...
Cookie
29.01.2016
"You hurt me but I still desire you" - JiHope
Bohaterowie : Jimin & J-Hope
Zespół : BTS
Rodzaj : romans, dramat
Typ : One Shot
Autor : Cookie
-----------------------------------------------
Każdego dnia zadaje sobie wiele pytań. Czemu to się stało? Po co żyje? Po co żyć? Dlaczego mam żyć? Czemu jestem sam? Czemu to muszę być ja? Jak długo będę żyć? Czemu to tak boli? Dlaczego on mi to robi? Dlaczego muszę czuć ból? Czemu świat jest taki zły? Czemu on ma lepiej ode mnie? Czy zaznam kiedyś uczucia miłości? ...
Te pytania cały czas mnie nurtują. Czy dostane na nie odpowiedzi? Może tak, a może nie.
Wstałem dziś bardzo wcześnie rano tak jak co dzień. Zjadłem śniadanie, założyłem pierwszy lepszy dres i wyszedłem się przewietrzyć.
Szedłem, zastanawiając się, czy moja przyszłość się kiedyś zmieni. Czy każdy dzień będzie taki sam?
Przechodziłem przez kawiarnie, której szczerze nienawidziłem. Obsługa była fatalna, kelnerzy wyżywali się na klientach, a na zamówienie trza było długo czekać. Ludzie, którzy do niej przychodzili zawsze, wychodzili w gburowatych nastrojach, jednakże kawiarnia ta miała wielu stałych klientów. Po co wracać do czegoś, co sprawia nam przykrość? Ach wiem, to jest nasz nawyk. Choć bardzo tego nie chcemy, to coś nas ciągnie, żeby tam wrócić, i tak samo mam z hyungiem.
Choć bardzo mnie on rani, to pragnę jego bliskości. Jest jedyną osobą, którą mam, której potrzebuje.
Spojrzałem jeszcze raz na wielki budynek, który stał przede mną i odszedłem.
Chciałem pójść jeszcze do parku, ale zrezygnowałem i wróciłem do domu.
Gdy wchodziłem do mieszkania, poczułem lekkie wibracje w spodniach. Zapewne ktoś dzwonił. Nie odebrałem.
Ściągnąłem buty i wszedłem do salonu. Położyłem się wygodnie na kanapie, wziąłem telefon do ręki, by sprawdzić kto dzwonił. Tak właśnie myślałem, że to on. Ale czego on chciał? Po co dzwonił z samego rana? Nie miałem zamiaru oddzwonić. Po chwili hyung zadzwonił ponownie. Osowiały odebrałem.
Nie zdążyłem nawet powiedzieć "Hej" usłyszałem tylko
- Jimin musisz szybko przyjść! - HoSeok się rozłączył. Aish, ten Hyung, muszę być zawsze na jego zawołanie. To takie nudne.
Po 15 minutach stałem już przed drzwiami skromnego domu Hyunga.
- Hyung! Otwórz to ja! - długo musiałem czekać, aż łaskawie Jung otworzy mi drzwi.
- No wreszcie ileż można czekać? Co się stało? - twarz hyunga nie wyglądała za dobrze. Poczułem strach, bałem się, że coś mu się stało albo stać może.
Jung odszedł od drzwi, zostawiając je otwarte, nie pewnie wszedłem do mieszkania. Ściągnąłem buty, kurtkę i wszedłem do jego pokoju.
Hyung siedział samotnie na kanapie, po jego oczach spływały pojedyncze łzy. Strasznie mnie to bolało, nie mogłem patrzeć jak ukochana mi osoba, płacze. W pewnym momencie wybuchłem i dosłownie mówiąc, rzuciłem się na hyunga, wtulając go w moje ramiona.
- Hyung, przecież wiesz, że mi wszystko możesz powiedzieć. Jebal, jebal.
Jung otwarł łzy i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się lekko i musnął mnie w usta.
Czułem jak moje serce, bije coraz to mocniej, mocniej i mocniej. Myślałem, że zaraz wybuchnę. To było cudowne uczucie. Chciałem poczuć jego usta jeszcze raz, jednak nie miałem na tyle odwagi, by samemu to zrobić.
Po chwili wstał z łóżka i poszedł do kuchni bez żadnego słowa, zostawiając mnie samego.
To było trochę dziwne, nie wiedziałem jak się zachować. Poszedłem więc za nim.
W kuchni siedział z soju w ręku, wylewając przy tym morze łez. Nie wytrzymałem.
- Hyung! Do cholery jasnej, powiesz mi w końcu, o co ci chodzi?! Co się stało! Powiedz mi!-
Hyung spojrzał na mnie z niedowierzaniem, że ja jego "sługa” tak się do niego odzywam. Sam się zdziwiłem, ale nie mogłem już wytrzymać tej nie pewności.
Jung wstał, ze spuszczoną głową, trzymając w ręku alkohol, podchodził do mnie powolnym krokiem. Bałem się, bardzo się bałem.
- Hyung Mianhae! Mianhae! Sillyehabnida hyung...
HoSeok stał tuż przede mną, na jego twarzy pojawił się pozytywny wyraz twarzy, lecz nie był to uśmiech przebaczenia, rzekłbym, że był on zażenowania, pogardy, złości.
Złapał mnie za kołnierz bluzki i przyciągnął do siebie. Kazał mi uklęknąć. Tak też zrobiłem.
Kopnął mnie w brzuch. Skuliłem się z bólu niczym pies. Wiedziałem, że tak się to skończy.
To nie był jednak koniec, hyung tak łatwo nie odpuszcza. Żałuje, że w ogóle się nim przejąłem. Nie powinienem wtrącać się w jego sprawy. Pabo, pabo, pabo...
Dostałem jeszcze parę razy po twarzy, na koniec wylał na mnie alkohol i kazał wyjść z domu.
Obolały opuściłem mieszkanie hyunga. Pewnie myślicie sobie, że hyung jest nie dobrą osobą. Ale to nie jest prawda, w głębi duszy czułem, że jest on troskliwy, czuły. Na pozór Hyung jest naprawdę bardzo dobry. Jung miał bardzo przykre dzieciństwo, był bezsilny, słaby. Teraz próbuje pokazać, że tak nie jest. Ale ja wiem, że w środku niego wciąż jest ten mały bezradny chłopiec, którym był jeszcze parę lat temu.
Resztę dnia spędziłem, leżąc na kanapie, wspominając dzisiejszy poranek.
- Pf, Baegchi... Czemu on się tak zachowuje? Czemu mi to robi... Aigoo nie wytrzymam.
Wstałem i poszedłem do kuchni napić się wody. Spojrzałem zza okna, było ciemno. To już wieczór?
Spojrzałem na zegar. Wskazówki zegara pokazywały, że jest godzina 20:00. Przeleżałem 8 godzin na kanapie. Moje życie jest takie nudne...
- Umrę, leżąc na kanapie? Czy całe życie będę spać?... Anijo!
Coś we mnie pękło, postanowiłem zmienić swój sposób bycia. Tak dalej być nie mogło.
Zacząłem więc robić porządki w domu. Sprzątałem do późnego wieczoru.
- Ale tu był chlew... Nigdy więcej, wszystko mnie boli. Auć.
Nagle przypomniałem sobie, dzisiejszy pocałunek Hyunga.
- Anijo! Tak być nie może, muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. Aish, on i tak by mnie nie chciał...
Zastanawiało mnie cały czas, dlaczego on to zrobił. Najpierw robi coś miłego, a zaraz się na mnie wyżywa.
On się po prostu mną bawi... Muszę zerwać z nim wszelkie kontakty. Muszę to zrobić, muszę zmienić moje życie. Bez chwili namysłu, ubrałem kurtkę i pobiegłem do domu hyunga.
Biegłem bardzo szybko, parę minut i byłem na miejscu. Zdyszany zapukałem do drzwi.
Drzwi się uchyliły, ale nikogo nie było.
- Co? Otwarte?
Wszedłem do środka, było ciemno. Czyżby Hyunga nie było w domu? Przeszukałem całe mieszkanie.
Nie było go. Postanowiłem zaczekać na niego. Dochodziła 3:00, a go wciąż nie było.
Zrezygnowany, szedłem w stronę drzwi, gdy nagle wszedł hyung.
Zdziwiony spojrzał na mnie. Ciepło się uśmiechnął i zdjął buty.
- Chcesz się napić herbaty? Długo czekałeś? Nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Jeszcze rano, kazał mi spadać, a teraz to? Wiedziałem, że hyung jest bardzo tajemniczy, ale teraz to zaczynało być straszne. Nie miałem innego wyjścia jak zakończyć tę znajomość.
Usiadłem przy stole obok hyunga, który właśnie w tym momencie pił ciepłą herbatę.
- Możemy porozmawiać? - HoSeok spojrzał na mnie i odłożył filiżankę.
- Ne? - bałem się, naprawdę się bałem mu to powiedzieć. Ale nie miałem wyjścia, musiałem to zrobić. Tu i teraz.
Nie chciałem mu tłumaczyć, dlaczego postanowiłem zerwać z nim wszelkie kontakty, dlatego powiedziałem wprost.
- TO KONIEC. - wstałem, spojrzałem raz jeszcze na hyunga. Gdy chciałem odejść, Jung złapał mnie za rękę.
- Zaczekaj, jesteś pewien? - I nagle z ust Hyunga wydobyły się te słowa. Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Szczerze mówiąc, kochałem go i to było dla mnie trudne. Ale jak już wielokrotnie mówiłem, aby zmienić moje życie, muszę to zrobić.
Wyrwałem dłoń i odwróciłem się do niego plecami. Hyung wstał i uderzył pięścią w stół.
Spojrzałem na niego, płakał. Czemu to tak boli? Czemu twój ból, jest też moim...
Odwróciłem swój wzrok, nagle poczułem jak HoSeok, wtula się mocno w moje plecy.
- Nawa hamkke iss-eo... * zostań ze mną* - Poczułem kłucie w klatce piersiowej. Spuściłem głowę w dół.
- Wae?... WAE! Powiedz mi, co ja ci zrobiłem?! Przestań się w końcu mną bawić! Mam tego dosyć Hyung, rozumiesz? Dosyć... Ty nie rozumiesz, ale to, co robisz bardziej mnie rani, niż jakakolwiek kara cielesna...
Hyung ja... Bo ja cię... Lubię cię.
Zapadła cisza. Hyung oderwał swoje dłonie z mojego ciała. Chwycił mnie za ramiona i obrócił w stronę swojej twarzy.
- Hy-hyung. Mianh...
- Ciii....
Nagle hyung przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował. To było cudowne. To uczucie jego bliskości doprowadzało mnie do szału. Tak bardzo go pragnąłem.
Tym razem, nie puściłem go tak łatwo. Objąłem go mocno i kontynuowałem pocałunek.
Nasz pocałunek trwał zaledwie 5 minut, a ja czułem się jakby to była wieczność.
Nie mogłem go zostawić, nie teraz. Za bardzo go kochałem. Chciałem być obok, gdy będzie mnie potrzebował.
Wyjaśniłem sobie wszystko z HoSeokiem. Postanowiłem dać nam szanse, jeszcze jedną szansę.
Zaproponowałem mu, żeby wprowadził się do mojego mieszkania. Ku mojemu zdziwieniu, zgodził się.
Byłem bardzo szczęśliwy. Teraz mogłem mieć go tylko dla siebie, o każdej porze. Już zawsze.
Następnego dnia, poranek spędzałem z Jungiem. W moim mieszkaniu. Postanowiliśmy, że jak na razie będę spać na kanapie w salonie, a on w moim pokoju. Byłoby to trochę krępujące, spać w jednym pokoju, na jednym łóżku, razem...
Wstałem tak jak zawsze bardzo wcześnie. Poszedłem do kuchni przygotować dla nas śniadanie.
Zaskoczyło mnie to, że hyung już nie spał, a w dodatku zrobił nam śniadanie. Byłem bardzo szczęśliwy.
- No co tak stoisz? Idziesz jeść, czy mam zjeść to wszystko sam?- zapytał żartobliwie hyung.
- Ne, już idę. - zjedliśmy w miłej atmosferze. Ten poranek był wyjątkowy, był inny.
Po zjedzeniu śniadania pozmywałem naczynia, poszedłem się przebrać i wziąłem prysznic.
Rozebrałem się i wszedłem do kabiny. Tak jak zawsze śpiewałem sobie, podczas prysznicu.
~ Dasi Run Run Run neomeojyeodo gwaenchanha
tto Run Run Run jom dachyeodo gwaenchanha
gajil su eopsda haedo nan jokhae
babo gateun unmyeonga nareul yokhae.
Nagle do łazienki wszedł Hyung.
- Ładnie śpiewasz. - Spojrzałem na niego i krzyknąłem.
- Aish! Hyung, co ty robisz? Wyjdź stąd.
- Dobrze, już dobrze wychodzę...
Zawstydziłem się, aish ten idiota... Doprowadza mnie do szału, czasami mam ochotę mu przywalić, ale to tak solidnie. Czy on nie rozumie, że są jakieś granice? Nie jestem jeszcze gotów...
- A umyć ci plecki?
- WYNOCHA!
Hyung wyszedł, szczerze zrobiło mi się trochę głupio, że podniosłem na niego głos. A co jeśli się obraził? Mam nadzieję, że nie jest zły... Aish Pabo...
Gdy wyszedłem z łazienki, hyung stał obok drzwi, spojrzałem na niego.
- H-hyung? Jesteś zły? Jeśli chodzi o wcześniej, to ja nie...
Hoseok przerwał mi, ale w bardzo miły sposób. Jego gorące usta, były dla mnie czymś tak przyjemnym, czymś tak cudownym, aish nie mogę tego opisać. Hyung jest moim bogiem i chyba nigdy się od niego nie uwolnię.
Następnego dnia obudziłem się, leżąc w moim łóżku. Odwróciłem się, hyung leżał w samych bokserkach. Zarumieniłem się, tak słodko wyglądał, gdy spał.
- Ah, Hyung jesteś taki... Ale zaraz jak ja tu... Przecież ja miałem spać na kanapie, a nie t... O FUCK!
Po chwili jednak skapnąłem się, że nie powinno mnie tu być. Ubrałem szlafrok i zszedłem na dół.
Wszedłem do kuchni i zrobiłem sobie ziołową herbatkę na uspokojenie.
- Aish, co ja zrobiłem... Anijo, anijo nic się nie wydarzyło. A może jednak? AIGOO!
Zacząłem skakać nieopamiętanie, szarpałem za swoje włosy z niedowierzaniem. Gdy nagle zauważyłem hyunga.
- O Hy-hyung, wstałeś już?
- Masz coś z głową? A może... Czy ty masz wszy?
Zamarłem, ah ten głupi hyung.
- Wae?! Pabo!...
- Hm? Jeśli to nie wszy... To co?
- Hyung! Spaliśmy w jednym łóżku! Mówi ci to coś?
- Wut? No i co z tego? Wyluzuj...
- Jak mam wyluzować? Nawet nie pamiętam, co się wczoraj wydarzyło...
W sumie tak sobie teraz myślę, przecież ja wczoraj nic nie piłem. Bardzo dziwne, dlaczego niczego nie pamiętam?
- Uspokój się Chim Chim. Luzik nic się nie wydarzyło słońce, po prostu spaliśmy w jednym łóżku, ale do niczego nie doszło.
- Chim Chim? What ever. Ahh, skoro tak mówisz Hyung, to wierze ci. Ale dlaczego nic nie pamiętam z wczoraj?
- C-co? Ach, to dlatego, że... Że wczoraj, no bo ty wczoraj...
HoSeok bardzo dziwnie się zachowywał, gdy go o to spytałem. Z wyluzowanego, rozgadanego gościa, nagle zrobił się bardzo spięty, przerażony chłopczyk. O co tu chodzi...
- To powiesz mi wreszcie?
- Ach Ne. Opiłeś się i już. Hehe...
Ale ja wczoraj nic nie piłem. Dlaczego Hyung kłamał?
- Ach tak, racja przypomniałem sobie.
Skłamałem. Wiedząc, iż hyung nie powie mi prawdy. Postanowiłem sam dowiedzieć się o wczorajszym wydarzeniu, a przy okazji, muszę poszukać jakichś informacji o hyungu. Jak tak teraz myślę, to chyba źle postąpiłem, wpuszczając go do mojego serca...
Wieczorem hyung wyszedł z domu, nic nie mówiąc. Poszedłem więc za nim. Oczywiście on nie był świadom tego. Miałem nadzieję, że dowiem się nie co o moim kochanym, kłamliwym, bez uczuciowym Hoseoku.
Ale to, co się tam wydarzyło...
Szedłem za nim przez godzinę. Najpierw wszedł do kawiarni. Po 5 minutach wyszedł z ciastkiem w ręku.
Następnie poszedł na plac zabaw. Huśtając się, kończył jeść swoje ciastko. Stałem za drzewem, jak jakiś głupek, śledząc swojego hyunga.
Huśtał się i huśtał... W pewnym momencie chciałem sobie odpuścić i wrócić do domu, przecież nie robił nic złego, ani nic podejrzanego. Jednakże, w pewnym momencie zadzwonił jego telefon.
- Yeoboseyo? Ne, Ne... Dangsin-eun hal su eobs-eo! naega geogi gidalil geos-ida! * Nie możesz tego zrobić! Zaraz tam będę! *
"Nie możesz tego zrobić"? Ale czego? Kto to dzwonił? ... Spojrzałem na Hyunga, który siedział ze spuszczoną głową, mierzwiąc swoje włosy.
Przyglądałem mu się bardzo dokładnie. Nagle poczułem ból w klatce piersiowej. Hyung płakał.
Dlaczego jego ból, jest też moim? Nie wytrzymałem, rozpłakałem się. Skulony jak piesek, siedziałem samotnie, zza drzewa. Cierpienie było tak wielkie, że nawet nie zauważyłem, że Hoseoka... Już nie ma.
Gdy się zorientowałem, było już za późno. Zrezygnowany, postanowiłem wrócić do domu.
Chciałem jeszcze, pospacerować więc, wybrałem tę inną drogę. Szedłem i szedłem, rozmyślając o moim ukochanym. Byłem tak zamyślony, że nawet nie zauważyłem, iż droga ta doprowadziła mnie do jakiegoś opuszczonego budynku. Stanąłem, z dala zauważyłem czwórkę mężczyzn. Przyjrzałem się im uważnie.
Nie mogłem uwierzyć swoim oczom. Hyung! Co on tam robił?! Ukryłem się zza śmietnikiem i przyglądałem się ich rozmowie. Niestety nic nie słyszałem, dlatego musiałem podejść bliżej.
Zza rogu wychyliłem lekko głowę.
- Masz trzy dni, rozumiesz? Trzy dni.
- Trzy dni?! Nie da rady, dajcie mi miesiąc, tydzień, chociaż...
- Tydzień? Miesiąc?! Haha, chyba sobie żartujesz! Masz trzy dni, a jak nie...
Gdy zobaczyłem, że ten typek chciał uderzyć mojego hyunga, coś we mnie pękło i podbiegłem do nich.
- HAJIMA!
Całą czwórka spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Ich oczy były pełne zemsty, pełne nienawiści, a oni sami wyglądali na ludzi apatycznych.
Jeden z nich, ten największy podszedł do mnie, z plugawym uśmieszkiem na twarzy. Chwycił mnie za szyję i zaczął mocno uciskać. Zacząłem się dusić. Błagałem wzrokiem hyunga o pomoc, a on? Nic, nic nie robiłby mi pomóc. To bardzo mnie bolało.
- Ej, Hope to twoje?
- Pf, może, a co?
- Co ty na to, może się zabawimy? Najpierw go trochę podduszę, a potem? Haha
- Rób, co chcesz. NAN SANG-GWAN EOBS-EO. * Nie obchodzi mnie to *
Powiedziawszy te słowa, Hoseok... Zostawił mnie, zostawił mnie samego.
- Co ten idiota? Kkk~ MASZ TRZY DNI! SŁYSZYSZ? TRZY DNI!!!...
- Szefie, a co zrobimy z nim...
- Pff, to jakieś bezużyteczne Tt*ng !
Pewnie zastanawia was, co było dalej? Rzucił mnie na ziemie i cała trójka zaczęła mnie bić, kopać, pluć.
Jak im się to znudziło, zostawili mnie. Myślałem, że umrę...
Chciałem zadzwonić po mojego przyjaciela Kima, ale podczas, gdy jeden z tych ludzi, rzucił mną o ziemię, a telefon poleciał gdzieś dalej. Nie mogłem go znaleźć, a krwi wylewało się coraz więcej. Spojrzałem w kierunku śmietnika, na szczęście leżał tam. Czołgając się, ledwo doszedłem do komórki. Wyciągnąłem rękę w jej kierunki. Poczułem ogromny ból w dłoni, jakby ktoś mi na nią nadepnął. Spojrzałem w górę, to był on.
- Jesteś idiotą, wiesz?
Hyung, przycisnął jeszcze mocniej stopą moją dłoń, zacząłem głośno krzyczeć. Naciskał tak mocno, że słyszałem jak, łamią mi się kości palców. Hyung wyglądał na bardzo złego, urażonego. Spuścił głowę w dół i powiedział tylko.
- Insaeng-eun yeong-wonhi jisogdoeji anhneunda... * życie nie trwa wiecznie *
Kopnął mnie w brzuch, wtedy straciłem przytomność.
Następnego dnia, obudziłem się w swoim łóżku. Jak się w nim znalazłem? Gdzie jest hyung? Co się wczoraj wydarzyło?
- Wstałeś już?
- K-kim? A co ty tu robisz?
- Hm? A gdzie dziękuję? Może jakieś "cześć" na przywitanie co? Haha
- Ah, Mianhae... Annyeong ~ Kamsahabnida Hyung...
- Jesteś może głodny?
- Gdzie jest Hoseok? Muszę z nim porozmawiać...
- Aish! Cały czas tylko Hoseok i Hoseok! Ja jestem twoim hyungiem!
- Mian...
- Wiesz, że to niegrzeczne nie odpowiadać jak twój Hyung pyta?
- Ne... Anijo, nie jestem głodny.
- Ah, no dobrze. Jak się czujesz? Lepiej?
- Tak, tak. Hyung idę do łazienki,
Wstałem z łóżka i poszedłem w stronę łazienki.
- Mwo? Aigoo...
Przemyłem sobie twarz i spojrzałem w lustro. Moja twarz... Dotknąłem się po ranie, którą miałem na policzku. Aić, bolało. Moja dłoń, ach pamiętam... Ale gdzie jest Hyung? Anijo, nie obchodzi mnie to... Kogo ja próbuje oszukać?...
Wróciłem do swojego pokoju, ale Kima już nie było. Może poszedł do kuchni? Nie ważne.
Usiadłem na fotelu, wziąłem telefon, by sprawdzić wiadomości. Jednakże nim to zrobiłem, moją uwagę przykuła otwarta szafka, w której miałem swoje oszczędności. Podbiegłem do niej i zacząłem w niej szperać.
- Anijo... ANIJO! Gdzie one są!
Pieniędzy nie było... Usłyszawszy moje krzyki Hyung przybiegł do pokoju.
- Co się stało!
- Hy-hyung! Nie ma ich! Nie ma!
- Ale czego? Nie płacz i powiedz mi, co się stało do cholery jasnej!
Nie mogłem przestać płakać, nie dość, że mnie tak bardzo skrzywdził, zostawił, to jeszcze okradł...
Gdy się uspokoiłem powiedziałem hyungowi, wszystko. Naprawdę wszystko, o tym, co się wydarzyło wczoraj, o kradzieży, i o hyungu... O tym, jak bardzo go kochałem, albo raczej kocham...
Wieczorem zostałem sam. Kim obiecał, że wróci jutro rano, ponieważ miał spotkanie ze swoją dziewczyną. Mówił, że to coś ważnego. Powiedział, że jak wróci, to zostanie ze mną, już na zawsze.
Nie bardzo rozumiałem, o co mu chodzi, no ale cóż Hyung od zawsze miał nie równo pod sufitem.
Leżałem na kanapie, rozmyślając o mojej wielkiej miłości, którą darzyłem hyunga. O tym i o tamtym.
Próbowałem zapomnieć, ale on to utrudniał. Wziąłem telefon do ręki, sprawdziłem wiadomości.
Ku mojemu zdziwieniu dostałem wiadomość od Hoseoka. A oto jej treść:
" Ach nie powinienem mówić tego w taki sposób... Zresztą nie dbam o to. To koniec, chcę, abyś wiedział, że byłeś tylko zabawką, którą właśnie wyrzucam, bo stała się bezużyteczna. Nie pisz do mnie, zmieniam numer, nie przychodź też, i tak mnie tam już nie zastaniesz. Ach i jeśli chodzi o tamtą noc, nie pamiętałeś, nic pamiętasz? To moja sprawka, musiałem jakoś ukraść tę kasę co nie? Haha. Żyj dobrze idioto! "
Czytając to, łzy z moich oczów wylewały się nieopanowanie. Rana w sercu zrobiła się już tak duża, że ból był nie do wytrzymania. Upadłem na kolana, upuszczając przy tym telefon, którego szyba rozwaliła się na kilka kawałków. Płakałem jak małe dziecko, jak bezradny chłopczyk, któremu już nic nie pomoże.
Miałem ochotę umrzeć. Przed przeczytaniem tego, miałem jeszcze jakieś nadzieję, że on wróci. Ale teraz wiem, że to nigdy się nie stanie...
Usnąłem na ziemi, nie miałem siły, by iść do łóżka, moje życie i tak nie ma już sensu.
Następnego dnia, obudził mnie Kim.
- Jimin wstawaj, już rano!
- Mwo? Ach to ty...
- Czemu spałeś na ziemi, co tu się stało? Twój telefon...
- Hoseok...
- Ne? Co ten dupek ci znowu zrobił?
- On, on mnie zostawił. To już koniec, dostałem od niego wiadomość...
- Aish, zabije tego gnojka...
Przypomniałem sobie, treść ostatnich słów Hoseoka, rozryczałem się. Płakałem jak idiota, a hyung stał nade mną i patrzył z politowaniem. Po chwili poczułem ciepło. A może to była radość? Pragnąłem czyjejś bliskości i gdy Kim wtulił mnie w swoje ramiona, dostałem ją. Jego bliskość doprowadziła mnie do szału, oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu.
- Wae?
- Przestań gadać, wiem, że teraz tego potrzebujesz.
Zrobiłem tak jak kazał hyung i napawałem się nim.
Parę minut później poszedłem do łazienki, się przebrać. Zszedłem na dół do kuchni, by coś zjeść.
Zamurowało mnie, gdy zobaczyłem, stół pełen jedzenia.
- Hyung, sam to zrobiłeś?
- Siadaj i nie gadaj. Zjedz dużo.
- Ne, zjem bardzo dużo. Kamsahabnida!
Po skończonym śniadaniu postanowiłem porozmawiać z hyungiem.
- Hyung, muszę ci coś powiedzieć.
- Hm? Też mam ci coś ważnego do powiedzenia i liczę na twoją akceptacje.
- Akceptację?
- Ah, zaraz się dowiesz, ty pierwszy.
- Oh, więc... Postanowiłem poszukać Hyunga.
- Mwo!!! WAE?
- Kim zrozum, ja go kocham... Muszę z nim porozmawiać, inaczej oszaleje...
-Anijo! Nie zgadzam się,
- Mwo? Co cię ugryzło?! Najwidoczniej lubisz patrzeć, jak cierpię...
Wypowiedziawszy te słowa, odszedłem od stołu i wyszedłem z domu.
- Aigoo, idioto... To nie prawda... Ja po prostu, cię kocham...
Naprawdę trudno mi było zrozumieć, o co mu chodzi. Zawsze zależało mu na moim dobru, a teraz? Pf, zresztą mam go gdzieś...
Szedłem opuszczoną uliczką, licząc na to, że spotkam Hoseoka. Osłupiałem, gdy moje oczy ujrzały właśnie jego. Nie mogłem uwierzyć moim oczom, rozpłakałem się na jego widok. To były łzy szczęścia, choć wiedziałem jak, bardzo mnie skrzywdził.
Chciałem do niego podbiec i go przytulić, jednakże, gdy się nieco zbliżyłem, zobaczyłem trójkę tych typów z wcześniej. Przerażony wycofałem się i schowałem w krzakach. Wychyliłem delikatnie głowę, by zobaczyć co się tam dzieje.
- Masz przesrane dupku, słyszysz? Mówiłem trzy dni?! Gdzie jest kasa? Co? GDZIE!
- Nie mam...
- Chłopaki bierzcie go.
Dwójka z nich wzięła hyunga za ramiona, a ten kopnął go z całej siły w brzuch. Następnie wziął do ręki nóż i przeciął mu nogę. Hyung tak bardzo krzyczał, tak bardzo cierpiał. Z jednej strony, zasłużył sobie na to, na własną rękę zadawał się z tymi typkami. Poza tym poczuł to, co ja czułem...
- Umrzesz, słyszysz, umrzesz.
- Puszczaj mnie!
- Jesteś tylko bezużytecznym gó*nem.
Gdy usłyszałem te słowa, wybuchłem.
- Hajima!
- Mwo? To znowu on? Aish...
- Ty idioto... Uciekaj stąd!
- Anijo. A ty grubasie zostaw go, słyszysz? PUŚĆ GO!
Nie żałowałem, że to powiedziałem, że w ogóle to zrobiłem, po prostu chciałem pomóc mu...
Rzuciłem się na nich z patykiem w ręku, był on dość gruby i długi, w sam raz na niezłe lanie.
Uderzyłem jednego z nich w głowę, stracił przytomność. Gdy chciałem uderzyć drugiego, ten trzeci wyrwał mi patyk z ręki i uderzył mnie nim w brzuch. Hoseok widząc to, rzucił się na niego i solidnie przyłożył mu w twarz.
Jednakże, zajęty biciem tego gościa, nie zauważył zbliżającego się z tyłu z nożem w ręku szefa gangu.
Wstałem szybko i podbiegłem do hyunga wtulając się w jego plecy. Ocaliłem go, choć sam zostałem ranny.
Nóż wbił mi tak mocno, że krew wylała się strumieniem.
- Jimin? JIMIN!?
Podczas gdy Hoseok trzymał mnie w swoich rękach, szef gangu uciekł.
- Chim chim! Słyszysz mnie?
- Ah, Hyung. Ciesze się, że mogłem cię zobaczyć.
- Dlaczego to zrobiłeś?! WAE!
- Bo cię kocham...
- Mwo... Jimin? JIMIN!?
- Żegnaj...
- Hajima! Hajima!!!
Haha to już chyba mój koniec nie? Tak to na pewno mój koniec. Żegnaj Hyung...
-Mianhae... Mianhae Chim chim... Ja nie chciałem cię zranić, kocham cię... Wybacz mi. Wybacz mi, że jestem idiotą...
Ah jak dobrze usłyszeć jego głos ten ostatni raz.
- Jimin? Nie płacz...
Powiedział hyung, ocierając mą łzę.
- Saranghaeyo... Hyung...
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
