Annyeong~
Ten post chciałam napisać z dedykacją dla najukochańszej osoby na świecie, którą jest moja babcia.
Dziś są jej urodziny, więc to jest taki mały prezent ode mnie.
Moja babcia, jest jedną z czytelniczek mojego bloga xD, ale nie tylko. Jest osobą, która zawsze czyta każde moje opowiadania, a potem podpowiada mi co zmienić, poprawić. Pomaga mi także pisać wiersze, które bez jej pomocy nie byłyby tak piękne.
Nie tylko jest wspaniałą "pisarką" jest też najlepszą babcią na świecie, naprawdę dzięki niej mam motywację do nauki, do pisania właśnie tych wierszy i innych.
Napisałam więc dla ciebie wiersz. * znając życie i tak go pewnie trochę poprawi xd *
Mijają lata,
Mijają dni, miesiące
A ja wciąż
Nie zapominam o tobie
Najwspanialszą osobą na świecie
Jesteś ty... Babciu
Bo ty potrafisz kochać
Potrafisz szanować
Zjawiając się
Gdy rana w sercu wielka
Leczysz te rany
Zapamiętaj więc
Nie chcę byś odeszła
Chcę po prostu
Byś zawsze przy tobie...
Mam nadzieję że ci i wam się spodoba ;) , Jeszcze raz wszystkiego najlepszego <333
SARANGHAE
...
Cookie
19.06.2015
3.06.2015
"Believe in yourself and do not get yourself killed" *4*
Idąc do domu wstąpiłam do kawiarni. Zamówiłam gorącą Espresso i usiadłam przy stoliku na przeciwko jakiegoś chłopaka. Wiem że to zabrzmi dziwnie, ale wydawał mi się jakoś znajomy.
Pijąc kawę, spoglądałam na niego. W pewnym momencie on spojrzał w moją stronę i nasze twarze patrzyły w jeden punkt. To było dziwne uczucie, więc odwróciłam wzrok, jednakże po chwili znów na niego spojrzałam, uśmiechną się do mnie. I od tamtej chwili bez przerwy się na mnie gapił, dopóki nie wyszłam z kawiarni. Opuszczenie jej było jak zbawienie, ucieczka od nieznanego.
Ale kim on był? A może czegoś chciał... I ten uśmiech aish...
W domu spotkała mnie nie miła niespodzianka, a była nią DO.
- Co ty tu robisz? - spytałam nie grzecznie DO.
- Haha wiedziałem, że tak zareagujesz. Pan Park wyszedł z domu i kazał mi się tobą zająć. -
- Pff, nie potrzebuję twojej opieki, sama się potrafię sobą zająć.- DO uśmiechnął się ciepło i podszedł do mnie, zrobiło się strasznie nie zręcznie.
- A co jeśli Jasal się znowu pojawi? I zrobi coś głupiego? Nie pozwolę, aby stała ci się krzywda, więc z tobą zostanę czy tego chcesz czy też nie. - Ah, ta jego przemowa była taka "piękna", pfff baegchi! Co on sobie wyobraża, że jest jakiś wszechmocny czy co? Pff.
- Aish, jak tam chcesz, nie obchodzi mnie już to... A gdzie poszedł ahjussi?-
- A żebym to ja wiedział. - ahh ten stary piernik, zawsze gdzieś wychodzi bez słowa, aigoo.
- Ri Jin, czy chcesz iść ze mną na spacer? - zdziwiła mnie propozycja DO, po tym jak go traktuję to on chce jeszcze ze mną spędzać czas? Aish,
- No ok, - opowiedziałam obojętnie, po paru minutach wyszliśmy z domu. Na początek poszliśmy po lody, ja miałam czekoladowe i waniliowe, a DO zamówił sobie miętowe. Jak można coś takiego jeść? Aish, gdy już zjedliśmy to następnym miejscem jakie odwiedziliśmy był park, chodziliśmy przez alejkę około godzinę. Tam dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy o DO, że jak był mały to wolał bawić się z dziewczynami niż z chłopcami, że w szkole z tego powodu mu dokuczano, powiedział mi też, że jak chodził do podstawówki to poznał dziewczynkę w której się zakochał, niestety po pewnym incydencie musiał z niej zrezygnować, musiał opuścić kraj w którym się wychowywał, dowiedziałam się też, że krajem tym była Japonia, więc za młodych lat mieszkał w Japonii tak jak ja. Natomiast ja mu opowiedziałam o mojej przeszłości, przynajmniej to co pamiętałam. Tyle tylko pamiętam z naszego spotkanie, ponieważ pojawiła się Jasal
------------------------------------------
* Teraz opowiada DO *
- Ale wuju czy to naprawdę dobry pomysł? Myślę że jednak nie powinniśmy tego robić, a co jeśli spotka się z Chanyeolem i wszystko pójdzie na marne? Tylko ją wkurzymy nie potrzebnie.- próbowałem przekonać ahjussiego, że to zły pomysł, ale niestety mnie nie słuchał.
- Właśnie dlatego cię tu dzisiaj sprowadzam, postanowiłem spotkać się z Chanyeolem i porozmawiać z nim o tym, może jeśli powiem, że tu chodzi o życie Ri Jin to mnie posłucha.
- Ah no dobrze to co mam zrobić? - spytałem zrezygnowany.
- Spotkasz się dzisiaj z Ri Jin, i odciągniesz na parę godzin od domu, abym mógł porozmawiać z Chanem, a przy okazji poprawicie wasze relacje. - Tak też zrobiłem, nie miałem innego wyboru, musiałem zrobić to o co prosił mnie wuj.
Na moje szczęście Ri Jin zgodziła się na spotkanie, dużo rozmawialiśmy przy spacerze, zamówiliśmy sobie nawet lody.
Spacerując po alejce w parku, opowiedzieliśmy swoją przeszłość, nie wiele nowego dowiedziałem się o Ri Jin, wszystko co mi powiedziała to ja już wiedziałem. Nagle Ri Jin zaczęła boleć głowa, skuliła się więc z bólu i zaczęła głośno krzyczeć.
- Ri Jin, Ri Jin! Co ci jest? - straciła przytomność, po chwili budząc się. Pojawiła się ona...
- Ri ? Dobrze się czujesz?- spytałem, licząc na odpowiedź ze strony Ri Jin,
- Pff, idiota co ty tu znowu robisz? Mówiłam ci, że masz się trzymać od nas z daleka! - a uzyskałem ją od Jasal. Ri Jin była wredna, ale Jasal to jakiś koszmar, jak dziesięć Ri Jin w jednej.
Wstała, popychając mnie uciekła w stronę opuszczonego placu zabaw, zastanawiało mnie, dlaczego zawsze tam ucieka. Po co? Dlaczego? Co jest przyczyną tak częstego przesiadywania tam ze strony Jasal. Nie miałem innego wyboru jak pobiegnąć za nią.
Gdy dobiegłem już, zdyszany złapałem się za kolana, Jasal siedziała na huśtawce, lekko kołysząc się przy tym.
- Aish, ależ ty szybka uff...
- Idź stąd jeśli życie ci miłe.- powiedziała grożąc Jasal,
- Hah, a co jeśli się ciebie nie boje? - mój błąd nie potrzebnie to powiedziałem.
Jasal wstała i podeszła do mnie, uderzyła mnie w brzuch, skuliłem się z bólu. Nagle moje usta znalazły się obok jej. Jasal mnie pocałowała, ale dlaczego?
Uśmiechnęła się głupio i wróciła na huśtawkę, gdy usiadła, wskazała na mnie palcem i pokazała na drugą huśtawkę. Najwidoczniej chciała abym usiadł obok niej. Tak też zrobiłem.
- Dla-dlaczego to zrobiłaś? - spytałem głupio, licząc na sensowną odpowiedź.
- Haha, dla zabawy. - myślałem że szlak mnie trafi, dla zabawy? Aish
Spuściłem głowę w dół i gniewnie zacisnąłem dłoń w pięść. Ta widząc to zaśmiała się, po czym wstała i szła przed siebie, musiałem za nią podążać. Zatrzymała się przy jakimś stawie.
- Po co tu przyszłaś? - spytałem. Niestety nie uzyskałem żadnej odpowiedzi.
Jasal usiadła na kawałku pnia, kładąc dłonie na kolanach, cicho westchnęła. Podszedłem i kucnąłem przy niej.
- To miejsce przypomina tamto... Aish, to wszystko przez tę idiotkę... - Wpatrywałem się w nią i słuchałem to co miała do powiedzenia, widać było, że coś ją gnębi, ale co?
- Jasal, nie za bardzo rozumiem o co ci chodzi, ale jeśli chcesz, jeśli masz ochotę... Ja na naprawdę mogę cię wysłuchać, może będzie ci lżej. Ehh, albo może nie, sory wygłupiłem się tylko...- Jasal spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko, gdy to zrobiła poczułem ciepło, tam gdzieś w środku.
Przybliżyła się do mnie i musnęła mnie lekko w nos. Zarumieniłem się i spuściłem głowę w dół.
Po chwili znalazłem się w objęciach Jasal. Uniosłem głowę ku górze, a wtedy nasze oczy się spotkały. Patrzyliśmy się na siebie nawzajem, to było dziwne uczucie, poczułem kłucie w klatce piersiowej, więc chwyciłem się szybko za nią. Odwróciła wzrok, lekko rumieniąc się, wyglądała wtedy tak jasno, jaśniej niż jakakolwiek gwiazda. Nagle po jej policzku spłynęła łza, która poleciała na moje kolano. Spojrzałem przed siebie, poczułem się zmieszany, widząc ją pochyloną nad moimi kolanami. Płakała, jednak nie wiedziałem dlaczego.
- Cz-czemu płaczesz?
- Powiedz mi, czy życie musi być takie niesprawiedliwe? Czemu to ja muszę być tą drugą? Dlaczego wtedy... Pojawiła się ona, zniszczyła wszystko. Pamiętasz!- Jasal zaczęła mną trzepać, płacząc przy tym nieopamiętanie.
- Pamiętać? Ale co?- spytałem zaskoczony.
- Nas...- Zdziwiła mnie jej odpowiedź, spojrzałem na nią , gdy ta wtuliła się we mnie mocno.
Nie pozostawało mi nic innego jak odwzajemnić uścisk.
- Pamiętaj, ja tu jeszcze wrócę, musisz tylko na mnie poczekać, jednakże do tego czasu spróbuj przypomnieć sobie...Błagam zrób to...- To były ostatnie słowa jakie usłyszałem od niej.
Gdy chciałem zapytać ją o tę dziwaczną prośbę, ta namiętnie mnie pocałowała. Coś pękło w środku mnie, z moich oczów niekontrolowanie spłynęła rzeka łez. Nie odtrąciłem jej, chciałem to zrobić, ale coś w środku mnie, nie pozwalało na to. Spojrzałem na nią, jej twarz błyszczała, a z zamkniętych oczów wypływał się pojedyńcze łzy.
Po paru minutach, otworzyła oczy. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem i odepchnęła mocno krzycząc.
- Co ty robisz! Bagechi! - to było jasne, Jasal znikła.
- Miane... Ale to nie ja, to Jasal! - krzyknąłem stanowczo, licząc na to, że mi uwierzy.
Ri Jin spojrzała na mnie pogardliwie, wstając. Po paru minutach jej nie było.
Zostawiła mnie samego, a ja w głowie miałem słowa Jasal. Nie wiedząc o co jej mogło chodzić.
Siedziałem tam przez kilkanaście minut. Ocknąłem się, przypominając sobie o Chanyeolu.
Przecież ona za nic świecie, nie mogła się z nim spotkać. Pobiegłem w stronę parku, który znajdował się niedaleko, tego przeklętego jeziorka.
Osłupiałem, nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Jasal była w objęciach jakiegoś faceta, ale nie byle jakiego.
- Przecież to CHANYEOL! - to nie możliwe.
Pobiegłem w ich stronę. Odtrąciłem go od niej i krzyknąłem.
- Co ty sobie wyobrażasz? Czego od niej chcesz! - Chan, spojrzał na mnie i głupawo się uśmiechnął.
- Kyung co ty robisz? - Ri krzyknęła ze złością, waląc przy tym z całych sił w moje ramię.
- Przecież go nawet nie znasz, -
- Wiem, ale to nie znaczy, że masz tak gwałtownie reagować! Bagechi... A ty, jak jeszcze raz mnie dotkniesz to pożałujesz zboczeńcu!- Odwróciła się, prawdopodobnie poszła do domu.
Westchnąłem z ulgą.
- Jesteś idiotą. - Gdy nagle usłyszałem to.
- Nie waż się jej dotykać! -
- Nie gorączkuj się tak, ona nie wie kim jestem. Aish, gwarantuje ci też, że się nie dowie...
Poczułem ulgę, najwidoczniej rozmowa z ahjussim pomogła. Ale skoro, Chan nic jej nie powie, to po co mam z nią wyjeżdżać do Stanów? Może to już nie będzie konieczne?
----------------------------------------------
Autor: Cookie
Pijąc kawę, spoglądałam na niego. W pewnym momencie on spojrzał w moją stronę i nasze twarze patrzyły w jeden punkt. To było dziwne uczucie, więc odwróciłam wzrok, jednakże po chwili znów na niego spojrzałam, uśmiechną się do mnie. I od tamtej chwili bez przerwy się na mnie gapił, dopóki nie wyszłam z kawiarni. Opuszczenie jej było jak zbawienie, ucieczka od nieznanego.
Ale kim on był? A może czegoś chciał... I ten uśmiech aish...
W domu spotkała mnie nie miła niespodzianka, a była nią DO.
- Co ty tu robisz? - spytałam nie grzecznie DO.
- Haha wiedziałem, że tak zareagujesz. Pan Park wyszedł z domu i kazał mi się tobą zająć. -
- Pff, nie potrzebuję twojej opieki, sama się potrafię sobą zająć.- DO uśmiechnął się ciepło i podszedł do mnie, zrobiło się strasznie nie zręcznie.
- A co jeśli Jasal się znowu pojawi? I zrobi coś głupiego? Nie pozwolę, aby stała ci się krzywda, więc z tobą zostanę czy tego chcesz czy też nie. - Ah, ta jego przemowa była taka "piękna", pfff baegchi! Co on sobie wyobraża, że jest jakiś wszechmocny czy co? Pff.
- Aish, jak tam chcesz, nie obchodzi mnie już to... A gdzie poszedł ahjussi?-
- A żebym to ja wiedział. - ahh ten stary piernik, zawsze gdzieś wychodzi bez słowa, aigoo.
- Ri Jin, czy chcesz iść ze mną na spacer? - zdziwiła mnie propozycja DO, po tym jak go traktuję to on chce jeszcze ze mną spędzać czas? Aish,
- No ok, - opowiedziałam obojętnie, po paru minutach wyszliśmy z domu. Na początek poszliśmy po lody, ja miałam czekoladowe i waniliowe, a DO zamówił sobie miętowe. Jak można coś takiego jeść? Aish, gdy już zjedliśmy to następnym miejscem jakie odwiedziliśmy był park, chodziliśmy przez alejkę około godzinę. Tam dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy o DO, że jak był mały to wolał bawić się z dziewczynami niż z chłopcami, że w szkole z tego powodu mu dokuczano, powiedział mi też, że jak chodził do podstawówki to poznał dziewczynkę w której się zakochał, niestety po pewnym incydencie musiał z niej zrezygnować, musiał opuścić kraj w którym się wychowywał, dowiedziałam się też, że krajem tym była Japonia, więc za młodych lat mieszkał w Japonii tak jak ja. Natomiast ja mu opowiedziałam o mojej przeszłości, przynajmniej to co pamiętałam. Tyle tylko pamiętam z naszego spotkanie, ponieważ pojawiła się Jasal
------------------------------------------
* Teraz opowiada DO *
- Ale wuju czy to naprawdę dobry pomysł? Myślę że jednak nie powinniśmy tego robić, a co jeśli spotka się z Chanyeolem i wszystko pójdzie na marne? Tylko ją wkurzymy nie potrzebnie.- próbowałem przekonać ahjussiego, że to zły pomysł, ale niestety mnie nie słuchał.
- Właśnie dlatego cię tu dzisiaj sprowadzam, postanowiłem spotkać się z Chanyeolem i porozmawiać z nim o tym, może jeśli powiem, że tu chodzi o życie Ri Jin to mnie posłucha.
- Ah no dobrze to co mam zrobić? - spytałem zrezygnowany.
- Spotkasz się dzisiaj z Ri Jin, i odciągniesz na parę godzin od domu, abym mógł porozmawiać z Chanem, a przy okazji poprawicie wasze relacje. - Tak też zrobiłem, nie miałem innego wyboru, musiałem zrobić to o co prosił mnie wuj.
Na moje szczęście Ri Jin zgodziła się na spotkanie, dużo rozmawialiśmy przy spacerze, zamówiliśmy sobie nawet lody.
Spacerując po alejce w parku, opowiedzieliśmy swoją przeszłość, nie wiele nowego dowiedziałem się o Ri Jin, wszystko co mi powiedziała to ja już wiedziałem. Nagle Ri Jin zaczęła boleć głowa, skuliła się więc z bólu i zaczęła głośno krzyczeć.
- Ri Jin, Ri Jin! Co ci jest? - straciła przytomność, po chwili budząc się. Pojawiła się ona...
- Ri ? Dobrze się czujesz?- spytałem, licząc na odpowiedź ze strony Ri Jin,
- Pff, idiota co ty tu znowu robisz? Mówiłam ci, że masz się trzymać od nas z daleka! - a uzyskałem ją od Jasal. Ri Jin była wredna, ale Jasal to jakiś koszmar, jak dziesięć Ri Jin w jednej.
Wstała, popychając mnie uciekła w stronę opuszczonego placu zabaw, zastanawiało mnie, dlaczego zawsze tam ucieka. Po co? Dlaczego? Co jest przyczyną tak częstego przesiadywania tam ze strony Jasal. Nie miałem innego wyboru jak pobiegnąć za nią.
Gdy dobiegłem już, zdyszany złapałem się za kolana, Jasal siedziała na huśtawce, lekko kołysząc się przy tym.
- Aish, ależ ty szybka uff...
- Idź stąd jeśli życie ci miłe.- powiedziała grożąc Jasal,
- Hah, a co jeśli się ciebie nie boje? - mój błąd nie potrzebnie to powiedziałem.
Jasal wstała i podeszła do mnie, uderzyła mnie w brzuch, skuliłem się z bólu. Nagle moje usta znalazły się obok jej. Jasal mnie pocałowała, ale dlaczego?
Uśmiechnęła się głupio i wróciła na huśtawkę, gdy usiadła, wskazała na mnie palcem i pokazała na drugą huśtawkę. Najwidoczniej chciała abym usiadł obok niej. Tak też zrobiłem.
- Dla-dlaczego to zrobiłaś? - spytałem głupio, licząc na sensowną odpowiedź.
- Haha, dla zabawy. - myślałem że szlak mnie trafi, dla zabawy? Aish
Spuściłem głowę w dół i gniewnie zacisnąłem dłoń w pięść. Ta widząc to zaśmiała się, po czym wstała i szła przed siebie, musiałem za nią podążać. Zatrzymała się przy jakimś stawie.
- Po co tu przyszłaś? - spytałem. Niestety nie uzyskałem żadnej odpowiedzi.
Jasal usiadła na kawałku pnia, kładąc dłonie na kolanach, cicho westchnęła. Podszedłem i kucnąłem przy niej.
- To miejsce przypomina tamto... Aish, to wszystko przez tę idiotkę... - Wpatrywałem się w nią i słuchałem to co miała do powiedzenia, widać było, że coś ją gnębi, ale co?
- Jasal, nie za bardzo rozumiem o co ci chodzi, ale jeśli chcesz, jeśli masz ochotę... Ja na naprawdę mogę cię wysłuchać, może będzie ci lżej. Ehh, albo może nie, sory wygłupiłem się tylko...- Jasal spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko, gdy to zrobiła poczułem ciepło, tam gdzieś w środku.
Przybliżyła się do mnie i musnęła mnie lekko w nos. Zarumieniłem się i spuściłem głowę w dół.
Po chwili znalazłem się w objęciach Jasal. Uniosłem głowę ku górze, a wtedy nasze oczy się spotkały. Patrzyliśmy się na siebie nawzajem, to było dziwne uczucie, poczułem kłucie w klatce piersiowej, więc chwyciłem się szybko za nią. Odwróciła wzrok, lekko rumieniąc się, wyglądała wtedy tak jasno, jaśniej niż jakakolwiek gwiazda. Nagle po jej policzku spłynęła łza, która poleciała na moje kolano. Spojrzałem przed siebie, poczułem się zmieszany, widząc ją pochyloną nad moimi kolanami. Płakała, jednak nie wiedziałem dlaczego.
- Cz-czemu płaczesz?
- Powiedz mi, czy życie musi być takie niesprawiedliwe? Czemu to ja muszę być tą drugą? Dlaczego wtedy... Pojawiła się ona, zniszczyła wszystko. Pamiętasz!- Jasal zaczęła mną trzepać, płacząc przy tym nieopamiętanie.
- Pamiętać? Ale co?- spytałem zaskoczony.
- Nas...- Zdziwiła mnie jej odpowiedź, spojrzałem na nią , gdy ta wtuliła się we mnie mocno.
Nie pozostawało mi nic innego jak odwzajemnić uścisk.
- Pamiętaj, ja tu jeszcze wrócę, musisz tylko na mnie poczekać, jednakże do tego czasu spróbuj przypomnieć sobie...Błagam zrób to...- To były ostatnie słowa jakie usłyszałem od niej.
Gdy chciałem zapytać ją o tę dziwaczną prośbę, ta namiętnie mnie pocałowała. Coś pękło w środku mnie, z moich oczów niekontrolowanie spłynęła rzeka łez. Nie odtrąciłem jej, chciałem to zrobić, ale coś w środku mnie, nie pozwalało na to. Spojrzałem na nią, jej twarz błyszczała, a z zamkniętych oczów wypływał się pojedyńcze łzy.
Po paru minutach, otworzyła oczy. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem i odepchnęła mocno krzycząc.
- Co ty robisz! Bagechi! - to było jasne, Jasal znikła.
- Miane... Ale to nie ja, to Jasal! - krzyknąłem stanowczo, licząc na to, że mi uwierzy.
Ri Jin spojrzała na mnie pogardliwie, wstając. Po paru minutach jej nie było.
Zostawiła mnie samego, a ja w głowie miałem słowa Jasal. Nie wiedząc o co jej mogło chodzić.
Siedziałem tam przez kilkanaście minut. Ocknąłem się, przypominając sobie o Chanyeolu.
Przecież ona za nic świecie, nie mogła się z nim spotkać. Pobiegłem w stronę parku, który znajdował się niedaleko, tego przeklętego jeziorka.
Osłupiałem, nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Jasal była w objęciach jakiegoś faceta, ale nie byle jakiego.
- Przecież to CHANYEOL! - to nie możliwe.
Pobiegłem w ich stronę. Odtrąciłem go od niej i krzyknąłem.
- Co ty sobie wyobrażasz? Czego od niej chcesz! - Chan, spojrzał na mnie i głupawo się uśmiechnął.
- Kyung co ty robisz? - Ri krzyknęła ze złością, waląc przy tym z całych sił w moje ramię.
- Przecież go nawet nie znasz, -
- Wiem, ale to nie znaczy, że masz tak gwałtownie reagować! Bagechi... A ty, jak jeszcze raz mnie dotkniesz to pożałujesz zboczeńcu!- Odwróciła się, prawdopodobnie poszła do domu.
Westchnąłem z ulgą.
- Jesteś idiotą. - Gdy nagle usłyszałem to.
- Nie waż się jej dotykać! -
- Nie gorączkuj się tak, ona nie wie kim jestem. Aish, gwarantuje ci też, że się nie dowie...
Poczułem ulgę, najwidoczniej rozmowa z ahjussim pomogła. Ale skoro, Chan nic jej nie powie, to po co mam z nią wyjeżdżać do Stanów? Może to już nie będzie konieczne?
----------------------------------------------
Autor: Cookie
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
