...

...
Cookie

25.04.2015

" Believe in yourself and do not get yourself killed" *2*


   Była godzina 12:00, a ja dopiero co wstałam. Spojrzałam na budzik, w pośpiechu wstałam i pościeliłam łóżko, na którym spałam. Następnie poszłam przemyć twarz i się jakoś ogarnąć. Zajęło mi to około 15 minut. Zeszłam na dół do kuchni, w której czekał już na mnie ahjussi.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
- Wstałaś już? - zapytał. Spojrzałam na niego, uśmiechając się głupio przy tym.
- Ne. - odpowiedziałam krótko i siadłam przy stole. Zjadłam śniadanie, podziękowałam i wróciłam do pokoju. Gdy już tam byłam przebrałam się.
Nagle pan Park zawołał mnie, więc szybko zbiegłam do niego.
- Ne? Ahjussi, stało się coś? - spytałam z przerażeniem, ale o dziwo jego twarz była spokojna. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Hm? Czemu masz taką przerażoną minę? Haha, nic się nie stało. Chciałem po prostu porozmawiać.- odpowiedział, uspokoiłam się, naprawdę się bałam, że mu się coś stało. Był on moją jedyną rodziną, więc nie chciałam go stracić.
- Uff, - wzdychnęłam z ulgą, usiadłam przy nim na kanapie.
- Więc o czym chciałeś pogadać? - spytałam. Twarz ahjussiego była podejrzana, czyżby miał coś do ukrycia?
- Hm, jak wiesz Jasal Ji Rin, już długo się nie pokazuję, zaczyna mnie to martwić. To znaczy dobrze że jej nie ma, ale po prostu mam złe przeczucia. - naprawdę podziwiam jego opanowanie.
- Rozumiem twój nie pokój, ale skoro jej nie ma to czym się martwić? - spytałam chichocząc pod nosem.
- Baegchi! Nie śmiej się! To bardzo poważna sprawa. - nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem. Jego wyraz twarzy był tak brzydki, że nie dało się śmiać.
- I z czego ty się śmiejesz? Aish... Naprawdę nie wiem co mam z tobą zrobić. Zachowujesz się jak małe dziecko! Jesteś już dorosła, więc się zachowuj jak przystało na twój wiek! - wyraz twarzy pana Parka z poważniał, przeraziło mnie to trochu, ahjussi był człowiekiem rozważnym, inteligentnym, zawsze poważnym, ale w tamtej chwili wydawało mi się że naprawdę go coś nie pokoi. Nie pozostawało mi nic innego jak zapytać go.
- Ahjussi, powiedz mi co cię tak dręczy? Stało się coś? - spuścił głowę w dół, nie mówiąc nic złapał się za klatkę piersiową i wyszedł z salonu. A może jest chory? Nie wiedziałam o co może mu chodzić, może ktoś złamał mu serce? Aish, ten ahjussi nigdy nic mi nie mówi. Tak jak oppa...
Obiecałam sobie że będę chronić pana Parka, i nie pozwolę by stała mu się krzywda. Nie chciałam go stracić... Postanowiłam więc dowiedzieć się nieco więcej. Dosłownie mówiąc, śledziłam go.
Wyszedł jakiś czas po naszej rozmowie. Ubrałam więc moje balerinki, czarną skórzaną kurtkę i wyszłam. Na moje nie szczęście pojechał gdzieś autem, wzięłam więc rower i pojechałam za nim.
Pedałowałam co sił w nogach by go nie zgubić. Zatrzymał się nie daleko naszego domu.
Wszedł do nie wielkiego budynku. Nie weszłam za nim, bo wiedziałam że mógłby się skapnąć co i jak . Nie musiałam długo na niego czekać, ponieważ już po 15 minutach wyszedł. Ale nie był sam, był z nim jakiś mężczyzna, chyba w jego wieku. Stali chwilę, podali sobie dłonie i rozeszli się.
Ahjussi miał jakiś niewyraźny wyraz twarzy, aish dziwne...
Postanowiłam wejść do środka, i zapytać się tego mężczyzny, może on coś będzie wiedział. Stanęłam przed drzwiami na których widniał napis "Gabinet kardiologiczny" Co? Ale po co ahjussi... Pan Park coś przede mną ukrywał, a teraz to na pewno muszę się dowiedzieć co i jak. W czekalni, siedziało parę osób. Usiadłam obok starszej pani, która czytała jakąś książkę. Strasznie się nudziłam, siedziałam tam zaledwie 15 minut, a było to jak wieczność. Zrezygnowana poszłam w stronę wyjścia. Włożyłam słuchawki do uszów i włączyłam muzykę. Zderzając się z tajemniczą osobą upadłam. Chwyciłam się za głowę i cicho jęknęłam. Spojrzałam przed siebie. Obok mnie leżał jakiś chłopak, który również trzymał się za głowę i mruczał coś pod nosem.
- Aish, patrz jak idziesz! Baegchi!- nagle krzyknął, spojrzał z pogardą. Wkurzyło mnie to, przecież to przez niego!
- "baegchi" ? Ja ci dam idiotkę! Trza było uważać! - podniósł głowę ku mojej twarzy, zarumienił się i odwrócił wzrok. Wstał i podał mi rękę, jako iż jestem osobą, która ma swoją godność, odtrąciłam ją i sama wstałam.
- Mijan-hamnida...- nagle usłyszałam te słowa, które wydobyły się z jego ust.
- Hm? Ah... Nie to ja przepraszam, mogłam patrzeć jak idę - słysząc moje słowa zarumienił się i zachichotał. Zrobił to bardzo uroczo, uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Nazywam się Do Kyungsoo, ale możesz mówić po prostu Kyung Miło poznać - powiedział podając dłoń, ahh jaki kochany.
- Mi również, Park Ji Na, ale mów do mnie Ji Na. - chciałam mu podać dłoń, lecz mocny ból głowy mi przeszkodził. Chwyciłam się więc szybko za nią i wyszłam na zewnątrz pozostawiając Kyunga samego. Na szczęście wzięłam ze sobą leki, więc je zażyłam. Po chwili ból ustąpił, ale wiedziałam że nie na długo. Byłam pewna, że Jasal nie długo się pojawi. Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
- Nic ci nie jest? - spytał Kyung. Odwróciłam się do niego i spojrzałam prosto w oczy, piękne oczy.
- Nie nic, przepraszam. - odpowiedziałam.
- Może podwieźć cię do domu? - spytał wskazując na jakieś czarne auto, prawdopodobnie jego.
- Nie, nie trzeba, pójdę sama. - odwróciłam się i zostawiając go samego, wróciłam do domu.
Była godzina 16:00, byłam strasznie zmęczona, więc położyłam się spać.
Obudziłam się następnego dnia w jakimś dziwnym pomieszczeniu, przerażona wstałam i podbiegłam do uchylonych drzwi, na zewnątrz siedział jakiś chłopak. Podeszłam więc do niego i spytałam.
- Przepraszam, czy mógłby mi pan pow...- zamurowało mnie, ujrzałam twarz Kyungsoo.
- Co ty tu robisz? Gdzie ja jestem? - spojrzał na mnie, wstał i powiedział.
- Chodź ze mną, odpowiem na każde twoje pytanie. - Po paru minutach znaleźliśmy się w jego domu.
Był dość duży, meble pasujące do koloru ścian, dobry gust jak na mężczyznę.
Usiedliśmy na czarnej kanapie. Rozmawialiśmy popijając zieloną herbatę, którą zrobiła jego służąca.
Dowiedziałam się o nim bardzo dużo, wiem że mieszka sam, ma 20 lat, nie ma rodziców, ani nikogo bliskiego. Jego rodzice zmarli jak miał 10 lat. Opiekowała się nim jego ciotka, która nie dawno zmarła. Nie ma nikogo, tak jak ja...
Gdy skończyliśmy pić, spytałam go o wczorajsze wydarzenie.
- Kyung powiedz mi, co się wczoraj wydarzyło? - odkładając herbatę, chwytając się za kolana i lekko się kołysząc przy tym opowiedział mi wczorajsze wydarzenie.
Wczorajszego dnia pojawiła się Jasal, był świadkiem jej czynów. Chciała zabić ahjussiego...
Na szczęście był przy nim Kyung, aish co bym zrobiła gdyby nie on?
- Dziękuje ci, dziękuje że uratowałeś pana Parka, - na moje ukłony parsknął śmiechem,
- Haha, nie musisz dziękować. - odpowiedział czochrając mi włosy.
- Baegchi! - krzyknęłam odtrącając jego dłoń z mojej głowy.
- Aish, ale powiedz mi, skąd ty wiesz o mojej...- nie spodziewanie przerwał mi Ahjussi.
- Wie, ponieważ mu powiedziałem. - byłam tak bardzo zła, że miałam ochotę zabić Parka.
- Czemu mu to powiedziałeś! To jest sekret! - Ahjussi, podszedł do mnie i głaskając po głowie powiedział.
- Nie musisz się niczym martwić, jest taki jak ty. - spojrzałam na Kyungsoo, gdy on nagle powiedział.
- Ja też choruję na zaburzenie dysocjacyjne osobowości. - zaniemówiłam.
- What the hell! ...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam was w kolejnej części :D , mam nadzieję że wam się podobała ^^
Proszę o zostawienie po sobie śladu w postaci komentarza ;) * jeśli nie masz konta zrób to anonimowo*
Bardzo proszę o komentowanie, bo szczerze mówiąc nie wiem nawet ile mam czytelników ;)
Gomawo ~

Autor: Cookie

1 komentarz :

  1. Annyeong!
    Masz mnie to powinno starczyć >..< xDD
    Najlepszy czytelnik na świeci, skomentuje coś raz na Ruski rok...ale skomentuję i to się liczy!
    Jakby nie patrzeć, czekam na next >..<

    OdpowiedzUsuń