...

...
Cookie

16.04.2015

" Believe in yourself and do not get yourself killed" *1*

  Bohaterowie :

                                                                 Park Ji Na 

Do Kyungsoo


Park Chanyeol




    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------
~ Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj.
Ja i mój oppa siedzieliśmy razem na łące tak pięknej, że brak słów by ją opisać.
Pamiętam, że był to słoneczny i ciepły dzień. Siedziałam wtulona w jego twarde, umięśnione ramiona. To cudowne uczucie, które krążyło w okół nas.
Gdy poprosiłam go, aby zaśpiewał dla mnie, on zrobił to. Zawszę lubił dla mnie śpiewać.
Muszę przyznać, że jak na 14 lat to miał chłopak talent, tak, tak. Przypomniała mi się jedna z jego piosenek, a brzmiała chyba tak ;

~  Not a friend
  I want to be a man to you
  Not just any person
  The one person who will protect you

  Not a friend
  Starting from the first moment that I saw you
  I’m not just saying this
  Lady! I only have you


Ale oczywiście jest to tylko jej malutka cząstka. Zawszę dla mnie ją śpiewał, a ja płakałam przy niej jak małe dziecko. Do tej pory nie wiem czemu, może dlatego że śpiewał ją dla mnie? Może że śpiewał ją z serca? A może bo sam tekst jest piękny? Zresztą to nie ważne.
Jak już mówiłam, to były najmilsze wspomnienia z mojego dzieciństwa, ale nie obyło się też bez tych przykrych, bez tych co zmieniły całe moje życie...Na gorsze.
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Jak koszmar z którego nie możesz, się wybudzić.
Miałam wtedy lat 14. Ja i mój oppa imieniem Park Chanyeol poszliśmy do opuszczonego parku w sobotni wieczór, tak jak zawsze. Oppa powiedział, że idzie kupić nam coś do picia, a ja zostałam całkiem sama i na niego czekałam. 
Bardzo długo go nie było, zaczęłam się martwić. Nie zastanawiając się, ani chwili dłużej poszłam go szukać. W sklepie nie daleko parku go nie było. To gdzie on poszedł? 
Zapytałam się sprzedawcy czy widział Chanyeola. Pan Cha bardzo dobrze znał mnie i Chana, nie tylko byliśmy jego stałymi klientami, ale też przyjaciółmi. Tak, tak wiem że to głupio brzmi, ale tak było. No, ale wracając do Chanyeola, gdy się go spytałam, odpowiedział że nie widział go, że nawet nie było go w sklepie. W tamtej chwili naprawdę zaczęłam się, martwić.
Postanowiłam więc, wrócić do parku, łudziłam się, że go tam zastanę. Jednak to co tam ujrzałam...
Stanęłam przed wielkim dębem, na którym widniał napis, napisany krwią; 
~ DO NOT LET THE KILL 죽음 *śmierć* ~
Stałam jak słup, nie ruszając się, nie oddychając. Straciłam panowanie nad własnymi kończynami, upadłam na brudną ziemie i zaczęłam krzyczeć na cały park. W pewnej chwili głowa strasznie zaczęła mnie boleć, a w moim umyśle były tylko myśli samobójcze. Czułam się jakbym była w stanie hipnozy, jakbym umarła.  Straciłam całkowite panowanie nad moim całym ciałem. 
Poczułam woń krwi, i w tym momencie ukazał mi się Chan.
Stał nade mną i zaczął mówić ;
To twoja wina
To twoja wina 
Spojrzałam na niego, oczy miałam czerwone we łzach. Widziałam że on także płakał.
W końcu kucnął nade mną i powiedział ;
SAVE ME ...
Zaczęłam wtedy głośno, ale to bardzo głośno krzyczeć. I wtedy się ocknęłam.
Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie, koło drzewa stał Park. Jego wzrok był skierowany w dół.
Wstałam szybko, otrzepałam się z piasku i podeszłam do niego.
Patrzyłam na niego przez kilka minut, mając nadzieję, że na mnie spojrzy. Nie zrobił tego, zaniepokoiło mnie to strasznie, więc go szturchnęłam w ramie i powiedziałam.
- Oppa? Oppa czy coś się stało? - nic nie odpowiedział, tylko stał jak to głupie drzewo.
Otarłam łzy o rękaw i chwyciłam go za dłoń. Zero reakcji z jego strony aigoo...
- Chanie! Otrząśnij się! Powiedz co się stało! Co to za krew na drzewu! - wciąż nic. Poczułam mocne kłucie w klatce piersiowej. Chwyciłam się za nią i jęknęłam głośno.
- Oppa! Odpowiedz mi co do cholery się tu dzieje! - wrzasnęłam na niego przy czym upadłam na ziemię. Zwijając się z bólu powtarzałam - Oppa, Jug-eum *śmierć* - Robiłam tak dopóki, on nie zareagował.
Spojrzał na mnie wielkimi oczami i kucnął.
- Ji Na! Ji Na, co się stało? Nic ci nie jest? - pytał i pytał wciąż opiekuńczo. A w jego oczach było przejęcie, takie jak zawsze. Widząc go tak przejętego uspokoiłam się, przynajmniej byłam pewna, że nic mu nie jest. Ale ból w klatce nie odstępował. Spojrzałam raz jeszcze na Chanyeola i po chwili zapadła ciemność. Ta sama co chwilę temu. Byłam bardzo przerażona, znów ujrzałam postać.
Jednakże to nie był on lecz ja. Stałam z złowrogi uśmieszkiem na twarzy z nożem w ręku.
Powolnym ruchem przycinałam skórę na ręce. To był obrzydliwy widok, pełno krwi spływało z moim kończyn. Postać spojrzała na mnie i zaczęła się głupawo śmiąc.
Ruszyła do mnie. Powolnym krokiem zbliżała się ku mnie. Byłam koszmarnie przerażona, bardzo chciałam się obudzić, ale nie mogłam. To było jak życie w śnie. To wszystko było tak realne jak drugi świat. Stanęła nade mną. Przeszły mnie ciarki po moim ciele, gdy ta kucnęła obok mnie.
Przyłożyła mi nóż do ręki, i zaczęła robić to samo co se swoją. Czułam potworny ból, chciałam ode niej uciec, ale nie było to możliwe. Nie mogłam ruszyć nawet palcem, a ta wciąż to robiła.
Gdy już skończyła powiedziała;
- Die... This is the end for you...- Krzyknęłam bardzo głośna, a ta zaczęła się śmiać.
Odważyłam się zapytać, zapytać kim ona jest.
- K-kim jesteś? - tak jak sądziłam, nie odpowiedziała. Spytałam więc ponownie.
- Kim do cholery jesteś!? - jej wzrok wylądował ponownie na mnie. Ze złowrogim spojrzeniem odpowiedziała.
- Nie wiesz? Jestem tobą. - zamurowało mnie. Jak ktoś taki mógłby być mną? Przecież...przecież ja taka nie jestem!
- To nie możliwe! Kłamiesz! - odpowiedziałam.
- To twoja opinia, ale prawda jest taka, że jestem tobą i nic z tym nie zrobisz. Przykro mi.- myślałam że zaraz zwariuję, jak to mogłabym być ja? Dobrze przyznaje wyglądała jak ja, ale charakter miała zupełnie inny. Może to był tylko zły koszmar? Tak właśnie myślałam. Jednakże się myliłam.
- Nie moja droga to nie jest sen. - skąd ona znała moje myśli? Nie byłam już pewna.
Krew z mojej dłoni wciąż się lała. Chwyciła mnie za nią i powiedziała.
- Jestem tobą, twoją drugą połową. To ty mnie stworzyłaś. - zrobiłam wielkie oczy z nie dowierzaniem.
- C-co? Nie rozumiem...- powiedziałam nie pewnie.
- Bo jesteś głupia. Powiem to tylko raz, więc słuchaj uważnie. - ze skupienie słuchałam co miała do powiedzenia. Jednak to co usłyszałam...
- Nie wiem jak mam ci to wytłumaczyć byś zrozumiała, więc powiem tak. Każdy człowiek ma w sobie część dobra i część zła. Ja jestem tą złą częścią. Moim zadaniem jest cię zabić, i osób na których ci zależy. - Wstając dodała.
- Jestem samobójcą więc się strzeż. Od tej pory twoje życie będzie zupełnie inne.
I ostrzegam cię lepiej niech nikt się do ciebie nie zbliża, bo jeśli to zrobi... To będzie jego koniec.- to były ostatnie słowa jakie od niej usłyszałam.
Obudziły mnie promienie słońca o poranku. Leżałam w swoim łóżku, na krześle obok czuwał nade mną Chanyeol. Uśmiechnęłam się ciepło, widząc go wyczerpanego i zmęczonego. Tak słodko wtedy wyglądał. Moje szczęście zakłóciło przypomnienie koszmaru. Przeleciałam oczami cały pokój, spojrzałam na swoje ręce i z ulgą wzdychnęłam. To był tylko sen. Jednak słowa które usłyszałam od tamtej postaci zaniepokoiły mnie.
~  Ostrzegam cię lepiej niech nikt się do ciebie nie zbliża, bo jeśli to zrobi... To będzie jego koniec ~
Co to mogło znaczyć? Anjio, to był tylko sen. Pomyślałam. Moją burzę myśli przerwał głos zaspanego Chanyeola.
- Wstałaś już? Jak się czujesz.- spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Ne, a ty jak się czujesz oppa? W porządku?- zachichotał i chwycił mą dłoń.
- To nie ja zemdlałem tylko ty, baegchi...- odpowiedział i zaczął czochrać mi włosy. Aish, nienawidziłam tego, a on dobrze o tym wiedział.
Chciałam się go zapytać o wczorajsze wydarzenie, ale nie wiedziałam jak to zrobić, wiedziałam że jeśli to co poważnego to i tak mi tego nie powie.
- Oppa może pójdziemy coś zjeść? Jestem strasznie głodna.- spytałam. Channie się zgodził.
Ubrałam się więc, i zeszłam na dół. Moja mama była zaskoczona i szczęśliwa, że nic mi nie jest.
Spytałam sie czy mogę wyjść z Chanyeolem. Nie chętnie się zgodziła, ale jak mogła mi odmówić?
Po paru minutach już byliśmy na miejscu.
Za młodych czasów mieszkałam w Japonii, ponieważ musieliśmy się przenieść, przez pracę ojca.
Miałam tylko Chanyeola. Choć mieszkałam tam dobre cztery lata to i tak wciąż z nikim się nie za kumplowałam. Jedyną osobą był właśnie on. Lecz nie tylko był moim przyjaciele, ale też pierwszą miłością, chciałam żeby był ostatnią...
Chanyeol też mieszkał w Korei, ale przez pewne wydarzenie musiał się tutaj przenieść.
Nigdy nie dowiedziałam się co się właściwie wydarzyło.

Zamówiłam sobie dwie gałki lodów waniliowych, oppa jak zawsze wziął sobie trzy gałki czekoladowych. Pamiętam, że zawsze jak się go pytałam czemu nie kupi mi trzech to on zawsze odpowiadał.
- Nie kupie ci trzech, bo będziesz gruba. Dwie to i tak za dużo. - zawsze mnie to denerwowało.
- A co cię to obchodzi, jak będę wyglądać!?- moja odpowiedź brzmiała właśnie tak. Channie chichotał jak widział mnie taką naburmuszoną, ale muszę przyznać że miał racje.
- A właśnie że obchodzi, nie chcę żeby moja dziewczyna wyglądała jak balon. Haha.- gdy usłyszałam te słowa zrobiłam się czerwona jak burak. To takie zawstydzające choć przyznam, że podobało mi się, jak to mówił.
Gdy zjedliśmy lody poszliśmy nad jeziorko. Znajdowało się ono niedaleko opuszczonego parku.
Usiedliśmy na kawałku pnia i wpatrywaliśmy się w nie. Zrobiło się nie zręcznie cicho, więc wzięłam się na odwagę i zapytałam.
- Oppa, co się wczoraj wydarzyło? - Chanyeol spojrzał na mnie.
- Wcz-wczoraj?Nic... A co miało się stać? - odpowiedział niezręcznie.
- Oppa przestań kłamać! I powiedz mi prawdę. - Channie, wstał i pociągnął mnie do siebie.
Ściskał bardzo moją dłoń, strasznie mnie to bolało.
- Oppa, to boli. Puść!- wyrwałam dłoń z jego ręki. Chanyeol zachowywał się dziwnie. Coś go gryzło i byłam już pewna, że coś musiało się stać.
Położyłam rękę na jego ramieniu i gdy chciałam go raz jeszcze spytać, poczułam ból w głowie, a jednocześnie usłyszałam głośny dźwięk, jakby ktoś we mnie czymś uderzył. Nie myliłam się.
Ostatnie co usłyszałam za nim straciłam przytomność były krzyki mojego oppy.
Ciemność... znowu to samo... Ta sama postać co przedtem... czemu?
Stała z nożem w ręku i podeszła do mnie. Tym razem mogłam sie poruszać, więc z każdym jej krokiem, ja robiłam krok w tył. W końcu się zatrzymała i parsknęła śmiechem.
- Aigoo, myślałam że trochę dłużej wytrzymasz... No cóż widać na mnie już pora...-
Co to miało znaczyć? Nie zdążyłam się nawet zapytać. Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Bodajże była to piwnica. Byłam tam sama. Nie było mojego oppy, ale co ja tam robiłam? Ogarnął mną strach.
Kucnęłam, chwyciłam się za kolana i zaczęłam płakać. Bałam się, ale nie o siebie, a o Chanyeola.
Po chwili zauważyłam światełko, zza otwartych drzwi.
Wstałam więc szybko i wybiegłam z tajemniczego miejsca. Szłam przez korytarz, nie był oświecony. Wszędzie ciemność, jak w moim koszmarze.
Doszłam do pomieszczania w którym była prowadzona konwersacja.
- Jesteś śmieszny, myślisz że przekupisz nas czymś takim? Masz wrócić! - krzyknął tajemniczy męski, gruby głos.
- A-ale proszę... Zrobię wszystko co chcecie, ale wrócić nie mogę. - odpowiedział chłopiec. Pewna byłam, że był to głos oppy.
- Nie ma mowy masz wrócić, albo ona zginie. - osłupiałam.
- Anijo! Dobrze, dobrze wrócę... Ale wypuście ją...- odpowiedział z smutkiem.
Gdy chciałam podejść ciut bliżej, aby lepiej słyszeć upadłam nam kolana. Po całym pokoju rozszedł się huk. Wszyscy obecni tam spojrzeli w moją stronę.
Jeden z nich podszedł do mnie i chwycił za ramię, rzucając o podłogę powiedział.
- No proszę, proszę kogo my tu mamy co? Ładnie to tak podsłuchiwać?- powiedział po czym mnie kopnął. Ich lider, bo tak go nazwał jeden z nich, podszedł do mnie i chwycił za kaptur od bluzy, podniósł mnie i uśmiechnął się złowieszczo.
- Pf, i co ja mam teraz z tobą zrobić? Ile wiesz? Od jak długa tu stoisz? - powiedziałam tyle co usłyszałam. Jednak i tak za wiele wiem, tak powiedział. Puścił kaptur, a ja upadłam na ziemie. Channie podbiegł do mnie. Prosił ich, aby mnie wypuścili. Jednakże nie zgodzili się.
Chcieli mnie zabić. Chanyeol prosił, żeby go zabili za miast mnie. Na marne, to ja byłam ich celem.
Zresztą i tak bym się nie zgodziła na to.
- Proszę! Nie zabijajcie jej! Błagam!- Błagał, i błagał na marne. Jeden z nich powiedział, że jeśli chce to on może sam to zrobić. Oppa... zgodził się... Byłam pewna, że tego nie zrobi. Że będzie mi kazał uciec. Poszliśmy więc na zewnątrz. Spojrzał na mnie i powiedział szepcząc.
- Ji Na... Uciekaj z tąd... - nie myślałam nawet o sprzeciwie, ponieważ byłam pewna, że oppa ma jakiś plan.
- Już! Wiej! - krzyknął, a ja pobiegłam w stronę wyjścia, biegłam co sił w nogach. W końcu zatrzymałam się koło jakieś drzewa. Znałam to drzewo... Ten napis, znikł? To jest opuszczony park, więc ich tajna baza jest nie daleko parku? To może wtedy oppa poszedł do nich? Ale wciąż nie wiem co było przyczyną, co on ma z nimi wspólnego... Kucnęłam, a z moich oczów zaczęły płynąć łzy, które kapały jedna po drugiej na ziemię.
Nie wiedziałam co mam zrobić, czy iść na policję? Czy powiedzieć rodzicom? Sama nie wiem... A może zadzwonię do rodziców Chanyeola? Ahh, zapomniałam... Nawet ich nie znam.
Nagle z dala ujrzałam mojego oppe.
- Channie!- krzyknęła i podbiegłam do niego. Stanęłam nad nim, chwytając się kolan sapnęłam ze zmęczenia.
- Oppa, nic ci nie jest?- spytałam, ale on nic nie odpowiedział. Spuścił głowę w dół i chwycił mnie za rękę. Pociągnął mnie za sobą.
- Oppa? Gdzie idziemy?- spytałam,
- Zobaczysz...- powiedział nie pewnie. Ah, ta nie pewność doprowadzała mnie do szału. Stanęłam i wyrwałam rękę z jego dłoni. Lekko zatupałam i krzyknęłam.
- Anijo! Masz mi tu i teraz powiedzieć co jest grane! - spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem, bardzo mnie to przeraziło. Spuściłam więc głowę w dół i podążałam za moim oppą.
Żałuję, żałuje... Po co ja to zrobiłam? ... Baegchi...
Po paru minutach byliśmy już na miejscu. Stanęliśmy przed starym opuszczonym domem,który znajdował się w opuszczonej okolicy Japonii. Wpatrywałam się przez chwilę na dom z przerażeniem, po czym wyjąkałam.
- Op-oppa co to za miejsce? P-po co mnie tu przyprowadziłeś? - zaczął płakać. Spojrzałam w dół, a w jego ręce... A w ręce trzymał nóż.
- Oppa! Po co ci to! Co chcesz zrobić!- krzyknęłam i odsunęłam się od niego. Podszedł więc bliżej, a ja odsuwałam się od niego, szłam po woli do tyłu, a on do przodu. Potknęłam się o kamyk i upadłam. Zaczęłam błagać, żeby tego nie robił. I wtedy zaczęła boleć mnie głowa. Krzyczałam i płakałam jednocześnie, nie wiedziałam co się ze mną działo. To było okropne, bałam się tak bardzo...
Wzięłam się w garść i wstałam, spojrzałam na niego z trudnością. On wciąż płakał...
Nie zastanawiając się, ani chwili dłużej uciekłam od niego. Wiedziałam że pobiegnie za mną, to było oczywiste. Zatrzymałam się nad jakimś stawem, upadłam na ziemie.
Głowa zaczęła mnie boleć do takie stopnia, że straciłam przytomność. Urwał mi się film.
Obudziłam się, we krwi. Z przerażeniem spojrzałam przed siebie. Na ziemie leżał zakrwawiony nóż, ten Chanyeola... Szybkim ruchem wstałam i zaczęłam się rozglądać. Po moim oppie nie było ani śladu. Domyśliłam się co mogło się stać... Zabiłam go...

~ 15 stycznie 2011 rok Japonia.
- To tyle...- pan Park patrzył na mnie z przerażeniem. Nie dziwiło mnie to, każdy mój lekarz któremu się zwierzałam tak robił.
- W-więc... - z jego rąk wypadł mu notes. Trząsł się jak mały szczeniaczek, któremu jest zimno.
- Ahjussi czyżbyś się czegoś bał? Ah, jeśli chcesz to możesz opuścić mój pokój...- powiedziałam do niego z obojętnością.
- Anijo, anijo obiecałem twojej matce, że ci pomogę choćby nie wiem co usłyszał. Tak więc zrobię...
- powiedział ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy... Takie wkurzające.
- Ne? To wspaniale, ale mi nikt nie pomoże...- powiedziałam z pewnością siebie.
- To się jeszcze okaże! Ale powiedz mi... Jak straciłaś przytomność, to czy może pamiętasz, może gdzie byłaś? Gdzie się znajdowałaś? Albo co ci się śniło, może tak to ujmę. - spytał, tak bardzo był ciekawy. Wlepiał we mnie te swoje oczyska. Aish takie wkurzające.
- Tak pamiętam. Byłam w tym samym miejscu co zawszę, ale nie bardzo mi się przypomina co tam robiłam, jedyne co weszło mi do głowy to słowa mojej samobójczej osoby. - Pan Park chwycił się za brodę i zaczął rozmyślać nad moim słowami. Po chwili spytał.
- Ale co powiedziała?- odpowiedziałam mu,
- Powiedziała... " Uwierz w siebie i nie daj się zabić" Do tej pory mnie zastanawiało, o co to może znaczyć...- Ahjussi spojrzał na mnie i zaczął coś zapisywać w swoim notesie. Ogarnęła nas cisza.
Słychać było tylko dźwięk piszącego długopisu i sapiącego starca.
- Już wiem!- zakłócając ciszę, krzyknął.
- Co wiesz? - spytałam
- Ta twoja "zła strona" jak ją nazywasz, jest twoją drugą osobowością. Myślę że masz zaburzenie dysocjacyjne osobowości. W twoim przypadku jest to osobowość mnoga, ale nie jestem w stanie ci powiedzieć czy nie będziesz miała ich więcej. Miejmy nadzieję że nie.- zamarłam, wydusiłam tylko z siebie parę słów.
- C-co? Ja-jak to? Jak to się mo-mogło stać? Co to w ogóle j-jest! - spytałam jękając się.
- Hm... Dysocjacja, osobowość mnoga wytwarza się po szczególnie bolesnych, traumatycznych przeżyciach, i kryzysach, przebytych w dzieciństwie i powiązanych z tematyką śmierci oraz seksualności. Myślę że w twoim przypadku choroba zaczęła się gdy ujrzałaś ten napis na drzewie. - milczałam, byłam załamana... Myślałam że mam jakieś urojenia, a nie jakieś głupie zaburzenie czegoś tam aigoo...
- Wiem że może być ci trudno, ale nie martw się. Pomogę ci. - ten uśmiech, nie wiem czemu dał mi nadzieję.
- Aish, tylko że jest mały problem. - powiedziałam nie pewnie. Ahjussi spojrzał na mnie z zapytaniem.
- Moja " osobowość " jest samobójczynią... - Pan Park znów miał burzę myśli, ogarnęła nas ponowna chwila ciszy. W końcu podniósł głowę do góry i spojrzał na mnie poważnie.
- Rozumiem, pomogę ci.- ucieszyło mnie to bardzo. Ahjussi był pierwszą osobą która odważyła się wejść w mój świat, pomóc mi choć sama nie wiedziałam co mnie będzie czekać w przyszłości...
- OK! Ale ahjussi... Co ja mam zrobić? - spytałam.
- Ah, po pierwsze będziemy musieli jakoś przekonać twoją drugą połowę żeby nie robiła ci krzywdy, ani nikomu z twoich bliskich. Aish, będzie to bardzo trudne i może to trwać latami...- spuściłam w głowę w dół, bardzo mnie to zmartwiło. Pan Park widząc to od razu dodał.
- Ale nie martw się, tak jak już mówiłem pomogę ci...
Miałam wtedy 16 lat, i przez te 4 lata musiałam uważać i panować nad swoją drugą połową.
Musiałam przeprowadzić się do Korei, ponieważ Pan Park tam mieszkał. Odeszłam od rodziny, w obawie że może im się coś stać. Nie miałam przyjaciół, nikogo bliskiego. Jedyną osobą która ze mną była, był ahjussi. Jestem mu bardzo wdzięczna za te chwile, za to że ze mną był  w tych trudnych sprawach, za to że zawsze opiekował się mną i moją drugą osobowością, że zawsze naprawiał szkody wyrządzone przez nią. Aish, tak bardzo jej nienawidzę... Jak nie chce mnie zabić, to robi wyrządza jakieś szkody... Nigdy nie zapomnę jak chciała zabić małego chłopczyka, który mieszkał po sąsiedzku... Ahjussi opowiedział mi, że rzucił we mnie piłką, bo chciał się bawić. Na jego nie szczęście nie byłam to ja tylko ona... Powiedział że wzięła go za głowę i zaczęła topić w małym basenie, który leżał na jego ogrodzie. Na całe szczęście Pan Park, zauważył to... Następnego dnia przeprosiłam jego i jego rodziców i wyprowadziliśmy się do innego miasta ... Aish, naprawdę nie wiem co by było gdyby nie on.
Do tej pory nie wiem co tak na prawdę mogło być przyczyną powstania "Jasal Ji Rin" bo tak ją nazwałam wraz z ahjussi. *Jasal z koreańskiego znaczy samobójca*
Napis na drzewie... Może ten Gang... Chanyeol...?
Moim zadaniem jest przypomnieć sobie wydarzenie z przed sześciu lat i pozbycie się Jasal, abym mogła wrócić do rodziny, która na mnie czeka i żyć jak normalny człowiek.
Na imię mam Park Ji Na, mam lat 20 i mieszkam w Korei, a dokładnie w Seulu.
Choruję na zaburzenie dysocjacji osobowości, jestem samotna moją jedyną rodziną jest Pan Park.
Ty, tak ty wchodzisz do mojego świata na własną odpowiedzialność...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No wiec, witam was z moim drugim opowiadaniem.
Rodzaj: dramat, psychologiczny z nutką romantyzmu
Jego rozdziały będą później się ukazywał, ponieważ będę poświęcać mu więcej czasu.
Jeśli już przeczytałeś to zostaw po sobie komentarz :) Możesz oczywiście zrobić to anonimowo.

Autor: Cookie

3 komentarze :

  1. jeju, ta fabuła jest naprawdę mega interesująca. Czekam na więcej. :") i zapraszam do mnie *le chamska reklama* http://entertonewworld.blogspot.com/ c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, przeczytałam tylko trochę ale myślę, że styl pisania ma sporo do poprawy, ale wszystko przed tobą i życze powodzenia i dalszego rozwoju :*

    OdpowiedzUsuń