznego wyboru? Jeśli masz teraz cierpieć to proszę cię... Idź, idź do niego.
Ri spojrzała na niego i odparła.
- Nie chcę, to ciebie kocham. Po prostu Xiu jest moim najlepszym przyjacielem...Nie chcę by odjeżdżał...- Se hun, spuścił wzrok w dół. W tej chwili na prawdę zrobiło mu się żal dziewczyny. Gdyby tylko wiedziała co on tak naprawdę knuje.
Tak, tak właśnie w tej chwili Sehun żałował wszystkiego co robi dziewczynie. Czy zmieni swoje zachowanie dla niej? Czy wyzna jej prawdę. Tak naprawdę nikt tego nie wiem, z wyjątkiem niego samego.
***
Następnego dnia. Riyu obudziły głośne krzyki matki. Riyu otarła oczy i wstała z łóżka.
Słyszała rozmowę matki z jakimś mężczyzną.
- Kto to może być? I czemu mama tak krzyczy? - Ri poszła sprawdzić co się właściwie dzieje w kuchni. Zeszła na dół, nie mogła uwierzyć oczom.
- To nie możliwe.- powiedziała.
Matka spojrzała na dziewczynę i krzyknęła.
- Riyu, idź do swojego pokoju.- Riyu osłupiała, nie mogła zrobić nawet kroku.
- A-appa? - spytała z nie dowierzaniem.
- Ttal, dawno się nie widzieliśmy.- powiedział szczęśliwy ojciec Ri.
- Nie nazywaj jej tak!- warknęła matka Ri.
- Wae! To też moje dziecko, mam prawo się do niego odzywać, odwiedzać, mieszkać...- powiedział z pewnością siebie, nienawidzony przez dziewczynę pan Jang.
- Jak śmiesz...- powiedziała pod nosem dziewczyna.
- Hm? - spytał ojciec, począwszy podszedł do niej i przytulił. Dziewczyna natychmiast go odepchnęła.
- JAK ŚMIESZ! Nie dotykaj mnie! Nie jesteś moim ojcem! Nienawidzę cie rozumiesz!? ROZUMIESZ! Pytam się?- krzyczała Ri, wylewając łzy.
- A-ale kochanie.- powiedział nie pewnie.
- Nie nazywaj mnie tak, nie dotykaj mnie. Odejdź ode mnie, nie chcę cię znać.-
Tak pewny siebie pan Jang, w ciągu ułamku sekundy, stracił całą swoją godność i pewność siebie.
Nie spodziewał sie takiej reakcji ze strony córki. Patrzył na dziewczynę z nie dowierzaniem, jakby miał sie zaraz rozpłakać.
Nie spodziewał sie takiej reakcji ze strony córki. Patrzył na dziewczynę z nie dowierzaniem, jakby miał sie zaraz rozpłakać.
I tak otóż zrobił, łkając jak małe dziecko prosił o wybaczenie Riyu.
Dziewczyna, była zmieszana. Nie wiedziała co ma zrobić. Kolejna decyzja, trudna decyzja.
Ri miała już tego dość.
- NIE! Dajcie mi spokój wszyscy! Mam dość podejmowania tych głupich decyzji!, Mam już to wszystko po dziurki w nosie.- wykrzyczała dziewczyna, po czym pobiegła do swojego pokoju.
W Kuchni zapono wała cisza. Matka Riyu, jak i jej ojciec byli osłupieni.
- Co ona miała na myśli? - myślała przerażona, opiekuńcza matka Riyu.
Ri, ubrała się i wybiegła z domu.
Po drodze zadzwoniła do Sehuna. Prosiła o spotkanie.
Dziewczyna czekała na niego na ławce, w parku nie daleko jego domu. Odwiedziny ojca, to był cios po niżej pasa. Riyu potrzebowała teraz troski, wsparcia miała nadzieję że Se hun ją pocieszy.
W ciągu dziesięciu minutach, Se hun znalazł się już w parku. Podbiegł do dziewczyny.
Domyślał się już, co mogło się wydarzyć. Przecież to on za proponował tę wizytę ojcu Riyu, choć wiedział jak bardzo go nienawidzi.
Postanowił jej wszystko wyznać, choć wiedział, że straci ją teraz na zawsze i tak chciał to zrobić.
To była jedyna okazja na odkupowanie winy, które popełnił.
Usiadł obok Ri i objął mocno.
- Oppa, oppa nie uwierzysz co się stało...- powiedziała rozpaczliwie dziewczyna.
- Ah, wiem...- powiedział wzdychając Se hun. Ri wyrwała sie z objęcia chłopaka i spojrzała na niego nie pewnie.
- Co to ma znaczyć?- spytała
- Bo...- Sehun bardzo chciał wyznać prawdę Riyu, ale po wczorajszym zdarzeniu poczuł prawdziwe uczucie do Riyu, nie takie jak przedtem. Przez to uczucie, jego serce biło jak szalone.
Gdy przytulił Ri, o mało nie zemdlał z rozkoszy jaką dawała mu Riyu.
- Dowiem się w końcu czy nie?- nagle przerwała ciszę Riyu.
- Em, twoja matka do mnie zadzwoniła.- skłamał, by chronić uczucia Riyu jakie darzyła do niego samego.
- Oh, no to skoro już wiesz nie będę musiała ci opowiadać. - powiedziała nie pewnie.
Riyu podejrzewała, że Sehun coś ukrywa. I miała rację.
Nagle telefon Sehuna, zaczął wibrować. Był to tata Riyu. Sehun odebrał. Po chwilowej konwersacji, chłopak się rozłączył i powiedział.
- Kochanie, wybacz ale mam spotkanie i muszę iść.
- Rozumiem, idź.- powiedziała naburmusz ona.
- Jesteś zła kochanie?- spytał rozpaczliwie
- Anio, baegchi. Żartowałam idź już - powiedziała spychając go z ławki.
Sehun uśmiechnął się i poszedł przed siebie.
Po kilku minutach zniknął. Riyu została jeszcze w parku, musiała pomyśleć.
Nagle przypomniała sobie o Xiuminie.
Nagle przypomniała sobie o Xiuminie.
- XIUMIN! Zapomniałabym, - krzyknęła na cały głos. Po czym wyciągnęła telefon z kieszeni i zadzwoniła do chłopaka. Odebrał.
- Ne? - spytał Xiu.
- Oppa, oppa! Jak dobrze, że odebrałeś. Gdzie jesteś? Spotkajmy się, muszę ci coś...- nagle przerwał jej Xiu.
- Anio,
- C-co? - spytała dziewczyna.
- Nie mogę, jestem na lotnisku, zaraz mam lot do Stanów.
Riyu zamarła. Zbierało się jej na płacz. Ale złość którą żywiła do Xiu była większa niż żal.
- Odlatujesz? Oppa, jak możesz mi to robić?Hm WAE! Nienawidzę cię! - krzyczała, a przechodni ludzie patrzyli na Ri jak na jakąś nienormalną. Xiumin się nie odzywał, co dziewczynę bardzo irytowało.
- Nie odezwiesz się nawet? Jesteś idiotą wiesz!? - dziewczyna nie wytrzymała, presji i rozpłakała się.
Po chwili usłyszała głos Xiumina.
- Ekhem, Riyu właśnie mam samolot. Chcę się z tobą pożegnać. Obawiam się, że to nasza ostatnia rozmowa. Mam nadzieję że będziesz szczęśliwa z Sehunem. Żegnaj.
Rozłączył się. Riyu wybuchnęła gniewem, upadła i zaczęła się taczać po ziemi żałośnie.
- BAEGCHI!
Usłyszała nagle dziewczyna, lecz nie miała siły nawet podnieść głowy by zobaczyć kto to.
- Co ty robisz ? Hm?
Dziewczyna nie musiała długo się zastanawiać kto to, wszędzie by rozpoznała tą wredną, złowieszczą aurę.
- Czego chcesz Mikyo? - spytała,
- Chcę z tobą porozmawiać na temat Sehuna.
Riyu, wstała i usiadła na ławce, nie chętnie słuchała co dziewczyna miała do powiedzenia.
- Czego?- spytała nie grzecznie.
- Mm, może zacznę od tego, że Sehun zerwał ze mną przez ciebie.
- Pff, dawno już to zrobił, ile będziesz jeszcze mu to wypominać? - spytała złośliwie
- Heh, żałosna- parsknęła
- On, zerwał ze mną dzisiaj, przez ciebie! - krzyknęła wskazując palcem na dziewczynę.
- Co to znaczy dzisiaj?- spytała nie pewnie
Mikyo wszystko wyjaśniła Riyu, powiedziała całą prawdę. Powiedziała jakie były intencje Sehuna.
Ri nie mogła uwierzyć, nie chciała uwierzyć.
- Przestań! zmyśliłaś to bo jesteś zazdrosna, że to ja jestem z nim a nie ty!- krzyknęła
- Baegchi... To dzięki niemu twój tata wiedział gdzie mieszkasz. Sehun pracuje dla niego.
W tej chwili Riyu nie pozostawało nic innego jak uwierzyć dziewczynie.
- Skąd ty to...-
- Mówiłam ci już, a teraz rób co chcesz. Ja swoje zrobiłam więc, bye bye- powiedziała, a po chwili znikła.
Riyu siedziała na ławce przez dłuższy czas, była tak zła. Ale nie na Sehuna, tylko na siebie.
Żałowała że wybrała jego, a nie Xiu. Tak bardzo, że postanowiła rozprawić się z Sehunem.
Zadzwoniła do niego i zażądała rozmowy.
Po paru minutach Se Hun był już na miejscu. Domyślił się, że Kyo powiedziała jej wszystko aby się zemścić. Ri gdy ujrzała chłopaka podbiegła do niego i dała w twarz.
- Jesteś idiotą! Nienawidzę cię!...
----------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że podobał wam się ten rozdział. :) Dziękuje wszystkim czytelnikom, że czytają te pierdoły. Bardzo proszę o zostawienie komentarza, a jeśli nie masz konta możesz zrobić to anonimowo ;) <3
Autor : Cookie
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



